Być może czy nie może, oto jest pytanie

Nie należy zbyt szybko brać za prawdę tego, co przemknęło w Sieci, nawet jeśli wywołało wiele hałasu. Może to pastisz? Może żart? Może nieporozumienie językowe? Chodzi mi o to, co widać na tym obrazku:

radca

Pierwszy krok to sprawdzenie czy istnieje taka osoba. Sieć mówi, że tak:

I Radca Grzegorz Sobociński – Sprawy promocji i kultury, sprawy ekonomiczne. Kontakt: (0054 11) 4808 1700, cultural.buenosaires@msz.gov.pl

No więc pchnąłem e-maila:

Natknąłem się w Sieci na informację, przedstawioną w załączonym pliku. Chciałbym prosić Pana o wyjaśnienie czy ona jest prawdziwa czy też może jest to wymysłem jakichś ludzi z Argentyny nieżyczliwych Polsce, polskiej kulturze lub polskim służbom dyplomatycznym.

Będę bardzo Panu zobowiązany za odpowiedź, bowiem bardzo mnie to zaskoczyło i chciałbym mieć wiadomość „z pierwszej ręki”.

Z uszanowaniem

(mój podpis, czyli imię i nazwisko)

Obiecuję, że otrzymanej odpowiedzi nie zachowam tylko dla siebie i powtórzę tu wiernie, co pan Grzegorz Sobociński napisze.

Proszę o trzymanie kciuków. Za kogo? Nie wiem, może za Kantora i Schulza. Gdzie je trzymać? W szufladzie „kciuki trzymane za kulturę”.

Reklamy

29 thoughts on “Być może czy nie może, oto jest pytanie

  1. Zazwyczaj gdy chcę uzyskać szybką odpowiedź (lub w ogóle odpowiedź), wysyłam również CC do przełożonego pytanego. W tym przypadku, bo ja wiem, ambasadora?

  2. Niestety, są Polacy, którym to się zdarza. Sam kiedyś upominałem panią w księgarni, że Schulz to pisarz polski i nie powinien trafiać na półkę „literatura obca”, gdzie go znalazłem.

  3. pak4
    Oczekiwanie od pani księgarni wiedzy o polskości Schultza jest w dzisiejszych czasach oczekiwaniem na wyrost. Jej się kojarzy. Bo i popatrz, jak obecnie wyglądają księgarnie. Jej wszystko jedno czy sprzeda książkę, wstążkę, czy bombkę na choinkę. Co innego urzędnik od kultury w ambasadzie. Chociaż w tym przypadku może moje oczekiwania są na wyrost.

  4. Znane są doniesienia o znajdowaniu w dziale „Medycyna” w bibliotekach dziełka Lenina pt. Dziecięca choroba „lewicowości” w komunizmie

  5. paradoks – oczekiwanie zbyt ambitne czy nie, ale to się mieści w obszarze zrozumiałej ignorancji.

    Babilas, od razu kopia do przełożonego może być przedwczesnym wejściem na drogę czysto urzędową, jest przecież do pomyślenia, że ten pan zapewni, że nic takiego nigdy się nie zdarzyło. Ale gdyby nie odpowiedział, a powinien (adres publiczny, sprawa publiczna, on – urzędnik państwowy), może być konieczne formalizowanie kwerendy.

    Tetryk, i co? Lekarze kupowali i uśmiechali się od ucha do ucha?

  6. Tetryku, „Płacz generała” Marii Janion znajdowałem wielokrotnie w dziale Militaria.

  7. andsol
    Obawiam się, że odpowiedzi nie dostaniesz. No, może gdybyś przedstawił się jako biskup, to byś dostał. Jedyny ślad działalności kulturalnej pana radcy d/s kultury odnalazł się tutaj:
    http://www.emigracja.episkopat.pl
    Pan I radca uświetnia swoją obecnością rozmaite uroczystości religijne i w skupieniu i zadumie wysłuchuje homilii.

    A tak na boku i poza protokołem: tanio odsprzedał Kantora i Schultza Izraelowi. W zasadzie nawet nie odsprzedał tylko oddał za darmo. Czy to nie jest przypadkiem działalność na szkodę Skarbu Państwa?

