Za co bić

Część komentarzy do moich wpisów pojawia się na G+ i Marek Eyal-Fajtlowicz dodał właśnie do ostatniego wpisu uwagę, która zasługuje na wyodrębnienie, bo nie powinna zaniknąć w tłumie:

Polski fanatyzm jest czystym rasizmem według definicji podręcznikowej (co znaczy,  że można być znieważonym na ulicy w Warszawie za nieprawidłowy kształt nosa albo nieprawidłowe zabarwienie skóry), a turecki jest prawie wyłącznie na tle religijnym. Co może jest jeszcze jedną różnicą między Turcją i Polską.

Nagłówek z nowego wydania NYT: „Report on Racial Bias in Baltimore Policing Also Exposes Gender Bias” przypomina, że w polskich realiach można być w domu, a nie na ulicy, pobitym nie za nos czy barwę skóry, a za płeć. Bo wiadomo z Kościoła jak okropnym wypaczeniem jest gender.

 

Reklamy

14 thoughts on “Za co bić

  1. No ale w sumie co za różnica, w obu wariantach piętnowany jest wygląd odbiegający od normy. Nasza ksenofobia jest bardziej wieśniacka, ich bardziej plemienna. Nie wiem co gorsze.

  2. Nie wiem, czy akurat Turcja jest dobrym przykładem kraju sfanatyzowanego religijnie. Kręciłem się po zapadłej Anatolii (Kars, Erzurum, Dogubayazit, Van, Malatya, Sivas) w czasach przedostatnich i jakoś mieszkańcy nie wydawali mi się szczególnie zajęci sprawami religii. A w kontakcie osobistym ciekawi świata i nie lękający się obcego. Ale nie aspiruję do generalizowania, zwłaszcza że mogło się pozmieniać.

  3. Nie wiem jak w Warszawie, ale w mojej wsi jest coraz więcej ludzi o odmiennym kolorze skóry, wśród licealistów (sądząc z wieku) sporo młodzieży z małżeństw mieszanych i nikt nikogo nie bije. Problemem jest tylko pewna Wietnamka (lat 5), która zawsze wywala na mnie ozór kiedy się witam z jej mamą, ale póki co znoszę to bez generalizowania 🙂

  4. Niezależnie od bicia i ozora, Jerzy, widzę, że warto było zmienić platformę, bo tam przedtem nigdy bym się śladu Twojej bytności nie doczekał.

    Uczciwszy Twój znak życia, wracam do zjawiska naszej ksenofobii: jak to jest z jej geografią? Tak, wiele było doniesień, że Białystok wybija się tu, ale na zachodzie Kraju też wcale nie jest dobrze, a to przecież obszar bez „samych swoich”, i w takiej mieszance powinna była wytworzyć się kultura współżycia odmienności. Nie wątpię, że publiczne uwagi nieodpowiedzialnych polityków o pasożytach i pierwotniakah w organizmach uchodźców mogą wszędzie wzniecić agresję, ale czy wszędzie z równą intensywnością? I czy w miejscach, do których wróciła znacząca liczba zarobkowych emigrantów, dzięki ich znajomości świata jest nieco lepiej – czy wręcz odwrotnie, za granicą wzmocnili swoje idiosynkrazje i przesądy? Co antropologowie o tym piszą?

  5. Szczerze mówiąc nigdy się tym tematem nie zajmowałem, może dlatego, że nie mam tego problemu na co dzień. Gdynia jest dość otwarta, może dlatego, że niemal w całości składa się z „imigrantów”, autochtonów nie ma tu zbyt wielu i wszyscy to wciąż pamiętają. To także port, gdzie każdy od dziecka oswoił się z cudzoziemcami niezależnie od ich wyglądu.
    Co do Białegostoku to trochę tego nie rozumiem, a wydawało mi się, że znam to miasto. Jeździłem tam kiedyś będąc członkiem kolegium redakcyjnego pewnego wydawnictwa. Biorąc jako przykład Gdynię to w Białym jeszcze bardziej powinni się ludzie rozumieć, bo z „innymi” żyją od wieków, żenią się między sobą itd.
    Odwiedzając Tatarów w Kruszynianach znalazłem tam wyjątkowo sympatycznych, przyjaznych ludzi.
    A potem przeczytałem, że jakieś bezmóżdże obsmarowało im meczet.
    Z drugiej strony z historii wiemy, że najwięcej antagonizmów było właśnie na kresach, gdzie ludzie różnego pochodzenia żyli obok siebie. Niby logiczne – gdzie się miały pojawiać jeśli nie tam?
    Czy na Białystok, Lublin itp. przeszła tradycja dawnych kresów? Ziemie zachodnie to z kolei miejsce gdzie przemieszczono zabużeńców, więc … itd.
    Ale sam temat ciekawy, trzeba by poszukać czy ktoś już próbował robić taka mapę waśni rasowo narodowościowych.

