Tragedia językowa

R. od dawna żyje w mieście przyjaznym przybyszom, ich obyczajom, twarzom, głosom, potrawom, i choć też jest przybyszem, mówi często „my” o całym tym otoczeniu. Zintegrowany z kulturą miejsca dzięki pełnemu opanowaniu języka, nie odżegnuje się jednak od Polski. A widać to najwyraźniej przez to, że Polska go boli.

Niedawno opowiadał o coraz trudniejszej do zniesienia atmosferze Szczecina. Tłumy młodych ludzi z manifestem wypisanym na koszulkach. Manifest mściwy, nienawistny, hardy, ociekający krwią i wzywający do walki aż do zwycięstwa. Chodzi tam i nikt go nie zaczepia i nie chce bić za inny język, bo polski zna jak mało kto z tego nowego miotu patriotów, ale to, co czuje w powietrzu, odrzuca go i chętnie wraca do siebie, do miasta uśmiechniętego i kolorowego w każdym sensie.

Słuchając go zrobiło mi się smutno i zastanowiłem się czy tak ostre odczucia to efekt zanurzenia od lat w jakże innym świecie i czy ludzie żyjący w Szczecinie mają te graficzne pożądanie walki za normalny, a może i niewinny wyraz gustów plastycznych. Ale znam tak niewiele osób stamtąd. Jedna z nich – z paru rozmów wnoszę – podobnie to odbiera. Więc może zadzwonić do znajomego z bardzo dawnych czasów, człowieka inteligentnego i z racji zawodu i funkcji sporo wiedzącego, może jego odbiór jest całkiem inny?

Dzwonię, on nawet nie jest tak zaskoczony, że po paru latach bez naszych kontaktów pytam o odczuwanie nastroju lokalnej ulicy i odpowiada mi tak gładko jak gdyby od dawna czekał na mój telefon. I mówi „Słuchaj, to naturalne, że młodzi ludzie są wzburzeni, bo tak trudno im żyć w kraju, w którym wysprzedanie wszystkiego zachodniemu kapitałowi przez Balcerowicza i jego mafię zostawiło ich bez szans – oni po prostu uzewnętrzniają swój słuszny gniew, ale nie ma w ich postawach przesady czy wrogości do świata….” itd., itd., itp.

————————–

Opowieść skończyłem. Nie powinno być żadnych aneksów, wyjaśnień, interpretacji, bo przecież wszystko jest powiedziane. Ale…

Ale jest powiedziane dla ludzi z formacji podobnej do mojej, posługujących się podobną mową, arytmetyką, logiką. I każdy z nich może podobnie do mnie westchnąć lub mruknąć „co się dzieje z tym krajem”. A jeśli nie jesteś jednym z nich, to może powinienem dodać parę uwag.

1. On nie spróbował nawet powiedzieć mi jakie są jego odczucia przy oglądaniu ubrań udekorowanych mieczami, pistoletami, ociekającą krwią i wezwaniami bojowymi, lecz przeszedł wprost do obrony stanu rzeczy (choć moje pytanie nie było oskarżeniem, pytałem co on czuje a nie mówiłem uprzednio jak ja bym to odebierał).

2. Zdecydowanych przekonań o reformach z roku 1990 nie przedstawił jako jednego z możliwych punktów widzenia, a jako opis rzeczywistości.

3. Nie miał za potrzebne policzenia sobie, że za czasów Balcerowicza większość nosicieli bojowych koszulek używała pieluszek, o ile już istniała.

4. A ma za oczywiste, że nosiciele bojowego patriotyzmu wiedzą cokolwiek o ekonomii i niedawnej historii.

5. I przemilczał, że od roku (okresu, w którym nastąpiła inwazja bojowo obmalowanych ubrań) rządzi grupa intensywnie wracająca w ekonomii do tego, co poprzedzało działania Balcerowicza, choć przysięgająca miłość i wierność nie Związkowi Radzieckiemu a Watykanowi.

Reklamy

33 thoughts on “Tragedia językowa

  1. Niby wszystko się zgadza, ale zbytnio upraszczasz i przez to spłycasz. Konkretnie tu: „od roku (okresu, w którym nastąpiła inwazja bojowo obmalowanych ubrań)”. Ubrania i powyższa moda pojawiły się już parę lat temu. Zapewne partyjne namaszczenie sprzyja popularności, ale stawianie znaku równości jest zbytnim uproszczeniem.

