Nowe prześladowania świętych

Może nie są to wiatry huraganowe, ale wystarczą, by zaprzeć dech pieszemu, szczególnie niewierzącemu. Chodzi mi o wichurę, którą wywołała Paulina Młynarska gdy napisała po polsku o Matce Teresie z Kalkuty to, co w innych językach jest znane od lat i od lat powtarzane.

A że fakty są świetnie znane i równie świetnie odrzucane przez ludzi nie lubiących faktów (i nazywających Matkami i Ojcami osoby, które słynęły z braku potomstwa), nie będę wdawał się tu w detale tego, czy owa pani była czy też nie była świętą. Jako gra taka rozmowa nie ma regulaminu. Albo przyjmujemy, że świętym jest ktoś tak nazwany przez instytucję przyznającą godność świętego (tu dobrze jest przypomnieć sobie definicję prawdy, podaną przez Tarskiego, a także uznać, że Laureatem Nagrody Stalinowskiej był ten, kto przez stosowne ciało został mianowany Laureatem Nagrody Stalinowskiej) albo też wdajemy się w badanie kryteriów używanych przy takich nominacjach. A nie są i nigdy nie było one jednorodne, np. św. Michał nie miał pępka, bo był aniołem, ale jest święty. Pamiętajmy też o paru paniach, które śmierć wybawiła od gwałtu – oczywiście zakłada się tu zawsze, że kandydaci na gwałcicieli nie byli chrześcijanami, bo taki czynnik bardzo by komplikował proces kanonizacyjny.

Wymóg, by kandydat na świętego już po śmierci czynił cudy, czyli zjawiska sprzeczne z prawami fizyki, chemii oraz matematyki, sprawia, że z grona tę dystynkcję przyznających wykluczeni są znający po trosze fizykę, chemię oraz matematykę. Dlatego ignobliści więcej są tu warci niż nobliści. Każda nowa nominacja jest więc triumfem św. Ignoble’a i nie zapominajmy, że rekord światowy a nawet kosmiczy należy do św. Wojtyły, który dał światu nie tylko zwrot „cywilizacja śmierci” ale także 482 świętych. Gaudeamus i nie krytykamus.

PS. Przypomniałem sobie mój wpis na temat podobny, choć nieco w historii oddalony – szło o św. Joannę.

Reklamy

26 thoughts on “Nowe prześladowania świętych

  1. [Paulina Młynarska napisała] po polsku o Matce Teresie z Kalkuty to, co w innych językach jest znane od lat i od lat powtarzane. W polskim też powinno być znane od lat i od lat powtarzane. Esej Hitchensa („The Missionary Position: Mother Teresa in Theory and Practice”) przełożono na polski i wydano w roku 2001 (pytajcie w lepszych chomikach).

  2. Ale nim zacznie się atakować JPII za promowanie tej pani warto przeanalizować jego poparcie dla Opus Dei, którą skonstruowano na wzór i podobieństwo „Protokołów Mędrców Syjonu” po poważnie potraktowanej ich lekturze. A komu tego będzie mało, może jeszcze sobie przemyśli jak bardzo ten święty miłował samobiczowanie się i egzorcyzmy, i wtedy można będzie spokojnie uznać, że jego uwielbienie „Matki Teresy” to nie tak wielki pikuś w jego działaniach.

  3. Ależ, AndSolu, juz XIX wieczne podręczniki walki piechoty instruowały, że ogniska oporu nieprzyjaciela trzeba niszczyć po kolei, pojedynczo. JPII miał swoje za uszami, ale zanim to będziemy analizować, trzeba powiedzieć jedno: tzw. Matka Teresa była potworem, psychopatycznie zainteresowanym w ludzkim cierpieniu, lekce sobie ważącym wpółczesną medycynę, chyba że chodziło o jej własne zdrowie.

  4. Michal Babilas:
    no tak, ale jakby to powiedziec. Esej i ksiazka wydane kilkanascie lat temu, ale kto czyta ksiazki?
    A tutaj proszę – jedna z postaci publicznych, w mediach publicznych, sie wypowiedziala na glos oficjalnie. I to taka osoba, ktorej latwo zamilczec ani zdyskredytowac sie nie da.

  5. „Miała na kontach ponad 100 milionów dolarów, a ludziom w jej domach opieki odmawiano leków przeciwbólowych” – jakaś pokrętna logika, przecież uzbierała te miliony właśnie dzięki takim drobnym oszczędnościom. Inaczej pieniądze z darowizn szybko by się rozeszły.

