Dilma a dno oceanu

Środa 21 września, na spotkaniu w NY z grupą przemysłowców z USA nowy prezydent Brazylii Michel Temer ujawnia (czego człowiek przy zdrowych zmysłach nigdy by głośno nie powiedział, i to przy tłumie słuchaczy, przy włączonych kamerach – będąc jeszcze na dobitkę z wykształcenia prawnikiem), że impeachment Dilmy Rousseff nastąpił nie z powodu jakichś jej formalnych wykroczeń ale dlatego, że nie zgadzała się na przyjęcie projektu opracowanego przez jego partię (będącą w koalicji z partią Dilmy), nazywanego „mostem do przyszłości”. W prasie brazylijskiej nastąpiła dudniąca cisza. Jeden jedyny dziennikarz Inacio Vieira z The Intercept Brasil ujawnił to. Rzucono się na niego, że to fałsz. Posłał nagranie. Stwierdzono, że musi być sfałszowane i zostanie przyjęte jako prawdziwe jeśli ujawni się i inne, równoczesne nagranie z innej kamery. Ujawniło się. A także rząd wręczył dziennikarzom zapis tego, co zostało powiedziane i już nie było jak negować, można było tylko nadal starać się zamilczeć to na śmierć.

Kto i w którą stronę będzie chodził tym mostem stało się jasne w środę, 5 października: znaczną większością głosów Câmara Federal (Niższa Izba Parlamentu) przegłosowała zmianę zasad działania firmy państwowej Petrobrás. Powołał ją do życia prezydent Getúlio Vargas w roku 1953, było to efektem wieloletniej akcji prowadzonej po hasłem „o petróleo é nosso” – ropa naftowa jest nasza. W spółkach szukających i wydobywających ropę przedsiębiorstwo musiało mieć udział większościowy. Teraz będzie koniec z tym. Nie ma wymogu ani większościowego, ani udziału.

Kolosalne rezerwy ropy pod dnem oceanu przy wybrzeżu Brazylii gotują się z radości na przywitanie gości z północy.

Chyba było jasne od początku, że grupka przestępców z immunitetem parlamentarnym sama nie zdecydowałaby się na zamach stanu gdyby nie gwarancje zewnętrzne, że wszystko dobrze się skończy. Tyle było już prób, sabotaże na morskich platformach Petrobrás, dziwne pożary, dyskredytowanie instytucji, ujawnianie korupcji – aż znaleziono właściwą drogę: bezprawie w oficjalnych togach i zgodnie z formalnymi wymogami, czyli poprzez decyzję podjętą przez Senat.

A Barack Obama wielkim przywódcą ludu jest i tak zostanie przez świat zapamiętany.

Reklamy

7 thoughts on “Dilma a dno oceanu

  1. Ze swojej wizyty w Brazylii pamiętam, że motoryzacja w tym kraju mogłaby się zupełnie obyć bez ropy naftowej, co więcej patent ten poprzez szczęśliwą koincydencję dwu warunków (olbrzymie obszary ziemi potencjalnie uprawnej i klimat sprzyjający trzcinie cukrowej) jest niekoniecznie powtarzalny w innych krajach. Zdziwiło mnie, że ustawienie cen benzyny i etanolu wcale nie promowało biopaliwa, choć i go nie dyskryminowało, więc wybór tego, co się wlewało do baku nie był kwestią ekonomiczną, tylko światopoglądową. A jak jest teraz?

  2. Michale, sprawię Ci przykrość, bo zamiast odpowiedzieć od razu co teraz jest w Brazylii z biopaliwem, zahaczę się o przekonanie dotyczące Brazylii, ukryte w słowie „motoryzacja”. Zdzierż to jakoś, bo taka jest moja natura.