  2. Do roku młodzieńcy w barwach wojennych działali gdzieś na dalekim marginesie, prawie w podziemiu. Od roku pokazują swą butę i agresję publicznie za cichym przyzwoleniem władz.

  3. Całkiem dobrym pytaniem byłoby, czy aby na pewno mówimy o tych samych sprawach. Ja rozumiem że „wyprzedanie kraju zachodniemu kapitałowi” i pozostawienie ludzi bez szans (cudzysłów zamierzony, bo z moich obserwacji wynika, że ten „zachodni kapitał” na ogół stara się jednak traktować ludzi po ludzku, za to ten rodzimy specjalizuje się w umowach o dzieło umycia podłogi za głodową stawkę czy podrzucaniu karaluchów do klatek schodowych) utorowało drogę do władzy wszelkim Leperom i Kaczyńskim, którzy przynajmniej nie próbowali ludziom wmawiać, że powinni się cieszyć, bo dzięki temu że są tanią siłą roboczą, Ryśki z Januszami mogą prowadzić ynteresy z zagrabanicą i nam pekabe rośnie, a umowa o pracę to komunizm i roszczeniowość.

    Ale ta młoda nadzieja Narodu w wielu wypadkach nie ma z tym nic wspólnego. Owszem, są tam chłopaki z dzielnic, gdzie człowiek jak idzie to się zastanawia, czy najpierw dostanie od kogoś w tzw. mordę, czy raczej oberwie po głowie kawałkiem odpadającego tynku, ale także ludzie z wyższym wykształceniem (i to nie zawsze po Pcimskiej Wyższej Szkole Wyplatania Koszyków Pod Wodą) i należące do tzw. biurowej klasy średniej. I ja już samo nie wiem co się dzieje i czy nie jest to jakaś nieuchronna kolej wieków, albo po prostu ten kawałek świata jest nieodwracalnie spaczony…

  4. Dzieje się, moim zdaniem, kilka różnych procesów, którym akurat nakłada się fala, więc ma to wygląd tsunami. Jest więc mit cudownie funkcjonującej gospodarki za późnego Jaruzelskiego, którą to wspaniałą maszynę zepsuł nam Balcerowicz. I mitu tego nie ma co dekonstruować, bo bardzo niewielu jego wyznawców w ogóle pamięta czasy PRLu, a nie są to mózgi, do których trafiały by jakieś wskaźniki makroekonomiczne, już raczej nostalgiczne opowieści rodziców i dziadków, o utraconej krainie, w której wszyscy mieli pracę, byli młodzi, zdrowi oraz szczęśliwi.

    Jest też paradygmat upraszczanego opisu rzeczywistości, w którym należy znaleźć jeden czynnik odpowiedzialny za całe zło tego świata. Żydzi, Balcerowicz, Soros, Tusk, banksterzy, Putin, Merkel – do wyboru, do koloru, a najczęściej w kombinacjach (typu Żyd Soros, albo Tusk, ta marionetka Putina). I z tym też nie ma co walczyć, bo przecież nikt z dobrej woli nie zamieni sobie mechanizmu prostego, na skomplikowany (dla matematyków: Boolean logic versus fuzzy logic).

    I jest trzecia sprawa, reakcja obronna organizmu społecznego na podtrucie czarowną bajką neoliberalizmu. Od ćwierćwiecza wmawiano nam, żebyśmy “brali sprawy w swoje ręce”, a jak ktoś biedny, to dlatego, że głupi albo leniwy, a najczęściej i głupi i leniwy. Kapitalizm w Polsce nigdy nie wyszedł poza XIX wiek i pierwotną akumulację kapitału. Organizm jest zatruty dość systemowo, bo nawet pensjonariusze ZUSu i prekariariat na umowach śmieciowych zachowuje się jak milionerzy in spe et in pectore jeśli chodzi o poglądy na temat opodatkowania bogatych, prawa pracy i redystrybucji dochodu narodowego. Ci sami ludzie zachodzą w głowę nad powodami zwycięstwa PiS, a jednocześnie dyskwalifikują pomysły partii Razem jako czystej wody bolszewizm. Wykluczenie ekonomiczne jest faktem (ponoszą za nie odpowiedzialność wszyscy, którzy po 1989 urządzali Polskę przede wszystkim dla siebie, a niekoniecznie dla następnych pokoleń), tyle że sprzeciw wobec niego jest źle ukierunkowany.

