Do MEN-u, z prośbą

Słyszałem, że będą spore zmiany w programach szkolnych i wypadnie prawie cała informatyka (ciepło popieram, gdyby nie było komputerów, dzieci by nie grały w Wiedźmina i częściej chodziły do kościoła) i domyślam się, że będzie więcej o społeczeństwie, o prawdziwych Polakach, o tym jak żyć, i dlatego mam serdeczną prośbę do pani minister Anny Zalewskiej. Chciałbym, żeby życzliwie przeczytała pani ten niedługi cytat, zaraz powiem skąd to wziąłem. Ten człowiek opowiada jak w latach 90tych pracował w dawnym DDR.

Kolega chciał obciąć włosy i poprosił mnie o nożyczki. Prowadziłem też wtedy taki notatnik, w którym zapisywałem informacje, gdzie pracowałem, kontakty, adresy, miejsca w których byłem itd. […] Kiedy w imieniu kolegi poprosiłem gospodynię o nożyczki, ona pomyślała, że chcę wyciąć kartkę z mojego zeszytu. I co? Przyniosła mi piękną, kolorową, pachnącą papeterię. Wówczas kolega zwrócił się do niej z wyjaśnieniem, że nożyczki są mu potrzebne do obcięcia włosów, a nie wycięcia kartki. Kobieta od razu poszła z tym do swojego męża, który powiedział nam, że nie możemy strzyc się sami, ale musimy chodzić do lokalnego fryzjera, u którego wszyscy się strzygą. „On da ci herbatę, da ci kawę, ostrzyże cię. To nasz fryzjer, musimy go utrzymywać!” ­ mówili. Tłumaczyli nam, że trzeba dbać o swojego. „On ma tu pracę, potem jego syn czy zięć też będzie tu pracował. Musi z czegoś żyć, a jest wart swojej ceny” wyjaśniali.

A więc autor to Dariusz Loranty, książka nazywa się „Spowiedź psa” i myślę, że nie domagałby się wielkiej sumy gdyby wskazała pani autorom jakiegoś podręcznika, by zamieszczono w nim ten cytat.

Oczywiście chodzi mi po głowie, że mogło by to stanąć w jakimś rozdziale o patriotyzmie, albo o współpracy społecznej albo o solidarności, ale jeśli na te tematy jest już nadmiar materiałów, może dało by się wcisnąć to do rozdziału dotyczącego fryzjerów?

Reklamy

18 thoughts on “Do MEN-u, z prośbą

  1. Wypada mi tylko wyrazić satysfakcję z faktu, że wprawdzie żyłem mniej więcej w tym czasie, co Loranty i równocześnie w tym czasie, kiedy istniał DDR, ale nie dane mi było w DDR pracować. W związku z tym nie wpojono we mnie konieczności przedkładania strzyżenia u miejscowego fryzjera nad strzyżenie domowe.
    Co prawda w tamtym czasie nie przychodziło mi do głowy strzyc się samodzielnie (w przeciwieństwie do chwili obecnej), ale nie był to imperatyw powodowany troską o byt fryzjera, tylko zwykłe wygodnictwo.
    Natomiast teraz strzygę się sam. A sam, ponieważ dlatego że, idąc do fryzjera nie jestem pewny efektów jego działalności. Wprawdzie chciałbym się tylko ostrzyc, ale doświadczenie uczy, że w pakiecie dostanę: zmywanie głowy, strzyżenie, modelowanie, perfumowanie i żelowanie lub lakierowanie. Dobrze jeśli przy tej okazji uniknę obróbki pazurów. Nie wiem, czy jestem gotowy na tak radykalne ingerencje w mój wygląd.
    Przy okazji. Dzisiaj już nie chodzi się do fryzjera, tylko do stylisty. W dodatku nastąpiła głęboka specjalizacja. Przynajmniej semantyczna. Inny specjalista zajmuje się głową, inny brodą.
    Kiedyś było prościej. I można było posłuchać najnowszych wieści lub poczytać normalną gazetę.