    Wyobraźmy sobie, że znikły lokalne wrogości i układ Mercosul (Mercosur) działa naprawdę. I patrzymy na rzekę Paraná oraz jej dopływy. Przy wspólnym wysiłku Paragwaju, Boliwii, Brazylii, Argentyny i Urugwaju rzeka staje niewiarogodnie sprawnym korytarzem do transportu przede wszystkim produktów rolnych z tych krajów, czyli ceny ich tak spadają, że tylko po przyjaźni ktoś by kupował je ze Stanów czy Kanady.

    Zabawne, prawda? Kwestia tej rzeki była już istotna, gdy Wielka Brytania wpuściła Brazylię w maliny, czyli w wojnę (męstwo czarnego brazylijskiego żołnierza, okrutne zniszczenie Paragwaju) z lat 1864-1870.

    Więc może nie jest przypadkiem, że rywalizacje i nieporozumienia między sąsiadami kwitną. Przecież znamy ten proces gdy car nie musiał rozgrywać losów Rzplitej przy pomocy króla, bo wystarczało pochylić się nad potrzebami paru magnatów.

    Taki ból przez stulecia nie goi się i jeśli jednak Paragwaj i Brazylia zbudowały w Foz do Iguaçu elektrownię wodną Itaipu, dziś największego na świecie producenta energii elektrycznej, to dlatego, że na szczęście nie zależało to od dwóch demokracji, a od dwóch dyktatorów.

    Oprócz rzek jest też ocean, ale zupełnie nie używany do transportu ludzi i towarów na linii północ-południe. Anglicy bardzo tu rozwijali koleje i to miało sporo sensu, ale gdy zaczęła się WWII, Anglicy bardzo przeszkadzali w dostawie broni z Niemiec do Brazylii, choć tutejszy rząd miał zupełnie realne powody, by chcieć być uzbrojony. Niewiele brakowało, by Brazylia wypowiedziała wojnę UK. Ale potem Getúlio dogadał się z Franklinem Delano i Brazylia dołączyła do tej strony, po której była Anglia, ale o miłości już więcej nie było mowy. A Stany nalegały, by zapomnieć o wodzie i pociągach i postawić na komunikację samochodową. No i nastąpiła i motoryzacja i zależność kraju od ropy naftowej. Której przez długi czas było z własnych źródeł mało, zaspokajając koło 15% zapotrzebowania kraju.

    Uwolnienia się od tej zależności szukano cały czas. Na przykład gambit gubernatora São Paulo, Paulo Maluf (przy okazji opróżnił kiesę rządu, ale pomógł ekonomii Isle of Man), który podziurawił cały stan szukając ropy. I wymyślili etanol czyli alkohol z trzciny cukrowej.

    Osiem lat temu pisałem na blogu o technologii flex, dzięki której w połowie samochodów można było wlewać do baku do woli benzynę czy alkohol i komputer radził sobie w stosowny sposób z ustaloną mieszanką. Już od paru lat wszystkie samochody tu produkowane (chińskie, koreańskie czy francuskie, bez znaczenia) są wyposażone w takie zmyślne programy. I na każdej stacji jest etanol i benzyna, ale ludzie kupują głównie benzynę. Kwestia kosztu i wydajności.

    To wcale nie znaczy, że etanol się marnuje. On jest obowiązkowo w tym, co jest nazywane „benzyną”, podobno co najmniej 26%. Piszę „podobno”, bo po aferze z WV naprawdę trudno wierzyć w podawane przez przemysł liczby.

    Czyli produkcja trzciny cukrowej (na cukier i na etanol) jest gigantyczna, ponad 4 tony trzciny na głowę statystycznego Brazylijczyka rocznie. Czemu więc ta płynna mieszanka rośnie w cenie na stacjach benzynowych? I czemu jest tyle głosów krytycznych, czyżby Brazylijczyk miał coś z Polaka, że nawet gdy wygrywa to musi ponarzekać?