    Jest wreszcie sprawa czwarta, wiążąca się z bieżącą strategią i taktyką walki politycznej. Trudno jest mobilizować elektorat wobec programu pozytywnego (“jest dobrze, ale zrobimy jeszcze lepiej”), znacznie łatwiej wobec wroga, obojętnie czy realnego czy urojonego. Stąd (jak pisał ostatnio w ‘Polityce” Krassowski) dychotomię Solidarność – komuna, zastąpił konflikt między dobrym a złym solidaruchem. Stąd niemiłościwie nam panujący kokietują kiboli, wmawiając im żarliwy patriotyzm. Stąd narodowcy zamiast zbierać się, jak dotychczas, gdzieś za winklem, paradują pod sztandarami na uroczystościach państwowych i kościelnych. Stąd wreszcie przyspieszone zacieśnianie symbiozy tiary i korony. Oczywiście, że kto sieje wiatr, zbiera burzę, i obróci się to w końcu przeciwko obecnie rządzącym. Ja może tego nie dożyję, prawicowy backlash wygląda na zjawisko dość trwałe i ogólnoświatowe, ale przynajmniej będę miał satysfakcję, że przepowiedziałem.

  5. J.w. – zgadam się, że obecnie jest to aprobowane i wykorzystywane przez władze i to sprzyja popularności, ale że to był daleki margines? Zdecydowanie nie. Radykalizacja pod płaszczykiem antykomunizmu i patriotyzmu ma miejsce od dawna (stawiałbym przynajmniej okolice zamachu Brevika, może nawet wcześniej). Patrz listopadowe marsze i zadymy na nich. Patrz kibole. Patrz protesty przeciw ACTA w 2012, gdzie środowiska zbliżone do „barw wojennych” były obecne i widoczne (wtedy z „celtem” zamiast „kotwicy”).

    Polecam też wejść na Youtube i wrzucić frazę „saluth o/o/o/ lisowska cover”, zobaczyć na czas zamieszczenia (tak, dlatego okolice zamachu Brevika przyszły mi do głowy jako pierwsze skojarzenie). Oczywiście można się spierać, czy to był jeszcze margines, czy już nie. Statystyk ani bieżących, ani ówczesnych nie mam/nie znam, ale mam silne poczucie, że to wszystko już gdzieś było, tylko bardziej się ujednoliciło/zjednoczyło.

  6. Oczywiście, że kto sieje wiatr, zbiera burzę, i obróci się to w końcu przeciwko obecnie rządzącym.

    To jest Michale bardzo interesujący pogląd. Na jakich przesłankach go oparłeś? Na tym, że jak wahadło wystarczająco długo hm, na prawo, to potem musi odbić hm, hm, na lewo? Bo przecież taka jest kolej rzeczy?

    Co poczniesz, gdy po pewnym czasie, zamiast powędrować z powrotem, jeszcze bardziej się wychyli?.
    Niewykluczone że łapiemy się za głowy co prawda słusznie, ale trochę za wcześnie. Alternatywą dla postępu i tolerancji nie jest jedynie konserwatyzm i jej brak lecz również pogrążenie się w całkowitym rozpadzie norm i barbarzyństwie.

  7. A ja mam brazylijską dygresję związaną z uwagą Michała, że Od ćwierćwiecza wmawiano nam, żebyśmy “brali sprawy w swoje ręce”. Przed dwoma dniami mieliśmy tu wybory municypalne i oczywiście zgromadzenia starych szympansów, zwane „partiami politycznymi”, bez jasnych programowych czy ideowych rozgraniczeń a ze stałymi wewnętrznymi pożyczkami zawodników wystawiły swoich kandydatów na prezydentów miast. Proces selekcji musi być czymś potwornym, wnosząc po efektach. No i jest wybór między starą dżumą i pradawną cholerą, okraszony ofertą trzech konkurujących wielbicieli Fidela Castro.

