Skąd wieją dobre wiatry?

Z Niemiec. Wprawdzie do polskiej (tej szczerej, prawdziwej, a nie tylko polskopodobnej) prasy dociera stamtąd głównie wieść, że muzułmanie gwałcą a wystraszeni tubylcy pod Monachium budują mur wyższy niż berliński, oraz tak ogólnie to śmierć cywilizacji i nie będzie Niemiec pluć nam w brukselską kas(z)ę, to jest i parę innych rzeczy do opowiedzenia.

Więc na zachód od Bawarii jest kraj związkowy zwący się Badenia-Wirtembergia (to łatwo zapamiętać, bo jest tam miasto Baden-Baden, a nie ma miasta Wirtemberg-Wirtemberg), malutki, a zapchany, 10 milionów ludzi mieszkających w obszarze 1/9 Polski, ojczyzna Daimlera (w tej historii jest to ważne) oraz mający za premiera krajowego człowieka, który jest Zielony, ale my lepiej wiemy, że jeśli Winfried Kretschmann kiedyś był komunistą, to jest na zawsze komuchem i kropka. A jeśli rządzi w koalicji z Angelą Merkel z CDU, to czarna kropka, a raczej czarna plama i na niej i my z takimi ludźmi nie rozmawiamy, chyba że przy kasie odbierając od nich co roku parę miliardów euro.

I w tym kraju Daimler od roku eksperymentuje z ciężarówkami bez kierowcy, a teraz jego szef stojąc tuż przy tym premierze-komuchu ogłosił, że planem firmy jest nie wypuszczanie już od roku 2030 żadnych samochodów spalinowych.

Oczywiście tych 45 milionów samochodów krążących po Niemczech (plus przyjezdne) nie przerobią się na elektryczne i trochę to potrwa, nim spaliny znikną stamtąd, ale jest nadzieja, że oni dostaną od nas za swoje. Bo polska gospodarka idzie postępowo do tyłu, ku używaniu węgla (zresztą kto wie czy za Kaczyńskim i Trump nie wpadnie na ten piękny pomysł) i jak im zawieje wiatr ze Wschodu, to poczują co to jest Polski Węgiel w samochodach. I Polski Gaz. Chociaż coś się łupnęło z łupkami i może nasz Polski Gaz będzie z Izraela, ale tak czy inaczej my im pokażemy.

Ale znając ich przewrotność, przypuszczalnie wyeksportują wszystkie stare samochody spalinowe do Gwinei Bissau, Mołdawii oraz Polski. I będziemy jeździli Mercedesami.

Reklamy

13 thoughts on “Skąd wieją dobre wiatry?

  1. Niemcy wprowadzają w swoich landach nowe technologie. Fakt. Niemcy mają problem z uchodźcami. Fakt. Oba fakty powinny być obecne w przestrzeni medialnej. Nie do końca są, bo jeden nurt jakoś pomija kwestie problemów z uchodźcami. A przez to pomijanie traci powolutku czytelnika i wpływ na społeczeństwo, a ten, który o tym pisze wprost, stopniowo zyskuje.

    Mamy czasy globalne i nie pisanie o czymś nie spowoduje braku informacji w społeczeństwie. To nawet za komunizmu nie przeszło, a co dopiero dziś. A nowe technologie z całego serca popieram.

    Pozdrawiam V.

  2. Witaj. Masz rację, że wybór przekonań (o ile mamy ten wybór, ale niech neurofizjologia to rozważa, a ja poczekam) mocno wpływa na wybór przedkładanych informacji. Ale czy dostępność informacji z alternatywnych źródeł naprawia stan rzeczy? Nie tylko wierni z sekty smoleńskiej chodzą tu po głowie, rózne odmiany antyszczepionkowców lub negujących wizytę Armstronga na Księżycu też

  3. Żyjemy w czasach nadmiaru informacji. Konieczność ich filtrowania powoduje, że otorbiamy się bańkami informacyjnymi, z żadną, a w każdym bądź razie bardzo małą ekspozycją na inne bańki.

