Gdy radio było charkotem

Gdy komuniści osiągnęli monopol radiowy w powojennej Polsce, Kraj słuchał emisji z zagranicy w polskim języku. Było ich wiele, z Turcji, z BBC, z Głosu Ameryki, z Madrytu… Najsłynniejsza stała się stacja Wolna Europa, transmitująca od 1952 roku z Monachium (słynne było też późniejsze Radio Tirana, prowadzone z okropnie postępowych pozycji przez Kazimierza Mijala, ale to nie takie rzadkie, że tragiczne historie mają komiczne wstawki). Najlepiej dla komunistów by było to wyłączyć, ale rączki były za krótkie, nie sięgały, więc wymyślano zagłuszanie. Po prawdzie zagłuszanie to stary pomysł, ale do roku 1956 cieszył się ogromnym powodzeniem, trzaski i huki były w polskich domach dużo popularniejsze niż dzisiaj heavy metal.

Potem przestali zagłuszać, przynajmniej polskim sprzętem, dzięki czemu w wielu miejscowościach pojawiły się nowe rozgłośnie radiowe (bo sprzęt był w zasadzie ten sam, dla fali radiowej niewielka różnica czy leci ciurkiem ryk krowy czy etiuda Debussy’ego), ale Zachód nadal słał przez radio niewygodne (bo niekontrolowane przez ówczesny PiS) treści, więc krowy ryczały przez nadajniki zza przyjaznych, socjalistycznych granic.

Dziś ta sztuczka nie przejdzie, można mieć monopol w Kraju na nadajniki, ale przez Internet każdy może słuchać to, co zechce. I co tu w tej sytuacji ma Jedyna Słuszna Partia robić?

Zawalić kupą. Dzisiejszym odpowiednikiem zagłuszania jest powielenie do uchlapanego końca tych samych i niczym między sobą nie różniących się mediów. Kioski są pełne gazet i pism, fale radiowe pełne stacji, pilot tv wybiera jeden z wielu kanałów, ale to wszystko jedna kupa. Pod nią ktoś wytrwały i przygotowany (wykształceniem domowym czy własną intuicją) odnajdzie głos prawdy i sensu, ale to wcale nie jest takie łatwe.

Podobno w tv patriotyczne „dziennikarki” mają różne fryzury. Nie wiem, nie oglądam fryzur gdy pod nimi nie spodziewam się treści.

Reklamy

17 myśli na temat “Gdy radio było charkotem

  1. Też mnie ta Turcja zaskoczyła.
    BTW, mam znajomych, którzy – nie interesując się za bardzo – padli ofiarą tej „kupy” i padają nadal. Znam ludzi, którzy wierzą, że Prezydent Obama pochwalił polską demokrację i polskiego prezydenta podczas szczytu NATO, znam ludzi, którzy wierzą, że Papież Franciszek kazał rozróżniać uchodźców od imigrantów ekonomicznych i pomagać ludziom tam, gdzie są, trzymając ich z dala od Polski i od Europy.
    Na początku wydawało mi się, że ta tandetna propaganda i bezwstydny zamach na media będą całkiem bezowocne, ale to jednak chyba jest przemyślana taktyka, obliczona na dalsze betonowanie swojego elektoratu.

  2. „Znam ludzi, którzy wierzą, że …”

    Ja niedawno osłupiałem, gdy okazało się, że teściowa (no pobożna i PiSowa, ale niegłupia) wierzy, że to niemiecka Antifa spaliła wozy TVNu

  3. Było jeszcze BBC, Głos Ameryki i Radio Kolonia.
    Siedziba redakcji nie pokrywała sie z miejscem skąd emitowano sygnał radiowy.Wynika to ze specyfiki propagacji fal radiowych, które musialy utrafić w obszar Polski.

  4. jrk, już sama anegdota o ulicy Głównej, choć nie głównej, warta jest całej lektury. A co do jego dojścia prawie do setki, przypomina mi to jak Dirk Struik, który przeżył 106 lat, zapewniał, że długowieczność dają „3M: Marriage, Mathematics, and Marxism”.