    A po głosowaniu jakiś dobroduszny pracownik Trybunału Wyborczego podchodzi do syna i nawija mu jakie to ważne, że on (bo młody, a nie taki stary jak my) wybiera na przyszłość, więc musi dobrze wybrać. I takie doprowadzające mnie do sporej irytacji banialuki wciska mu zaledwie po 32 dniach od chwili gdy przy zachowaniu pozorów formalnej poprawności grupa posłów i senatorów sądzonych za kradzieże dobra publicznego ukradła prezydencję Dilmie. I parę dni temu obecny szef tej grupy, nazywany teraz prezydentem, w gawędzie dla przemysłowców w Stanach jasno powiedział czemu odsunięto Dilmę od władzy. Nie było żadnego bredzenia o zbrodniach czy przestępstwach, po prostu jego partia (skoligowana z PT) podsunęła jej pewien projekt rządów, z którym ona nie chciała się zgodzić.

    Ech, te odmiany demokracji: kazachska, stanowa, brazylijska, węgierska…

  8. Oczywiście, telemachu, mój algorytm wnioskowania jest uproszczonym modelem wahadła, i po CDU następuje SDP, po torysach laburzyści, po demokratach republikanie. Rzecz jasna, mój model nie uwzględnia AfD, WKP(b) oraz Tutsi i Hutu, ale przecież nawet Breżniew w końcu umiera, Jesteśmy jednym z nielicznych pokoleń, dla którego wszelkie rozpierduchy dzieją się na dalekich peryferiach naszego świata. (Tak mieli tylko ci, którzy żyli po połowie XIX wieku, ale i oni w końcu dożyli strzelaniny w Sarajewie.)

  9. andsol
    Wracając do pierwotnego postu (bo chyba zasługuje na więcej uwagi) to opisujesz jakże powszechny w naszej ojczyźnie fenomen. Polega on na uporczywym szukaniu (w celu znalezienia i kultywowania) aktualnej krzywdy narodowej i odpowiedzialnego za nią desygnowanego obcego jak również aktualnego narodowego zdrajcy.
    Z jakichś niezrozumiałych powodów założyliśmy, że tzw. wspólnota ofiar automatycznie ustanie w momencie jak Polakowi się poprawi. I że przestanie biadolić, że „łune kradnom, zabierajom, prześladujom i próbujom panie przechytrzyć”

    Jest taka piękna anegdota o Żydzie podróżującym w czasie upału pociągiem i lamentującym jak bardzo mu się chce pić. Znasz?

  10. Napisałem sążnisty post z cyklu „ach, ta dzisiejsza młodzież; a za moich czasów było tak pięknie…”, ale mi skasowało. Muszę więc zacytować artykuł Orlińskiego nt. aborcji z „GW”, który najlepiej oddaje moje odczucia:

    „To wy [prawica lat 90-tych, gł. liberałowie z AWS i Unii Wolności – przyp. mój] odpowiadacie za stworzenie tego zjawiska [ruchy pro-life i zaostrzanie ustaw antyaborcyjnych], tak samo jak wasza prostacka agitacja za strywializowanym neoliberalizmem odpowiada za to, że gimnazjaliści są dziś za Korwinem. Jeśli przez ostatnie 25 lat licytowaliście się nawzajem, kto z was bardziej kocha Jana Pawła II, a kto Miltona Friedmanna, to kogo oczekiwaliście w następnym pokoleniu? Nowoczesnych Europejczyków?”

    Nic dodać, nic ująć. Pod tak postawioną diagnozą mogę się podpisać obiema rękami. To m.in. platformiani wyznawcy Margaret Thatcher doprowadzili do takiego stanu rzeczy. Niestety – będzie gorzej. PiS ma już media i grzebie przy edukacji, co najpewniej oznacza, że wyrośnie nam kolejne pokolenie „Wyklętych”.

  11. znowu_ja – bardzo współczuję zaniku pracy edytorskiej, ale to Kraj, w którym gryzonie nie takie rzeczy już wyżarły. Czyli trzeba cierpieć w milczeniu.

    Moja nadzieja, że może jednak nie będzie tak źle, ma odniesienia bardziej filmowe niż ekonomiczne. Przypominam sobie coś z „Sensu życia” – było o jeden listek mięty za dużo. A apetytem PiS już dawno przebił pana Creosone.

