Magiczna liczba 102

6 lat temu dostałem list od telemacha, w którym powiadamiał mnie, że jacyś rodacy szykują pracę zbiorową na 102 rozdziały, wyjaśniającą czym Polacy mogą się chlubić. Trudno powiedzieć czy 102 przyczyny to dużo czy też mało na średniej wielkości kraj i czy sugerowane przyczyny do dumy cieszą się powszechną aprobatę, bo widzę, że jest  tam esperanto,  film Rejs, Wisława Szymborska,  Tatry z Morskim Okiem, wycieraczki szyb samochodowych, Fryderyk  Chopin  i Zbigniew Preisner a także uroda Polek. Najodleglejszy temat podany do szczycenia się, szczególnie za granicą,  to bitwa pod Grunwaldem i to jest inna z moich przyczyn do odczuwania niepokoju, bo za którą granicą mieliśmy się tym szczycić?

Pełną listę Polskiej Chwalby  tu czytelnik odnajdzie i szczegółowe oglądanie jej jeszcze bardziej niepokoi, bowiem jako Motyw Radości nr 77 widnieje Stadnina koni w Janowie Podlaskim. Ile z tych dowodów naszej wielkości dotrwa do 2019 roku? No tak, bitwie pod Grunwaldem ani urodzie Polek chyba nie grozi Dobra Zmiana

A może o projekcie 102 autorów litościwie zapomniało? To by była sto trzecia przyczyna do dumy, że czasami potrafimy na szczęście nic nie zrobić.

 

Reklamy

25 thoughts on “Magiczna liczba 102

  1. Przełom Dunajca, Ogórki kiszone i ewentualnie żubry. Coś na pewno zostanie.
    Rozczulił mnie Biskupin jako powód do POLSKIEJ dumy. Dobrze, że nie piramida Cheopsa. Pewne bajki są jednak nie do dobicia.

    A tak nawiasem: zupełnie już o tym zapomniałem. Ciekawe, nadchodzące tsunami zidiocenia narodowego majaczyło się już wówczas na horyzoncie, wiodąc jednak skromny żywot niszowy. Teraz to mainstream z zakotwiczeniem w zidioceniu centralnym i zinstytucjonalizowanym.
    Autorzy spokojnie mogą teraz zwrócić się po dotację do procesora Glińskiego, dzieło (wsparte gotówką) z całą pewnością powstanie w trymiga i zostanie przetłumaczone na tysiąc języków i narzeczy.
    Promocją może się zająć odzyskany Instytut Książki, bo ostatnio zajmuje się grzebaniem tego co przedtem przez lata zrobili komuniści i złodzieje.

  2. A tak na marginesie – ta lista jest niezwykłym dowodem bezradności.
    I ciekawego myślenia usadowionego w pobliżu logiki. Jak niemiecki biskup będący poddanym polskiego króla coś odkryje, to jest to powód do dumy dla Polaków. Jak polska uczona urodzona i wychowana jako poddana rosyjskiego cara coś odkryje, to też jest to powód dumy dla Polaków.
    Tak czy owak, Pooooolska, Biaaaaaałoczerwooooooni.

  3. Przeglądając jakąś encyklopedię bitew zerknąłem na naszą bitwę pod Grunwaldem, którą zarówno Niemcy jak i anglosasi określają jako bitwę pod Tannenberg, od wioski gdzie obozowali krzyżacy. Znajduję więc Tannenberg. Ale widzę dwie bitwy pod Tannenberg: jedna będąca wielkim zwycięstwem Prus nad Rosją w 2014 z szerokim opisem, a o „naszym” Tannenberg z 1410 jedynie krótka wzmianka. Pomyślałem, że to tylko zbieżność nazw miejscowości (Tannenberg = Jodłowa Góra), w końcu w Polsce nazwę Dąbrowa nosi ponad 100 miejscowości.