  6. Ależ futrzaku, co futrzak? Zdyskredytować się nie da? Nie doceniasz polskiego piekiełka. Patrzę w króciutki biogram na wiki, a tam same smakowitości. Mała próbka: nieuk, nie skończyła liceum; resortowe dziecko (Młynarski – pieszczoch komuny); grała w pornolach, puszczalska – czterech mężów, w tym jeden Moritz, a kto się może nazywać Moritz, no kto?

  7. Prawdziwy święty to powinien dzielić przez zero, a nie jakieś tam przypadkowe prawa fizyki gwałcić.

  8. JP2, podobno, usłuszawszy o tym, że małpy mają o jedną parę chromosomów więcej niż człowiek, jako że gdzieś podczas ewolucji nastąpiła fuzja dwóch par chromosomów, doszedł do wniosku, że w centromerach chromosomów wynikowych mieści się dusza człowieka.

  9. A, to mi z teologii umknęło: była już teoria o duszy w szyszynce? I co, Finowie mieli duszę przywiędłą?

  10. Gdyby Kartezjusz sprawdzal u Finow, odkrylby chyba dusze szczegolnie aktywna, bo szyszynka wytwarza melatonine w ciemnosci 🙂

  11. Dzis w Haaretz wywiad z Jacalyn Duffin, hematologiem z uniwersytetu Ontario, ktora ponoc zatwierdzala na prosbe Watykanu diagnoze leukemii u osoby ktora potem z niejasnych powodow ozdrowiala. Dzis J.D. kieruje wydzialem historii medycyny w Queen’s University, Ontario i zajmuje sie m.i. historia cudow w Watykanie. Ma dostep do jego archiwow, wg niej tocza sie tam dysputy medyczne, pietrza sie wyniki badan MRI i tym podobnych, a w ostatnich latach papiez grozi zniesieniem instytucji cudu. Napisala Medical Miracles; Doctors, Saints, and Healing, 1588-1999 (Oxford), nastepna na ten sam temat jest w druku.

  12. A jak już zniosą instytucję cudu to co ja zrobię z historią mojej teściowej, u której kiedyś biopsja wykazała rak żołądka, a po roku raka nie było i lekarze oczom własnym nie wierzyli czytając nowe wyniki badań? No ale to nie da się żadnej „matce” Teresie przypisać, bo po pierwsze cała rodzina tak ją zalała okazywaniem miłości jak nigdy przedtem, a w rodzinie już nie ma dziewic, a po drugie teściowa była protestantką.

  13. Ciekawe na jakim etapie zamieniono probki i komu w rezultacie diagnoza raka żołądka bardzo sie opoznila…

  14. Sądzę, że jednak leczenie mózgiem pacjentki.. Byłem przy pobieraniu próbek, sam zawoziłem do laboratorium, ono jest dobrej jakości. I sam odbierałem wyniki.

    Oczywiście tam było dużo więcej niż oznajmienie „mamo, my cię kochamy”. Stała się centralną figurą, znienacka wszyscy znaleźli czas na stałe odwiedzanie jej, jedna z córek zajęła się nią na 24/7 z kuchnią, z rozmowami, z lekturami. Dieta, odpoczynek, chyba pierwszy raz w jej życiu bezustanne święto.

  15. Przyjecie mozliwosci takiej formy terapii oznacza ciezkie wyrzuty sumienia dla kazdej rodziny w ktorej ktos na te chorobe zmarl.

  16. Niekoniecznie. Każdy organizm reaguje w sposób nieco odmienny – i to „nieco” może być cholernie dużą różnicą. I nie ma jednorodnej przyczyny choroby.

    W rodzinie istnieje przekonanie, że nie tylko wyjście z raka, ale wejście było związane z życiem psychicznym, nie ma w rodzinie wskaźników jakichś problemów genetycznych. Wiele lat wcześniej straciła córkę przez bezdenną głupotę ludzi ją zatrudniających – odżegnali się od jakiejkolwiek odpowiedzialności, a że byli dobrze w społeczeństwie postawieni, uniknęli nie tylko sądu, ale i przyzwoitego śledztwa. I to zaważyło na jej samopoczuciu na całą resztę życia. Nie sądzę, by inne rodziny miały właśnie takie sploty okoliczności.

    Rozumiem, że przekonanie o możliwości leczenia wielu chorób dzięki fabryce, którą mamy w mózgu, biega nie tak daleko od metafizyki, ale też nikt w rodzinie nie robi na podstawie tego uogólnień, teorii, religii, przepisów. Po prostu sądzimy, że tutaj tak to było.