    Aha, Twoja linka może być niedostępna dla ludzi bez prenumeraty GW, niestety oni tak mają, do dziś nie zdecydowali czy chcą zmieniać świat czy robić kasę.

    telemach – dowcip na szczęście znam. Mówię: „na szczęście”, bo też mam taką naturę i tylko wspomnienie dowcipu przeszkadza mi w narzekaniu wszędzie, na wszystkich i na wszystko.

    Może w szkołach zamiast o husarii i wspaniałej porażce z 1831 trzeba uczyć dowcipów?

  12. Wychodzi na to, że nie jestem sam w swojej percepcji świata. Jeden z naszych byłych prezydentów też uważa, że im bardziej w prawo, to potem tym bardziej w lewo:
    „Każdej akcji towarzyszy reakcja. Im bardziej będzie zaostrzone dziś, tym bardziej będzie zliberalizowane w przyszłości. Nie potrafię powiedzieć, w jakiej przyszłości. Czy to jest kwestia czterech lat, ośmiu, dwunastu, pojęcia nie mam.
    Jeśli Polska stałaby się dzisiaj krajem o najbardziej restrykcyjnej ustawie antyaborcyjnej, za czas jakiś będzie miała jedną z najbardziej zliberalizowanych ustaw antyaborcyjnych. To, co stało się w Irlandii, włącznie z dalszym ciągiem, czyli legalizacją związków homoseksualnych.
    Wszystkie rewolucje mają swoją logikę. Im bardziej się wahadło przesunie w jedną stronę, tym bardziej zdecydowane będą reakcje w drugą.

  13. I jeszcze coś w aproposie. Pani Eris (nie ta grecka bogini chaosu, ale Irena, właścicielka imperium kosmetycznego) udzieliła wywiadu, którym, między innymi, mówi:
    Dzisiejsza młodzież jest inna. Nie chcę oczywiście na nią utyskiwać, ale uważam, że jest hedonistyczna, czasami roszczeniowa. Dzisiaj przychodzi młody człowiek i pyta: „Ile zarobię na rękę? Co od was dostanę?”. Takie postawy spotyka się na co dzień.

    Jest to absolutnym skandalem, że młodzież oczekuje jakichś pieniędzy. Przecież powinni być wdzięczni za samą możliwość świadczenia pracy.

    Jak napisał jeden z komentatorów, „znowu kogoś nawiedził w nocy duch Miltona Friedmana i idealnie kulisty Wolny Rynek działający w doskonałej próżni”.

  14. Wojtek O. trochę sobie to wszystko upraszcza, należy mu jednak wybaczyć. Jego wiedza rozpoczyna się w latach 90ych. Przedtem był dzieckiem. AWS pomijmy wstydliwym milczeniem, ale krzyżowanie obecnie UW jest szczeniackie. Oni nie mogli inaczej. Wyrośli (nawet gdy sobie trochę społecznie lewicowali) w zakrystii. Kościół, który znali to był kościół Zycińskiego i Tischnera a nie Rydzyka i Hosera. Ten kościół ich przed 1989 „przytulił”, byli przekonani że maj wobec tego dług do spłacenia.
    To, że zamiast przyjąć palec kościół rwie rękę nie mieściło im się w głowach. Tak samo jak nie mieściło im się w głowach, że Polacy mogą wybrać narodowo-bolszewickiego populistę przebranego w ornat – kogoś w rodzaju Kaczyńskiego.
    To po prostu wykraczało poza ramy wyobraźni tych ludzi.

  15. @andsol
    „Twoja linka może być niedostępna dla ludzi bez prenumeraty GW”

    Wiem, ale dla osoby, która tylko okazjonalnie zagląda na serwis Wyborczej, określona liczba linków w miesiącu otwiera się bez problemów – czyli szanse na przeczytanie są. Ale nie mam im za złe płatnych subskrypcji, bo z czegoś trzeba tych dziennikarzy opłacić (darmowy konkent to z reguły kontent badziewny; choć są szlachetne wyjątki, bo zasada ta nie dotyczy np. bloga Andsola 😉 ).

    Ja osobiście konsekwentnie niszczę lasy (jestem fanem papieru), ale specjalnie musiałem wywalić dwie dyszki na subskrypcję, bo tego cholernego artykułu, który zalinkowałem, akurat w papierowym wydaniu nie było (Orliński wygrał).