    Ale w innej, anglojęzycznej książce ktoś się dziwi, że Niemcy tak nie mogli znieść świadomości pewnej przegranej bitwy ze średniowiecza sprzed 500 lat, że po wielkim zwycięstwie pod Hohenstein (Stębark, koło Olsztyna) przemianowali ją na Tannenberg.

  4. Korekta: bitwa pod Tannenbergem odbyła się oczywiście w 1914 r.
    (Po klęsce generał Samsonow popełnił samobójstwo.)
    Z taką dumą powinniśmy być ostrożni.
    Nasza gloria to często hańba sąsiedniego narodu, z którym jakoś trzeba współżyć.
    Np. my hucznie obchodzimy rocznicę Bitwy Warszawskiej z 1920, a Rosjanie bacznie to obserwując, zaczęli świętować rocznice wygnania Polaków z Kremla, sprzed 400 lat.

  5. Irokez: dokładnie to zjawisko miałem na myśli pisząc bo za którą granicą mieliśmy się tym szczycić? Z niezrozumiałych dla mnie przyczyn Rodacy miewają trudność ze zrozumieniem, że za wyjątkiem bitwy z wiatrakami, nasze wygrane u przeciwnika są zapamiętywane mniej radośnie.

    No a o bitwie grunwaldzkiej i jej niejednoznaczności narodowej czy etnicznej i politycznej tyle już napisano, że upieranie się przy przy naszej ulubionej wersji jest prawie tak wartościowe jak ten „polski Biskupin”. I jednym z miejsc, gdzie takie mgły przeszłości można by było rozwiewać, są szkoły, ale struktura ich bardziej zajmuje klasy rządzące niż przekazywane tam nastawienia.

  6. Bitwa pod Tanenbergiem spowodowała szał dumy narodowej u Niemców. Hindenburg do końca życia nie był marszałkiem, prezydentem itd. tylko „zwycięzcą spod Tanenbergu. Wybudowano tam zresztą niezwykle okazałe mauzoleum, w którym później spoczął. Kiedy w ’45 roku wycofywali się z Prus Wschodnich zostawili wiele sprzętu i innych rzeczy, ale nie zapomnieli zabrać ze sobą trumny Hindenburga, którą potem morzem przez Gdynię wywieźli do Kilonii.
    Co zaś do Grunwaldu to mówienie w jego kontekście o jakichś narodowościach jest anachronizmem. Średniowieczny system sprawowania władzy nie zauważał czegoś takiego jak pochodzenie etniczne. Istniały tylko relacje suzeren – lennik i one się liczyły. Reszta to nieistotne szczegóły.

  7. Mitologii nie można odkręcić bez potężnej traumy i narodowego kaca. Niemcom się to udało. Ale kosztowało ich to 1/3 terytorium (jak się z 1910 porówna) i jakieś 9-10 milionów niemieckich istnień.
    Drogo. Można było się wyrzec mrzonek o wielkości narodu i wstawaniu z kolan i mieć więcej nie płacąc nic. Jak to do niemieckiego obywatela doszło to skutecznie otrzeźwiał. na parę pokoleń. Na razie trzyma.