  5. No właśnie, jrk, bez odchyleń. Od razu przypomina mi się tych paru dawnej daty komunistów, których poznałem tutaj. Bo o młodych niewiele jest do powiedzenia, slogany najnowszej daty, przekonanie, że gardłowaniem obala się imperializm USA oraz że tylko i wyłącznie oni realnie stają po stronie uciśnionych mas. Kilkanaście osób w wieku średnim, poznanych w obozowiskach na teren inwazji ziem (Movimento Sem Terra, Ruch Pracowników Bez Ziemi, miałem do nich dojście poprzez przyjaciela działającego w jednej z lewicowych partii) to też inna historia, po części wydali mi się skołowanymi biedakami, a po części kombinatorami, którzy znaleźli niezły, pseudo-rewolucyjny zawód. Ale ci dawnej daty komuniści to naprawdę inna historia. Czasami rozmowy były trudne, w jednym przypadku, z mieszkania dość znanego historyka i pisarza wprawdzie nie zostałem wyrzucony, ale gdy przymusił mnie do opowiedzenia się politycznie i usłyszał, że z własnymi i rodzinnymi doświadczeniami nie miałem wyboru, musiałem być antykomunistą, ignorował moją obecność do końca wizyty. Inni, z dojściem do marksizmu przez lektury w kółkach samokształcenia i w więzieniach, surowi, logiczni, pryncypialni, stawiali mnie w trudnej dyskusyjnej sytuacji, właściwie nie można było mówić o dyskusji, mogłem tylko z szacunkiem słuchać i przyznawać, że moje polskie doświadczenia nijak nie przystawały do tego, co życie w Brazylii im przynosiło. I dla nich te rozmowy też były gorzkie, poza tym pisarzem inni ufali mi i nie widzieli we mnie agenta CIA i bolało ich to, co mogłem (i musiałem) im mówić o rzeczywistości krajów zniewolonych przez sowiecką Rosję.

    Kiedyś, gdy odległa Solidarność nadała mi blasku i cech autorytetu w gronie zdecydowanych anarchistów (przez bycie Polakiem, tak jak w innym gronie stawałem się przez narodowość JPII nieomal ekspertem od KRK), i gdy poprosili o dłuższy wykład o moim dawnym świecie (o Solidarności mówić nie mogłem, bo co ja o niej wiedziałem…), walnąłem im historię Wielkiej Robotniczo-Chłopskiej Bolszewickiej Rewolucji Październikowej – byli zupełnie oszołomieni słysząc, że żadne z tych słów nie ma tam sensu. Jak to się mówi o takiej ciszy w tłumie – jak muchą zasiał? No ale to jest ta znana sprawa z miejscem siedzenia wyznaczającym poziom i zakres wiedzy…

  6. Zgadza sie. Pamietam dobrze, gdy bedac nastolatkiem pytalem Ojca, jak mozna byc przekonanym komunista (na przykladzie Latynosow, o ile pamietam). Odpowiedzial dokladnie jak Ty:

    „No ale to jest ta znana sprawa z miejscem siedzenia wyznaczającym poziom i zakres wiedzy…”

    W pozniejszych czasach poznalem sporo Latynosow w Polsce w ramach doksztaltu z hiszpanskiego. Wielu mieszkalo w Polsce od dawna, w tym pewna Kubanka, ktora miala sie stac swiadkiem na moim slubie, ale niektorzy byli na dojezdzie (doksztalt, dojazd, czy te slowa sa jeszcze w uzyciu?). Wsrod nich jeden Salwadorczyk, ktory nam tak to wytlumaczyl (rok ok. 1978-1979):

    „Wy macie oczywiscie bardzo duzo powodow do skarzenia sie i ja to rozumiem. Ale sprobujcie zrozumiec tez i mnie: gdyby moj rzad dowiedzial sie, ze bylem w Polsce albo innym kraju po tej stronie zelaznej kurtyny, po powrocie czekalaby mnie kula w leb. Naprawde.”

    Rok pozniej zostal zamordowany przy oltarzu arcybiskup Romero. Zrozumialem. I nabralem perspektywy.

  7. „…przez Internet każdy może słuchać to, co zechce. I co tu w tej sytuacji ma Jedyna Słuszna Partia robić?”

    Z tym jest dużo łatwiej niż z falami radiowymi. Internet idzie po kablu i można go śledzić, cenzurować, lub zwyczajnie wyłączyć. Potrzebna tylko silna ręka do pociągnięcia wajchy.

  8. Internetu nie trzeba wyłączać (selektywnie próbowali to robić i nadal robią Chińczycy, cenzurował Erdogan. Putin i ten ostatni pokazali, że cenzura wcale nie jest konieczna. Wystarczy dominacja sprytnie zwielokrotnionego kłamstwa w połączeniu do odwołania się do najniższych instynktów i ekonomiczno-politycznego nacisku na jednostki, firmy i instytucje. Owca przekonana że ma do czynienia ze światem bez cenzury, a praqwda leży po środku pójdzie gdzie trzeba. Cenzura jest co prawda (i jest subtelniejsza i skuteczniejsza bo jej mechanizmy są niejawne) a prawda leży tam gdzie ją położono ale owca o tym nie wie, bo i skąd?
    Internet został odkryty przez zamordyzm i niskie pobudki i w tej nowej roli się sprawdza jako narzędzie odgórnej subwersji.