    Tym bardziej, że rozmaita prawicowa makulatura jest od lat dotowana przez reklamy pewnych instytucji finansowych (a od Dobrej Zmiany również przez np. państwowe przedsiębiorstwa związane z obronnością), kompletnie nie liczących się na odcinku mediów z rachunkiem ekonomicznym (inne priorytety; Russia Today też zdaje się nie narzeka na brak środków). Gdyby nie ten „polityczny” strumyczek, połowa „niepokornych” tygodników już dawno by zbankrutowała, jak swego czasu „Ekspress Wieczorny”, przejęty przez PC (w tych tygodnikach naprawdę nie ma nic ciekawego, oprócz rytualnych pohukiwań i pojękiwań, i – do niedawna – żalów w stylu „reżim Tuska nas prześladuje !!!” pomieszanych z groźbami „znajdzie się szubienica dla zdrajcy Tuska !!!” i chamskich oszczerstw „Tusk z Putinem zamordowali !!!”). Kaczyński odrobił lekcję.

    „niestety oni tak mają, do dziś nie zdecydowali czy chcą zmieniać świat czy robić kasę”

    Ale czy jedno przeczy drugiemu? Ja rozumiem, że w razie czego finansista Soros pomoże, że banksterzy pożyczą, ale z czegoś żyć trzeba. A z tym robieniem kasy przez Wyborczą to popularny mit. Bardzo chciałbym, żeby był prawdziwy (bo, mimo zastrzeżeń – głównie szalejącego do niedawna balceryzmu – mam do nich wiele sympatii za coraz częstsze wpuszczanie młodego lewactwa na łamy), ale to mit. Agora pod koniec lat 90-tych i na początku dwutysięcznych przytuliła naprawdę potężny smalczyk; niestety, większość z tych pieniędzy została spektakularnie zmarnotrawiona (zdechłe portale o których nikt już nie pamięta, hucznie otwarta i po cichu zamknięta zamknięta bulwarówka „Nowy Dzień”, nietrafione inwestycje poza rynkiem prasowym) – tak się kończy, kiedy styropian, dojrzały w konspiracji i zaprawiony na powielaczach, próbuje wchodzić w Wielki Byznes. Tłuste lata się skończyły, bo nikt dziś nie kupuje papieru, a że dodatkowo rynek reklamowy siadł, to i przychody zmalały.

    Nie jestem wielkim fanem Michnika, ale spróbujmy sobie wyobrazić alternatywną Polskę lat 90-tych, w której szarą eminencją medialną zostaje nie Michnik, ale jakiś Brudziński czy Czarzasty.

  16. znowu_ja – tak, moje pojękiwanie nad rozdziałem między gazeta.pl oraz GW ma tyle sensu, co wzdychanie po obiedzie: „dlaczego życie jest takie okrutne”. No ale co się jęknęło nie da się odjęknąć.

  17. @telemach
    „Kościół, który znali to był kościół Zycińskiego i Tischnera a nie Rydzyka i Hosera”

    Tak, też się nad tym zastanawiałem. Transformacja kościoła lat 80-tych w dzisiejszego molocha bezustannie mnie zadziwia: jak to się mogło stać? Z jakich nor nagle wypełzły te wszystkie OjDyry, z której łysej góry zleciały się te dzisiejsze biskupy? To zawsze było, poukrywane po najbardziej zapadłych parafiach, dopiero po 89 przyszło pod reflektory – ale co ze znanymi postaciami? Ks. Jankowski lat 80-tych, mecenas „Solidarności”, a ks. Jankowski z lat 90-tych ze swoimi antysemickimi kazaniami. Ks. Małgowski lat 80-tych, były kapelan „Solidarności”, a ks. Małgowski, który dwa lata temu wyczyniał egzorcyzmy pod sejmem. Czy to ci sami ludzie, czy sklonowali ich jacyś kosmici albo podmieniło KGB? Jedyny wniosek, do którego mogę dojść, to ten, że woda sodowa (mamona z Komisji Majątkowej) uderzyła im do głów. Wielka kasa mocno zmienia, władza absolutna deprawuje absolutnie. Im kościół słabszy i biedniejszy, tym lepiej i dla niego, i dla państwa: Kościół katolicki w Czechach ma marginalne znaczenie: majątków nie odzyskał, na politykę nie wpływa – a tamtejsi biskupi intelektualnie wyprzedzają naszych hierarchów o lata świetlne.