  8. Zjadło mi komentarza. Nie aby był ważny, ale nie rozumiem dlaczego. Może dlatego, że użyłem słowa „biskup”?

  9. Jakże ja się mam z WP nie lubić będąc wiernym miłośnikiem i użytkownikiem od lat? Ani chybi był to link. Akismet nie lubi linków, może linki ze słowami nieprzyzwoitymi takimi jak episkopat liczą się podwójnie? Kto wie. Niezbadane są wyroki opaczności.

  10. Jesli pan radca bedzie stosowal takie kryterium, to bardzo wielu poetow i pisarzy mu ubedzie.
    Nb Schultza dostalismy bo kuzyn, za to Kantora to juz z czystej sympatii. Serdecznie dziekuje w imieniu 🙂

  11. @pekuniarnych
    Tak mi się skojarzyło offtopicznie, że pod koniec ejtisów miałem paru znajomych (ze szkoły) co to pochodzili z domów, z ówczesnego mojego punktu widzenia, bardzo zamożnych. Stać ich było na wyjazd ot tak do Niemiec albo nawet do Azji. Ot tak, to im do głowy nie przychodziło, ale żeby zarobić to wyłącznie. No i tata z dawnych lat miał jeszcze, później już nieistniejące, kontakty z pracy czy z POP i mogłem pojechać na obóz harcerski albo na OHP czy to do NRD czy to do CSRS albo i na Węgry. No i pamiętam raz po powrocie spotkanie z takim kolegą co to mógł więcej, bez załatwiania. I mówię mu, że byłem w NRD i we w ogóle super wakacje. On kiwał głową i się pyta: „A co przywiozłeś?” Zgodnie z prawdą zdziwiony, odpowiadam, że nic, a co miałbym przywozić (oprócz wspomnień i miłości). A on, nie rozumiał co do niego mówię i się dopytywał, że no, na handel. Ja mówię, że nic. On mi pokazywał jakieś „adidasy” i mówi, no na pewno jakieś chociaż buty itd. Ja, że po co miałem przywozić? On, że no sprzedać. I tak żeśmy się rozstali bez zrozumienia.
    I wtedy doznałem chyba po raz pierwszy uświadomionej różnicy kulturowej w obrębie, wydawało mi się wtedy, homogonicznej kulturowo grupy równieśniczej. Bo kiedy jeszcze nie pachniało tak zmianami, to kto ile miał nie było aż tak widoczne, to wciąż ganialiśmy się po podwórkach razem. A potem to się nagle okazało, że jest przepaść. Bo kiedy ja dostawałem z uczelni stypendium socjalne, to kolega właśnie zamawiał kontener tekstyliów w jakiejś Tajlandii.

  12. junoxe, niestety nie miałem aż tak rozwiniętej niezależności myślenia i czasami coś tam sobie przywoziłem, a to wyłożoną niby skórą papierośnicę ze strefy przygranicznej z Czechosłowacji, a to składany prawie do pudełka zapałek plastykowy płaszcz nieprzemakalny (ale rozrywalny) – ale zdumiały mnie tłumy Bułgarów (gdy już tam dotarłem), których ja tym zdumiewałem, że nie wiedziałem o co im chodzi z pytaniem „maś pluś”. Bo jak Polak to zwoje pluszu przywoził.

    No więc i ja nigdy sobie w kontenerach niczego nie zamówiłem. I bardzo mi imponuje znajomy twierdzący, że jemu każda podróż się zwraca, ale mi tylko raz zwróciło jak w restauracji mi dali nieświeże krewetki.

    Ostatnio coś pogłębia mi się proces alienacji, bo nawet i zdjęć z podróży robię coraz mniej a jak widzę ludzi z długim sztucznym ramieniem do selfies, zastanawiam się kto tu zwariował.