  2. „Spowiedź psa” wydało wydawnictwo Fronda, co tylko dobrze świadczy o AndSolu (że pije wodę z różnych źródeł). A co do solidarności społecznej (czy raczej patriotyzmu gospodarczego, albo – uwaga, nowomowa! – etnocentryzmu konsumenckiego), kiedyś była akcja ‚Dobre bo polskie’, mająca w zamierzeniu promować lokalną produkcję. Jest też aplikacja na smartfony (Pola), która po zeskanowaniu kodu kreskowego analizuje w jakim stopniu produkt jest polski (kapitał, lokalizacja produkcji, badań itp.). Cóż, dowiedziałem się dzisiaj, że jedna z sieci supermarketów kupuje duńską marchew, bo polska za droga. No i mamy w Zachodniej Europie (ale wkrótce i u nas, bo „co Francuz wymyśli, to Polak polubi” – za wyjątkiem helikopterów) koncept ‚food miles’, który w naturalny sposób promuje produkty tubylcze.

    Schodząc do poziomu społeczności lokalnej, dość cienka granica dzieli postulat wspierania miejscowego fryzjera od hasła „swój do swego po swoje”.

  3. paradox57, oj niezręcznie mi wyszło sformułowanie, jeśli piszesz, że nie dane mi było w DDR pracować – zamiast napisać, źe autor w latach 90tych pracował w dawnym DDR powinienem był mówić, że pracował w części Niemiec należącej przedtem do DDR. No ale młodzi ludzie czasami nie kojarzą.

    Przed pakietem ja bym się bronił techniką drugiego portfelu: w nim by leżała tylko suma potrzebna na strzyżenie i z naiwną miną bym mówił fryzjerowi: „to może wezmę pożyczkę na pakiet”?

    Zauważ też, że tam ludzie nie mieli wątpliwości co do jakości usługi. Może dlatego, że tam fryzjer uczy się fachu a nie historii cierpienia wybranego narodu.
    Michał – ale przecież tam nie ma elementu ideologii narodowej, nie chodzi o strzyżenie niemiecką ręką i niemieckimi nożyczkami, akcent jest na lokalnym. Gdyby chodziło o bronienie narodowych wartości, nie zawracałbym głowy Pani Minister, bo ona na pewno już walczy jak lwica, tygrysica i żyrafica o to, co Polskie.

  4. Andsol
    Nie bardzo mi się podoba zestawianie waleczności przytoczonych zwierząt z panią minister Zalewską. W konfrontacji z faktem, że oprócz fizyki, chce ona także znieść nauczanie biologii i chemii. Dobrze, ograniczyć. Poza tym jak Polskie to Polskie. Więc raczej użyłbym porównania do białej puławskiej zwisłouchej. Dla wyjaśnienia: taka wyhodowana u nas odmiana świni.

  5. paradox57 -puławska zwisłoucha… czy to taka świnia, co zamiast dać szynkę staje do apelu smoleńskiego?

  6. Andsolu, nie chcę się wymądrzać ale państwo, o którym donosisz nazywało się w języku Chopina, Zamenfoffa i Weigla niezupełnie DDR. Dedeer to ono się nazywało w języku odwiecznego wroga bo jak świat światem.
    Produktem lokalnym, z którego mieszkańcy tej krainy byli dumni był DEDERON, włókno polyamidowe odkryte w NRD w ramach powtórnego wynalezienia koła.
    To samo włókno wynaleziono i opatentowano uprzednio już w 1936 w USA (NYLON) i w 1938 w Niemczech (ale tych niedobrych). Niedobre włókno nazywało się PERLON i zostało wykorzystane przez dynamicznie rozwijającą się i wstającą z kolan Rzeszę Niemiecką do produkcji szczotek służących do czyszczenia opon samolotowych i luf armatnich. takich nazistowskich wyciorów.
    W ten sposób Niemcy (ci niedobrzy) wynaleźli wprawdzie, ale się nie liczyło i trzeba było wynaleźć jeszcze raz. . Lepsze bo własne.
    Patriotyzm lokalny może przyjąć czasem zadziwiające formy. Szczególnie w połączeniu z autorytarnymi zapędami.