    Więc czy postępowanie Unii Wolności w latach 90-tych było naiwnością czy głupotą? Czy może rację miał Jerzy Urban, który widział w Solidarności gen destrukcji, w społeczeństwie – nienawiści, a w kościele – obskurantyzmu, i już w roku 1980, patrząc na tzw. „Prawdziwych Polaków”, przewidział późniejszy wysyp tych wszystkich Błaszczaków, Sakiewiczów, Rydzyków i Terlikowskich? Patrząc na chamstwo prymitywów spod budki z piwem, przewidział reaktywację endecji w postaci ONR-u?

  18. Korekta obywatelska:
    1) ten ksiądz się nazywa Małkowski, nie Małgowski
    2) tagi html w łotrpressie się realizuje takimi nawiasami: <> a nie []

  19. „gazeta.pl”? Ten śmieszny portalik, wrzucający newsy o gaciach Dody, skarpetkach Majdana i konkurujący o kliki z pudelkiem jest głównym powodem, dla którego przekląłem internety. Chluby „Wyborczej” nie przynosi. Zupełnie zapomniałem o jego istnieniu („wyborcza.pl” to znacznie ciekawsze miejsce) – ale masz rację, życie jest okrutne.

  20. @babilas

    Śmieszy mnie oczekiwanie moich antypisowskich znajomych (Wielkopolska) na jakiś lewicowy backlash (mający skutkować np. liberalizacją aborcji czy legalizacją marihuany). Niczego bym bardziej nie pragnął niż lewicy u władzy, ale żeby zebrać, trzeba najpierw zasiać. Ktoś tę lewicę musi wybrać, a ludzie, szczególnie młodzi, po 25 latach neoliberalnej sieczki, mają inne przekonania (że zacytuję klasyka: „społeczeństwo nie istnieje, społeczeństwo to zbiór jednostek”). Póki co, prawica latami siała nacjonalistyczne chwasty (tak tak, kochana Platformo, kult „Żołnierzy Wyklętych” to też wasze dziecko), co właśnie daje plon na ulicach, gdzie można dostać po mordzie za „podejrzany wygląd” i „semicką powierzchowność”. Kto miałby je wyrwać? A na zachwaszczonej glebie, bez pomocy Wielkiego Ogrodnika (państwo) nic samo z siebie nie wyrośnie. Skąd miała by się wziąć ta lewicowa młodzież, która w przyszłości dokona zwrotu politycznego? Rządzący (do niedawna) fani Żelaznej Damy przez lata nie widzieli potrzeby wspierania „lewackich” inicjatyw (przypomnijcie sobie np. agresywne wypowiedzi Niesiołowksiego na temat młodych lewicowców czy szyderstwa liberalnych mediów z „oszołoma” Ikonowicza). To praca na pokolenia. Prawicowe chwasty wyrośnie na byle śmietniku, narodowcy bez problemu zalęgną się w każdej obszczanej bramie, podczas gdy lewicowe kwiaty wymagają hodowli (uniwersytety), pielęgnacji (polityka) i regularnego nawożenia (pieniądze) – toż to znany na powojennym Zachodzie alfabet polityki! A Partia Razem straciła właśnie 75% dotacji.

    Kwaśniewski: „Im bardziej będzie zaostrzone dziś, tym bardziej będzie zliberalizowane w przyszłości”

    Antypisowska liberalizacja aborcji? Wolne żarty, panie prezydencie. Schetyna tzw. kompromis aborcyjny chce wpisać do konstytucji – tak daleko nie idzie nawet PiS. Nawet, jeśli prawo zostanie zaostrzone (w co wątpię, bo dla PiSu to polityczny kłopot, więc projekt pewnie na lata ugrzęźnie gdzieś w komisjach), to najwyżej wrócimy do punktu wyjścia, czyli obecnego „kompromisu” dupy z kijem.