  6. Z mojego wyjazdu za młodu do Kruszynian pamiętam przede wszystkim pana mułłę, białoruskiego chłopa, który wyznał, że z leżącego obok paleniska Koranu (nad którym wirowały gromady much) nie potrafi przeczytać ani słowa, i że gdyby to było po polsku, też by niewiele pomogło, bo nie czyta i nie pisze. Ale śpiewać to po arabsku rzekomo potrafił. I niedawno czytałem gdzieś, że Właściwi Muzułmanie mają za nic tych z Kruszynian, bo modlą się niewłaściwie. Rozumiem, bo z Bogiem należy rozmawiać we właściwym języku.

    A skoro już tak o wierze, ciekaw jestem co powiesz o takim oznajmieniu pewnego pana:

    Czcij lekarza czcią należną z powodu jego posług, ale tego, który błogosławi Boga. Jest czas, kiedy w ich rękach jest wyjście z choroby , gdyż Jezus może udzielić im moc przyniesienia ulgi i leczenia, celem zachowania życia. Człowiek grzeszący przeciw Jezusowi wpadnie w ręce lekarza bezbożnika, u którego nie znajdzie wyjścia z choroby.

    Kiedyś telemach polecił mi książkę Davida Woottona ‚Bad Medicine’ sugerującą, że za czasów Hipokratesa (i długo potem) lekarze robili więcej złego niż dobrego dla swoich pacjentów. Teraz rozumiem dlaczego: to byli bezjezuśnicy.

  7. Mnie oprowadzał po meczecie pan Popławski, utykający mocno przemiły człowiek. Koranu nie czytaliśmy, ale za to fachowo wyjaśniliśmy sobie dlaczego w meczecie jest babiniec. Na moje pytanie dlaczego panie zamknięte są w osobnym pomieszczeniu z tyłu, odpowiedział: – A wyobraża pan sobie, że gdyby były z przodu i biły pokłony, ktoś w ogóle by myślał o Allahu?!
    Musiałem przyznać mu rację.
    Jeśli chodzi o lekarzy to chyba niewiele się zmieniło:)
    Nie wiem w jakim języku rozmawiać z Bogiem. Czekam aż on się do mnie odezwie, wtedy się przekonamy. Co się będę bawił w zagadki:)

  8. Święte słowa. Nieraz już w dziejach osoby ze schizofrenią zrobiły karierę jako święte.

  9. Ja się zadumałem nad odsetkiem zaburzonych psychicznie wśród świętych Kościoła Katolickiego. Trzeba by pióra i zmysłu analitycznego nameste, żeby przeprowadzić stosowną typologię. Bo owszem, wydaje się, że znakomita większość świętych to męczennicy (w czasach dawniejszych z automatu kooptowani). Ale przecież oprócz palmy męczeństwa nierzadka jest i – potocznie mówiąc – odbijająca palma. Taka, na przykład, św. Faustyna. Albo św. Katarzyna ze Sieny. Bywają też i typy pośrednie (męczeństwo do którego przyczyniły się ptapty w głowie).

    Za Bursą powtórzę, że „najbardziej lubię Józefa / bo to nie był żaden masochista / ani inny zboczeniec / tylko fachowiec”.

  10. Moja ulubioną zawsze była św. Jadwiga śląska. Tak dbała o zbawienie swojej służby, że nawet wymyślała im umartwienia, żeby nie musieli się wysilać – mieli gotowce. Kiedy myli jej nogi to kazała im potem wypijać tę wodę. Ot, jakie to proste! Ich wdzięczność ściga ją zapewne do dziś.

  11. „Bad Medicine ” niczego nie sugerowała. To był opis szeregu dobrze udokumentowanych terapii, które przynosiły więcej szkody niż pożytku. I tyle.

  12. Znałem tę historię w wersji soft (znaczy, że sama piła). A tu się okazuje, że nie była egoistką i dbała o zbawienie nie tylko swoje. Myślę, że to zasadny powód do dumy narodowej (vide najnowszy wpis AndSola).

    Próbowałem się też zorientować pobieżnie jakie są współczesne kryteria świętości w (rozumieniu KK). Więc nie ma drogi na skróty, wpierw musi być staż kandydacki (beatyfikacja). Święty musi wykazywać się cnotami heroicznymi za żywota i być otoczony kultem po śmierci. Muszą też wydarzyć się cuda (jeden na beatyfikację i jeden na kanonizację, przy czym ten drugi musi zajść koniecznie po beatyfikacji – to tak samo jak w świecie akademickim: do dorobku na habilitację nie wlicza się publikacji przed doktoratem).

    Trzeba by dotrzeć do wiarygodnej definicji cnot heroicznych. Kult po śmierci jak najbardziej. A jeśliby jeszcze dobrą zmianę rozpatrywać w charakterze cudu, a nie dopustu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s