    Może zacznę od tego, że ścinanie trzciny jest bardzo mało wydajne przy próbach mechanizacji. Źle to idzie i już. Więc olbrzymia armia rolników tnie ją, ale wypalając najpierw liście. Otóż te liście są cholernie niebezpieczne, rolnik je tnie, a one rolnika. I trzeba to robić bardzo ostrożnie czyli dziennie rolnik wycina 2,5 tony. A jak wypali – to 5 ton. I tak stan São Paulo jak i Nordeste (w sumie 5,5 milionów hektarów w całym kraju) w czasie zbiorów jest zasnuty dymem. Po wielu szosach niebezpiecznie jest jeździć w biały dzień bo jest ciemno jak we mgle.

    Czyli: palimy, to zaświniamy planetę. A jak nie palimy, to koszt podnosi się znacznie.

    Następnie, mało tu ważne, benzyna z rafinerii czy alkohol z trzciny, trzeba to rozwieźć po olbrzymim kraju. I jak policzy się dokładnie wkład energii (od siania do dystrybucji) oraz koszt zużytej wody i jałowienie gruntów, to jedna cholera wie czy to się naprawdę opłaca. I dlatego tyle było radości gdy odkryto na wybrzeżu niesłychane złoża ropy. Parę kilometrów w dół w wodzie, a potem pod dnem, ale jednak nasze to, brazylijskie.

    Co prowadzi do dwóch kolejnych pytań. Pierwsze z nich: czemu nie energia elektryczna i samochody elektryczne? Już są miejsca, gdzie na farmach kwitną wiatraki.

    Odpowiedź: Bóg wie.

    Drugie: czemu Stany wdają się w to?

    Wydaje się, że odpowiedź jest dwuczęściowa. A bo jak coś się rozleje przy Alasce czy Florydzie to będzie dużo krzyku, a jeśli to się zdarzy blisko Rio de Janeiro, stosowny sąd (najlepiej w Broken Arrow, Oklahoma) 20 lat będzie rozsądzał i okaże się, że to lokalny lud był winny.

    Druga część sugestii dotyczy pytania „czemu w ogóle ropa naftowa?” Sądzę, że chodzi o to, że łatwiej jest doradzać milionom Azjatów, by nauczyli się nowych zawodów stosownych w nowym świecie niż przekierować kilkaset tysięcy obywateli USA (szczególnie menadżerów) do zajmowania się czymś lepszym niż ropa. Całe życie w tym spędzili i znienacka mieli by się uczyć czegoś o panelach fotowoltaicznych?


    Zdołałem Cię uśpić? No i bardzo dobrze. Następnym razem nie będziesz zadawał takich trudnych pytań.

  3. @andsol
    „W prasie brazylijskiej nastąpiła dudniąca cisza. Jeden jedyny dziennikarz (…) ujawnił to. Rzucono się na niego, że to fałsz. Posłał nagranie (…) można było tylko nadal starać się zamilczeć to na śmierć”

    W systemie neoliberalnym oligarchowie, oprócz kupowania polityków, kolekcjonują media (dla tych ludzi wydatek kilkunastu/kilkudziesięciu milionów dolarów na zakup jakiejś gazety/stacji/koncernu medianego to jak kupno fistaszków). Dobrze to było widać na Ukranie, gdzie każdy Kołomojski posiadał swoją „niezależną” telewizję i „niepokorną” gazetę; owszem, możesz rzucić się na konkurenta czy polityka, z którym Pan Mecenas ma na pieńku, ale nigdy nie gryź ręki swojego pana (czy sponsorowanej przez niego partii).

    Formalnie jest wolność słowa, demokracja i wolne wybory, faktycznie – rządzi Wielki Biznes.

  4. Właśnie na to liczyłem, AndSolu: takie pytanie prowokujące (do dłuższej wypowiedzi). A uśpiłem się sam, bez czytania. Ale gdy się obudziłem, to przeczytałem z zainteresowaniem, bo to kolejny element globalnej układanki „food versus fuel”.