  7. telemachu, w kwestii języka Orgelbranda, Curie i Lindego czuję się poprawiony i douczony. Dziękuję.

  8. Ależ drobiazg. To w zasadzie interesujący i obszerny temat, ta „polskość” rozumiana jako wartość dodana lub odjęta. Nie, nie ma błędu.

  9. Czas jakiś temu dyskutowaliśmy o 102 największych polskich wynalazkach, czy też innych powodach do słusznej dumy narodowej. Lista ta byłaby niepełna bez mitora. Czym jest mitor?

    “Dwa żuki połączone tyłem sztywnym sprzęgiem” – to nie jest fragment ścieżki dźwiękowej filmu przyrodniczego (“czytała Krystyna Czubówna”) tylko opis wynalazku profesora Włodzimierza Czyczuły z Politechniki Krakowskiej. Na świecie profesorowie zajmują się badaniami nad epigenomem człowieka, alternatywnymi metodami produkcji grafenu, pracują nad nowymi antybiotykami, wytworzeniem sztucznych neuronów, itp. W Polsce sprzęgają Żuki na sztywno. I nazywają to mitorem.

    I to jest właśnie mitor na skalę naszych możliwości, on odpowiada żywotnym potrzebom naszego społeczeństwa. My tym mitorem otwieramy oczy niedowiarkom! Mówimy: to jest nasz mitor, przez nas zrobiony, i to nie jest nasze ostatnie słowo!”

  10. Modele niesztywne widziałem dzieckiem będąc, była lokomotywa, potem wagony a potem awytomokol, ale nie na sztywno.

    Przyznam się, że po szybkim przeczytaniu wyobraziłem sobie, że nasi biologowie robią żuczkom zadospięcie. Ale kto wie, może i do tego dojdziemy.

  11. Natura sama to już załatwiła. Często obserwuję kowale bezskrzydłe, które niby są zadkospięte, ale tak naprawdę kopulują.

    Tak to wygląda. Fot. Paweł Strykowski.

  12. Michale, Andsolu
    Pan profesor niczego nie odkrył. A i biolodzy nie muszą się wysilać.
    W naturze tego typu sprzęganie wymyślono już dawno i bez udziału uczonych. Każdy, nawet niezbyt uważny obserwator, może takie zobaczyć bez trudu. Tu przykład dotyczący wprawdzie pluskwiaków, ale co to za problem przenieść na żuki.

  13. W sprawie kowalów bezskrzydłów (skądinąd: Robert, a nie Paweł), w beztroskich czasach dzieciństwa Doroty, na takie zjawisko mówiono „tramwajarze”, a to za sprawą podobieństwa kolorystycznego do warszawskich tramwajów (które, wszelakoż, są czerwono-żółte, a może i żółto-czerwone, a czarne tylko, gdy bardzo brudne).

  14. Pamiętam, widziałem. I to w wielkich zgromadzeniach, przy nich Sodoma to była niewinna wioska. Ale to nienaukowe, a przecież Michał mówił o Sprzęganiu Politechnicznym.

  15. I jeszcze w świecie nauki pozostając. Jest takie słynne w internetach zdjęcie, najłatwiej guglalne poprzez wpisanie słów „ogień, woda, pieczarka”. Zdjęcie nie przedstawia, jak może się niewprawnemu obserwatorowi wydawać, jakiejś ceremonii liturgicznej z udziałem purpuratów obrządków wschodnich, lecz wykonane zostało w Ostrawie podczas spotkania dziekanów uczelni artystycznych regionu.

    Chciałem tylko zwrócić uwagę na motywy zdobnicze szaty tego w białym. Czy tylko ja tam widzę kaczkę bez głowy?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s