  13. Znaczy nie dość wyeksponowałem myśl, która mi przyszła. Otóż ja sobie sobie coś tam raz z tego NRD przywiozłem, nie pamiętam co, ale kompletnie nic na handel. I mój ojciec, jako wtedy ideowiec, powiedział coś w podobie: „Synu, jedziesz w gości na obóz, warto coś ze sobą zabrać jako podarek, gest pokoju i dobrej woli”. Nie literalnie, ale ta myśl przyświecała. No i dostałem mnóstwo proporczyków, medalików i takich tam. Na wymianę. Ktoś powiedział rodzinie, że oni tam kabanosów nie znają. Więc dostałem też, nie wiem skąd wytrzaśniętych, bo kryzys i pustki, garść suszonych kabanosów. I kiedy po przyjeździe przywitali nas ichniejsi (wschodnioniemieccy) harcerze czy pionierzy (ja wtedy chyba z 13-14 lat miałem) co cokolwiek było w zaprzyjaźnionych krajach, to my szybko wypakowaliśmy nasze prezenty i zaczeliśmy darować. Oni chyba stosem tych podarków i kabanosami byli zaskoczeni, że odruchowo zaczęli nam wciskać po jednej ichniejszej wschodnioniemieckiej 1 marce. Tak to się nam spodowbało, że wszystkośmy posprzedawali. My byliśmy zadowoleni i oni szczęśliwi… do czasu. Tego samego dnia, za czas jakiś pojawiła się sama główna podharcmistrz (czy jak tam było) Polski Ludowej z informacją, że jak mogliśmy ograbić biednych pionierów z NRD, bo oni teraz płaczą, że nie mają w ogóle pieniędzy. Wszystkośmy im zabrali. My oczywiście, że to oni nam wciskali, ale kasę trzeba było oddać. A spotykani na terenie obozu (czyli jednostki marynarki wojennej NRD) pionierzy z innych krajów demokracji ludowej dziwili się i pytali: to wy naprawdę to sprzedawaliście?

    W późniejszych czasach, gdy już kwalifikowałem się na ohapy, to już byłem odpowiednio przeszkolony i raz mi się zdażyło nawet wziąć coś z kraju na handel, ale generalnie nie ciągnęło mnie do branży.

  14. W 78-mym pętałem się z rodzicami po Rumunii, m.in. trafiliśmy do Braszowa, małego miasteczka rówieśnego Krakowowi, szczycącego się tym, że od powstania nigdy nie było zdobywane i niszczone. Śródmieście zachowało się więc żywcem średniowieczne, z oryginalną zabudową i wspaniałym klimatem (jak w nielicznych miejscach w Krakowie). Podziwiając urok wąskich uliczek, napotkaliśmy grupę rodaków z autokaru – ich jedynym zainteresowaniem było, gdzie i co sprzedać, co kupić, i czy na pewno obsługa autokaru nie zażądała nazbyt dużego haraczu…

  15. To ja opowiem historyjkę opowiedzianą mi przez mojego ojca, który raz kiedyś, w zastępstwie swojego szefa, który akurat nie mógł jechać, poleciał do Moskwy, aby wziąć udział w obradach na szczeblu RWPG (dotyczących ochrony roślin). Ojciec był uprzedzony, że w hotelach strasznie kradną, więc jak rano wychodził obradować, to majętność całą spakował z powrotem do walizki, walizkę zamknął na kluczyk, kluczyk powiesił sobie na szyi, a walizkę schował pod łóżko, i tak zabezpieczony wyszedł z hotelu (Rossija, więc nie byle jakiego).

    Popołudniu wraca, a etażowa do niego wychodzącego z windy woła: у вас красивый пиджак, как раз на мoегo мужа (piękna marynarka, jak raz na mojego męża! – chodziło o marynarkę z zamkniętej walizki, rzecz jasna). Tyle o handlu i przedsiębiorczości w czasach sprzed zmiany ustrojowej.

  16. Ponieważ wszyscy jakoś lecą „obok tematu” (co ma pewien urok) to ja, być może z wrodzonej złośliwości, zachowam się jak ostatni cham i zapytam: odpowiedź jakaś od I Radcy d/s bakalii świątecznych i kultury nadeszła?