  8. To jest część zupełnie innej historii, ale zgrabnie napisane:


    „Nasza cywilizacja przez stulecia doskonaliła metody dochodzenia do prawdy, odróżniania faktów od opinii. Na naszych oczach te metody lądują w śmietniku – zastępuje je kultura internetowej wrzutki.
    Wrzutka może być dowolnie idiotyczna, ale jeśli dostatecznie wiele osób w internecie chce w nią uwierzyć – będzie miętolona na Facebooku, Twitterze i YouTubie tak, aż nikomu nie będzie się chciało wnikać w argumenty.
    Wrzutką tygodnia były mętne sugestie Sławomira Cenckiewicza, jakoby Wałęsa był w jakiś niejasny sposób zamieszany w wybuch gazu w Gdańsku w 1995 roku. Opublikował je w renomowanym periodyku, w którym swoje odkrycia ogłaszają wszyscy szanujący się historycy, czyli na Fejsie.
    Dzień później zamieścił lakoniczne sprostowanie, w periodyku równie szacownym – na Twitterze. Brzmiało: „Nigdzie nie napisałem, że UOP wysadził blok! Trochę podkręcacie panowie z rp.pl”.
    Faktycznie. Nie napisał. Ale „panowie z rp.pl” też tak nie napisali.
    Ich tekst przypominał inne tego typu materiały, którymi w poniedziałek huczał prawicowy internet – Salon24, wPolityce, Niezależna itd. Te materiały były po prostu streszczaniem tego, co Cenckiewicz napisał na Facebooku.
    Tak propagują się wrzutki. Ziemkiewicz na Twitterze cytuje Gmyza, który na Facebooku zacytował Kolonkę z YouTube’a, cytującego blog Michalkiewicza. Pytanie o dowody, argumenty czy elementarną logikę wrzutkowej tezy nie pada, ponieważ wszystkim ogniwom tego łańcucha – a także ich odbiorcom – po prostu wystarcza pragnienie wiary w jej prawdziwość”.

    (źródło: Wojciech Orliński)

  9. @babilas:
    Wracamy. Podobnie jak ISIS jest niczym innym jak wojną 30-letnią plus youtube, plus materiały wybuchowe – tak i cenckiewiczowska wrzutka podąża (jeśli popatrzymy sobie na mechanizm) drogami wytyczonymi przez Sergieja Aleksandrowicza Nilusa.

    Ot taki Nilus plus fejs plus twitter.
    Najwidoczniej nic nowego. Przypuszczam, że gdy wrócą stosy, to będą one energooszczędne i emitujące mniej dwutlenku węgla niż drzewiej.
    Nikt przecież nie neguje postępu.

  10. Ciekawi mnie struktura głów takich osób jak pan Cenckiewicz. Że nie wierzy w życie wieczne to mnie nie dziwi, sam jestem tego typu, ale że odmawia wiary w jakiekolwiek jutro, to zdumiewa. Może modelem ich jest Vincento Osculati, dzisiaj radość życia, jutro ne zaplati.

  11. Michale, przeczytanym epubem przypomniałeś mi scenkę z filmu oglądanego dla chłopców (najpierw oglądało się dla nich, a po zaaprobowaniu – z nimi): bogaty gość chce pozbyć się na parę godzin niemiłej wizyty, więc wręcza im kartę kredytową z zachętą, by używali do woli. Gdy wracają , karta jest zwiędła i pomarszczona.

  12. Wynika, jeśli dobrze rozumiem, AndSolu, że musiałeś wszystko oglądać dwa razy? Same tytuły potrafią być całkiem mylące – ktoś kiedyś wypożyczył Śmierć w Wenecji w przekonaniu, że to o gangsterach. Nikt nigdy nie okazywał współczucia cenzorom, może czas najwyższy zacząć?

    Ja czytam dość szybko i niestety pobieżnie, więc tylko spółgłoski mają wyraźne oznaki wyczytania. Samogłoski są całkiem jak nowe.

  13. @jrk:
    Dziękuję. Ale już czytałem, z tego co widzę dokładnie dwa lata temu. Dobrze że w końcu przetłumaczono. Czytam każdego Kinga, który się ukazuje od czasu jak przez przypadek wpadła mi w ręce „Odessa, Genius and Death in a City of Dreams”. Jest niesamowity. Szczególnie jego wcześniejsza monografia na temat wschodnio-europejskiego nacjonalizmu ma cechy złowrogiej przepowiedni.

  14. Nie, nie musiałem, na ogół chcieliśmy, V. też odrywała się od studiów i dbania o naszą całość fizyczną, by zadbać o główki dzieci. I nie oglądali nigdy celnych kopnięć w szczękę – mamy wrażenie, że dziś zbieramy z tego odsetki.

  15. Jak powyższy post wywalić? Myślałem, że to jakiś komunikator, bo się w osobnym czymsiu otworzył. 🙂
    Poproszę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s