  17. Nie chodzi o metafizyke, lecz o opieranie sie na niesprawdzonych hipotezach. Sa rzeczy ktore mniej wiecej wiem(y) i inne ktorych nie, i te drugie, dopoki nie zmienia sie w te pierwsze, nie sa dla mnie dopuszczalnym wytlumaczeniem jakiegokolwiek przypadku, bo wtedy ginie sens wytlumaczenia jako takiego.

  18. A bez wzgledu na to, zachowanie Twojej rodziny bylo godne podziwu i bardzo wiele zmienilo.

  19. Niekoniecznie. Każdy organizm reaguje w sposób nieco odmienny – i to „nieco” może być cholernie dużą różnicą. I nie ma jednorodnej przyczyny choroby.<<<

    Widzisz Andsolu wchodzimy tutaj na bardzo grząski teren leżący na przedpolu stojących naprzeciw siebie wojsk gotowych do walki o swoje przekonania, wierzenia i to co uważane jest powszechnie za wiedzę.
    Choroby (jednostki chorobowe) są konstruktem (o czym często zapominamy traktując je jako coś istniejącego od zawsze i w takim samym obszarze percepcji. Ale są konstruktem nieodzownym w celu wypracowania racjonalnej strategii odpowiedzi – czyli leczenia. Ewolucja modeli terapeutycznych podąża za percepcją schorzeń i ich pojmowaniem. Czasem niestety również je wyprzedza. Z rozmaitych powodów.
    Historia medycyny to (wbrew pozorom) nie tylko historia zabawnych pomyłek. To również historia pomyłek nieodzownych.
    W opisanym przez Ciebie przypadku zbyt mało wiadomo aby wyciągać jakiekolwiek ostateczne wnioski. Powiedzmy sobie tak: tzw. spontaniczna regresja złośliwych guzów jest wg. najnowszych badań możliwa, lecz bardzo mało prawdopodobna. Mniej prawdopodobna niż pomyłka diagnostyczna. To po pierwsze.
    A po drugie zanim zaczniemy sięgać do „mózgu” pacjentki jako wytłumaczenia koherentnego z wierzeniami rodziny to zasadne byłoby uprzednie zadanie szeregu pytań.
    Np. czy pacjentka przeszła jakieś schorzenie z wysoką temperaturą? Czy wykonano powtórną biopsję z tego samego obszaru? Czy podjęto próbę leczenia? Jaką?

    Regresja w przypadku raka żołądka jest mniej więcej tak prawdopodobna jak uderzenie meteorytu w pacjenta. Ten rodzaj raka akurat nie jest szczególnie podatny na cuda. W przeciwieństwie do np. takiego czerniaka, gdzie szanse na cud są większe.

  20. Znaczną część tego, o czym mówisz, telemachu, wiem, choć rzecz jasna nie potrafiłbym w równie jasny sposób przedstawić. Ale z pewnością moja refleksja o teściowej nie nadaje się na amunicję dla którejś ze stron zawsze gotowych do walki, nie tylko dlatego, że bardzo wyraźnie powiedziałem, że tu nie ma teorii, statystyk, wskazań dla osób mających chorego na raka, jest tylko i wyłącznie opis faktów i radzenia sobie rodziny z faktami. A faktem nie jest „zniknięcie raka” a dokumentacja lekarska (nie: rozległe i dogłębne studium wszystkich etapów choroby), którą mieliśmy.

    Nie jest to żadnym argumentem w walkach „alternatywnej” medycyny czy zwolenników „potęgi mózgu” – no, chyba, że nie potrafią czytać ze zrozumieniem – bo jest wpisane w zupełnie inny temat. Tu była mowa o zdarzeniach traktowanych przez KRK jako „cudy” i przytaczając przypadek, który dobrze znam odnoszę się do licznych podobnych, znanych innym ludziom, i chodzi o to, że owa instytucja nigdy, przenigdy nie sięga do nich przy dodawaniu komuś nadludzkich cech – czyli działa dokładnie jak jakaś mierna partia polityczna, która będąc u władzy odnajduje wszystkich ludzi mogących kierować szkołą, wojskiem i stadninami wśród swoich krewnych i znajomych.

  21. Ale z pewnością moja refleksja o teściowej nie nadaje się na amunicję dla którejś ze stron zawsze gotowych do walki<<<

    Nie należy lekceważyć potęgi głupoty. O tym czy się nadaje, czy nie decydują zazwyczaj fanatycy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s