    Jak mawiał kapitan Kloss, „są takie pasjanse, w których dopiero po odwróceniu kart widać, czy pasjans wyszedł”; tutaj gołym okiem widać, że z biopaliwami, to tak jak z przodującym ustrojem: założenia dobre, implementacja wątpliwa.

  5. Wracając jeszcze do poprzedniego wątku (kultury, która ma być lewicową przeciwwagą dla prawicowych indoktrynacji), jedna z doktorantek Doroty dorabia sobie pracując w szkole językowej. Jedna z grup, którą prowadzi, zbudowana jest z gimnazjalistów, czyli dzieci MWzDM (Młodych Wykształconych z Dużych Miast, tej mitycznej, ale najbardziej postępowej klasy, czy warstwy społecznej, która ma wyprowadzać Polskę z mroków nowego średniowiecza, w które ostatnio popadła). To jest progenitura korposzczurków z grodzonych osiedli, którzy jednakowoż widzą potrzebę zapewnienia swoim dzieciom dodatkowej, płatnej edukacji.

    Więc uczestnictwo tej młodzieży (dzieci? to taki wiek pośredni) w kulturze jest na poziomie zerowym. Jakiejkolwiek kulturze, też tej najbardziej popularnej. Już nie chodzi o to, żeby uwielbiali Szekspira i zaczytywali się Dostojewskim (choć ja w ich wieku…), ale o jakieś zupełne podstawy: przeczytanie jakiejkolwiek książki, obejrzenie jakiegokolwiek filmu. Prowadząca pyta kursantów o ‚Władcę pierścieni’, licząc, że może jeśli nie czytali, to chociaż widzieli któryś z filmów – nie, w ogóle nic nie kojarzą. Komiksy może jakieś, kreskówki chociaż, cokolwiek o czym można porozmawiać – nie, zero, nic. Ewentualnie gry komputerowe, ale tylko takie strzelanki.

    Owszem, wszystko da radę później uzupełnić, jeśli się tylko chce. Ale przecież łatwiej i szybciej, jeśli są już fundamenty.

    PS. A propos kultury, tym razem tej podobno wyższej.

  6. „Druga część sugestii dotyczy pytania „czemu w ogóle ropa naftowa?” Sądzę, że chodzi o to, że łatwiej jest doradzać milionom Azjatów, by nauczyli się nowych zawodów stosownych w nowym świecie niż przekierować kilkaset tysięcy obywateli USA (szczególnie menadżerów) do zajmowania się czymś lepszym niż ropa. Całe życie w tym spędzili i znienacka mieli by się uczyć czegoś o panelach fotowoltaicznych?”

    To juz nawet nie chodzi o przekierowywanie kogokolwiek…. po prostu przemysl naftowy w USA ma zbyt silne lobby, PO CO maja sobie glowe zawracac jakimis strategiami, przekierowaniami, inwestowaniem etc. – no PO CO skoro maja w kieszeni wiekszosc kongresmenów?
    Tam, gdzie owo lobby ma szczegolnie silne wplywy, powstaja regulacje typu uchwala sie ustawe w mysl ktorej instalacja wlasnych solarow na dachu przez obywatela jest nielegalna (sa takie stany i counties). Z drugiej strony oczywiscie latwiej im jest pakowac sprzet, ludzi i cala reszte w to co juz znaja – tym bardziej, ze (jak napisales) jak sie cos zepsuje w kraju trzeciego swiata, to zwina zabawki i pojda gdzie indziej.

    Coz. Sami sobie kręca stryczek na glowe. USA jesli chodzi o technologie coraz bardziej zaczyna odstawac od reszty krajow zaawansowanych technologicznie (no, za wyjatkiem Kalifornii, ktora idzie w odwrotnym kierunku pod rzadami socjalizujacego demokraty Browna) – infratruktura im sie zaczyna sypac, co przy transporcie opartym o samochody benzynowe i takich odleglosciach jest grozne.
    No ale…poki muzyka gra, póty jest wesele…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s