  21. Czas jakiś temu była tu rozmowa o zamykaniu sklepów w niedzielę, więc podzielę się nieodpłatnie swoim pomysłem. Otóż (obywatelski) projekt ustawy głosi, między innymi, że:
    „Dozwolony będzie handel w placówkach handlowych prowadzących sprzedaż pamiątek, upominków i dewocjonaliów – jeśli ich sprzedaż stanowi przynajmniej 30 proc. miesięcznego obrotu”

    I teraz, w zupełnej zgodzie z projektem ustawy, wystarczy ponaklejać święte obrazki na różne artykuły spożywcze. I będziemy mieli takie rozmowy w spożywczaku: „proszę dwie butelki świętego Izydora, bochenek świętego Józefa; a ten archanioł Gabriel to świeży jest?; proszę mi odkroić tak z pół kilo świętej Cecylii, ale bez tłuszczu”. Tak samo, przykładowa kiełbasa podwawelska może być wędliną, ale – zwłaszcza, gdy zawinięta w papier z napisem ‚wspomnienia z Krakowa’ – zupełnie się nadaje na pamiątkę. I dalej, zupełnie łatwo jest wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś kupuje twarożek, ale czyni zastrzeżenie „tylko proszę ładnie zapakować, bo to na prezent”.

    No i owca syta i wilk cały, a o to przecież od samego początku chodziło.

  22. Zgadzam się z tym, że „żeby zebrać, trzeba najpierw zasiać”, ale przykład partii Razem, która w niecałe trzy miesiące po swoim powstaniu potrafiła zebrać 3,5% głosów w wyborach parlamentarnych był optymistyczny. Smutne jest to, o czym już pisałem: naturalny elektorat tej partii (prekariat na śmieciówkach, emeryci, studenci, wolni najmici, świat nauki i ci, co „robią w kulturze” – w sumie zebrało by się z 30%) w większości uważa Razem za oszalałą neobolszewię (a w najlepszym przypadku za infantylnych marzycieli).

  23. W kwestii technicznej, prośba o pomoc skierowana tak do komentujących jak i czytających komentarze i na ogół nie odzywających się. Przy czytaniu ich dziś stwierdziłem, że nieco gubię się gdy są one porozrzucanie po wątkach, które same naturalnie w rozmowie się tworzą i zwątpiłem czy to dla rozmowy jest dobre. A może warto zakazać WordPressowi tworzenia takich ciągów (wydaje mi się, że mogę to ustawić w preferencjach) i komentujący po prostu w swój własny sposób (choćby tak jak to robi w Bloksie) wskazuje, do którego komentarza odnosi się?

    Decyzja mogła by być podjęta przez demokratyczną większość, na przykład przez dwa z trzech głosów 🙂

  24. Ja preferuję układ „drzewka”, z równocześnie utrzymywaną w bocznej szpalcie listą chronologiczną najnowszych komentarzy – to się sprawdza, przynajmniej na Wyspie…

  25. O, ludzie ze sobą rozmawiają! Nostalgia panie dzieju, nostalgia.
    Poczułem się o 10 internetowych lat młodszy.

  26. Andsolu drogi, w ustawieniach możesz zmienić czas bloga na swój własny albo na nasz, środkowoeuropejski. Ten co jest, jest niewłaściwy i mylący.

  27. Codziennie to robię – czas polski, bo w tym czasie żyje większość czytelników. Ale WP wie lepiej i ciągle mi na coś zmienia.

    To i tak nic w porównaniu z moją dystrybujcją linuksa, która po każdym „reboot” wstawia mi czas o (chyba) 37 minut opóźniony. Oczywiście to się poprawia, ale nie wiem dlaczego nie raz na zawsze.

  28. @andsol Skoro czas się poprawia, to pewnie masz działający ntp, ale zapewne czas w BIOS jest przesunięty, a z niego jest brany czas przy starcie. Ogólnie polecam polecenie hwclock, w szczególności hwclock -r (wyświetli czas wg BIOS), a następnie, jak w systemie będziesz miał poprawną godzinę, to hwclock -w.

  29. @andsol Jeśli chodzi o komentarze, to żadnych wątków, a przynajmniej wątków oznaczonych np. wcięciami, nie widzę. Albo już demokratycznie wyłączyłeś, albo wzrok mi siada, albo moje przeglądarki wiedzą, co jest dla mnie dobre. Tak czy inaczej, jest OK.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s