  17. A jaki jest temat? Aha, przypomniałem sobie. Więc jak post-ostatni cham dodam: list poszedł 4 listopada, domyślam się, że Pierwszy Radca rozwiązuje Ważne dla Polskiej Kultury Sprawy i mój list nie jest mu priorytetem, ale po tygodniu zapytam go jak najgrzeczniej czy mogę mu w czymś pomóc, by znalazł czas na odpowiedź. Gdyby było konieczne i drugie przypomnienie, powiedzmy: 18 listopada, pójdzie ono (zgodnie z sugestią Babilasa) z jakimiś cc (nawiasem, kto i kiedy widział ostatni raz kalkę w sklepie papierniczym?)

  18. Kalkę? W ubiegłym roku. Miała kolor ciemnosinoniebieski. Pierwszy raz taki widziałem, bo przyzwyczajony jestem do czarnej lub ciemnofioletowej. Nawet się zastanawiałem, czy nie kupić jako swego rodzaju kuriozum. Pokazać ewentualnym wnukom, jak kiedyś robiono ksero na maszynie do pisania.

  19. No, ja wiem, że blisko. Ale dojechać się nie dało bo ulica przechodzi całkiem niespodziewanie w deptak.
    A swoją drogą to jest coś niezdrowego w sytuacji gdy sobie można zza biurka w ciągu niewielu sekund poszukać gdzie w pobliżu Andsola na zupełnie innym kontynencie można kupić kalkę biurową.
    Kalkę biurową!!!

  20. Aktualizacja wiadomości o braku wiadomości

    Ponieważ czytelnicy moją oczekiwać mego sprawozdania z rozwojem (lub brakiem rozwoju) sytuacji, uprzejmnie powiadamiam wszystkich zainteresowanych, że właśnie wysłałem do Pana I Radcy Ambasady Polskiej Rp w Argentynie kolejny list o następującym brzmieniu:

    cultural.buenosaires@msz.gov.pl

    Do Pana Grzegorza Sobocińskiego

    Szanowny Panie!

    Przed 19 dniami wysłałem Panu tą drogą prośbę (kopia jej stoi w dole tego listu) o wyjaśnienie czy bardzo niepokojąca informacja dotycząca Pana, a krążąca w polskim Internecie, odpowiada prawdzie. Domyślam się, że jako dyplomata na ważnej dla polskiej kultury placówce ma Pan wiele pracy i dlatego nie nalegałem na rychłą odpowiedź, licząc na użycie tego, co z dużym taktem nazywają po angielsku „at your earliest convenience”.

    Zaczynam jednak być zaniepokojony Pańskim milczeniem – mam nadzieję, że nie jest za nie odpowiedzialny zły stan zdrowia – ale w moim odczuciu dalszy brak odpowiedzi mógłby sugerować, że zlekceważył Pan moją uprzejmą prośbę. A chyba taki fenomen nie powinien pojawić się w kontakcie polskiego dyplomaty – czyli państwowego urzędnika – z polskim obywatelem.

    Zapewniam Pana, że pozostaję w nadziei, że otrzymam wieść od Pana, że owa informacja o sugestii, że w sprawie Schulza i Kantora zainteresowana osoba powinna „pójść po pomoc do organizacji żydowskich” jest wymyślona przez trolli – albo jest efektem czyjegoś złego przekładu z hiszpańskiego na polski, albo też że to jest niecna intryga opozycji. I mając takie (lub podobne) zapewnienie postarałbym się wyjaśnić kwestię u drugiej zainteresowanej strony.

    Czy mogę liczyć na to, że teraz znajdzie Pan z większą łatwością chwilę czasu na odpowiedź dla mnie i nie będę potrzebował w następnym mailu szukać kontaktu z panem za pomocą skrzynki e-mailowej Pańskich przełożonych?

    Z nieustającym uszanowaniem

    /-/ (podpis)

  21. Aktualizacja, 25/XI: wczoraj otrzymałem odpowiedź i szukam obecnie kontaktu z panią doktor Klementyną Suchanow, by ją naświetliła ze swego punktu widzenia (jej e-mailu nie znalazłem, ale zostały wysłane prośby przez G+ i fb) i odwiedzających bloga proszę o trochę cierpliwości, mam nadzieję, że będzie ona tak uprzejma i odpowie mi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s