  9. Ojej, mi się drzwiczek pootwierało.
    Najsamwpierw, mój ocjciec, przodownik pracy z suwalszczyzny, na bosaka do szkoły, zeszyty opakowane sznurkiem. Zachował wycinek gazety z fotką na ciagniku bez opon (takie koła były bezoponowe), wymieniony z imienia i nazwiska. I jak sobie rosłem w schyłkowym PRLu to ojciec np. kazał mi stać jak w TV pokazywali jak w sejmie międzynarodówkę śpiewali. I co rano w niedziele braliśmy Spiewnik żołnierski i śpiewalismy piosenki żornierskie o Janku co rozkwitał jak biała róza czy o przemoczonych pod plecakiem 18 lat, czy o jesiennym deszczu. I ja to lubiłem!!!! 🙂
    I kiedy nastał nowy czas i PRL się skończył, to ja nie mogłem stać gdzie indziej niż po przeciwnej stronie politycznej. I to zabawne, bo serce miałem zawsze po lewej stronie. I kiedy przyszły wybory prezydenckie Wałęsa vs. Kwaśniewski i oboje rodziców (mama po UJ) głosowali na kwacha. Ja się pytałem: mało Wam komuchy życia zmarnowały? Ślepiście? I wtedy sobie pogadaliśmy. Ale teraz w pracy jestem to nie mam jak napisać o ich punkcie widzenia. A to były klasowo ciut różne byty.

    No a jeszcze po 2000 roku, kidy postanowiłem się pouczyć nowogreki, moim nauczycielem w Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Greckiej Olimp był wtedy 85 letni Lefteris Cirmirakis, który był zatwardziałym komunistą, który musiałuciekać z Grecji i PRL go przytulił. Ale on wolał zakładać KPP, bo PZPR to jakaś bezideowa klika. I w tych pierwszych latach XXI w. czytałem komunistyczne pisemka (nie pamiętam tytułu). I poziom często dzisiejszych brukowców tylko język o niebo dosadniejszy. I generalnie to mnie zniechęciło. Bo co bym nie myślał o red. Monice Olejnik (a nie myślę o niej w ogóle), to jednak nie nazywałbym jej szmatą itp.
    Ale generalnie się lubilismy i spieralismy. Ale więcej opowiadał i miał urokliwy stosunek do kobiet. I w ogóle zabawna postać.

  10. @junoxe:

    „ojciec np. kazał mi stać jak w TV pokazywali jak w sejmie międzynarodówkę śpiewali. I co rano w niedziele braliśmy Spiewnik żołnierski i śpiewalismy piosenki żornierskie o Janku co rozkwitał jak biała róza czy o przemoczonych pod plecakiem 18 lat, czy o jesiennym deszczu.”

    Czyli ta purenonsensowa scena w ‚Rozmowach kontrolowanych’, w której komunistyczni dygnitarze śpiewają podczas wigilii ‚Podmaskowskowskie wiecziera’ nie jest tak zupełnie wymyślona?

    A w ogóle to pisz więcej i częściej.

  11. Czyli ta purenonsensowa scena w ‚Rozmowach kontrolowanych’, w której komunistyczni dygnitarze śpiewają podczas wigilii ‚Podmaskowskowskie wiecziera’ nie jest tak zupełnie wymyślona?
    Michał Babilas

    and @purenonsense of PRL

    Ten nonsens to tak naprawdę nonsens nie PRLu, ale Drugiej Wojny Światowej. I kiedy pamiętam tę martyrologię wszechobecną w PRLu, to widzę tę niby schizofrenię, bo z jednej strony do dziś widzimy, (choć nie zauważamy) porażającego zakresu tej katastrofy, tej tragedii, który był i wciąż jest wszechobecny w Polsce, a z drugiej strony (ale to wciąż ta sama strona) ten nacisk na zbrojenia (za PRLu), straszenie wrogiem (za PRLu) itp.

    @pisz
    Do tego trzeba umieć pisać i mieć kontent. A jak się nie ma to wstyd się odezwać. Tak było, zawżdy.
    W erze fejsbuka, ten wstyd zamienił się czarodziejskim machnięciem różdżki w konieczność czy obowiązek wypowiedzi, bo wolność, bo można. Zakładając, że z racji przeżyć mógłbym pisać jakieś wańkowiczowskie opowiadania, to musiałbym wstydu nie mieć, gdyż jeszcze jakiś talent by się przydał i klasa. Ale dziekuję.

    P.S. Jak coś, to próbowałem cytowania i mogło nie pójść po mojej myśli. 🙂

  12. A już brzydota tego co napisałem powyżej (interpunkcja, gramatyka, pośpiech, itp.) utwierdza mnie w przekonaniu, że na to trzeba mieć czas.

  13. junoxe, zdecydowanie Michała ma rację i dobrze, że to on Cię zachęca, bo gospodarzowi trochę nie wypada tak mówić, bo to jak prosić znajomego grafika „pomaluj mi coś na tej ścianie a za to ja będę miał pomalowane”. A co do wątpliwości w sprawie „umieć pisać i mieć kontent”, ciekawe, że ci, co nie umieją i nie mają, wahaniami nie są obciążeni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s