    Zanika, albo już zanikł tzw. mainstream, czyli to, co każdy czyta/słucha/ogląda, bez względu na to, do której bańki należy. Mainstream miał wpływ moderujący i tonizujący, był czymś w rodzaju poręczy: można było iść po jej prawej stronie, albo po lewej, ale jednak w zasięgu uchwytu.

    Rozwój internetu spowodował, że świat stał się globalnym Hyde Parkiem. Ludziom kurczy się dramatycznie attention span; jeśli nie potrafisz przedstawić swojego punktu w dwadzieścia sekund, najlepiej w formie filmiku na jutubie, porzuć złudzenia, że ktokolwiek cię wysłucha i zrozumie.

  4. Ale już w chyba w ejtisach na zachodzie pisano o zaniku generała publicznego. Zanim internety były. Nie potrafię na szybko znaleźć. Zakładam, że generał publiczny to był właśnie mejnstream.

  5. To ja jeszcze zacytuję – surprise, surprise! – Dorotę Masłowską (piszącą o ‚Big Brotherze’ – to był bodaj rok 2001, a od tego czasu tylko się pogorszyło: jesteśmy przywiązani do idei przekazu mądrzejszego od widza, dydaktycznego, misyjnego; przynoszącego salon pod strzechy. Obecnie pod strzechy zanosi się inne strzechy.

  6. Osobiście nie mam problemu z nadmiarem informacji, bardziej z tym że tak trudno jest poddać weryfikacji nawet największe brednie.

  7. Z największymi może być łatwiej, bo jak ja nie zauważę, to ktoś ze znajomych wspomni: „a widziałeś tę gigantyczną bzdurę?” (o, na przykład banialuki, które Jacek Koronacki zamieścił w Rp pod tytułem „Upadek amerykańskiej elity”), ale gorzej jest z bredniami małymi, które tworzą złogi umysłowe i człowiek nawet nie wie kiedy i jak takie coś trafiło do głowy.

  8. możliwe, sam chyba mam jakieś złogi bo jak w tekście znajdę słowo ‚dzietność’, ‚elity’ czy ‚suweren’ to coś się włącza co nie pozwala doczytać do końca

  9. Śmieszność na jego pustą głowę, ale konsekwencje w postaci przegranych milionów euro (a kto robi interesy z półgłówkami?) będą uspołecznione.

    Może powinien zatrudnić w ministerstwie fryzjera? Niegdyś oni bywali dobrze poinformowani.

  10. @venturi
    „Niemcy wprowadzają w swoich landach nowe technologie. Fakt. Niemcy mają problem z uchodźcami. Fakt. Oba fakty powinny być obecne w przestrzeni medialnej. Nie do końca są, bo jeden nurt jakoś pomija kwestie problemów z uchodźcami.”

    No więc zdecydowanie NIE.

    Niegdyś (jakieś 30 lat temu) zastanawiał mnie w Niemczech fenomen polegający na tym, że im problem był geograficznie odleglejszy tym zaangażowanie w uwypuklenie jego doniosłości było intensywniejsze i żarliwsze. Przypadłość ta dotyczyła (przeważnie) lewej strony sceny politycznej. Krzywda wieśniaka w Panamie przerastała i przysłaniała problemy rolnika „za rogiem”. Bezrobocie wśród hutników w Pittsburgu, Pens. było większą tragedią niż bezrobocie hutnika z zagłębia Ruhry. Zagłada amazońskiej dżungli przyprawiała o bezsenne noce nauczyciela z Dortmundu lub studenta z Bonn. Interwencja „zbrodniczej imperialistycznej kliki” na maleńkiej Granadzie wypędzała na ulice protestujące masy maszerujące w gigantycznych manifach przeciw niegodziwości tego świata.
    To samo, albo więcej w Afganistanie nie obchodziło „psa z nogą”. No bo komu to niby miało służyć.

    Przypominam sobie te aberracje gdy słyszę obecnie polskie zatroskane głosy na temat problemu uchodźczego w Niemczech. W domu w którym mieszkam dwa mieszkania należące do gminy zajęte są przez uchodźców z Syrii. Otoczeni są opieką, zapraszani, wspomagani. Sąsiedzi pomagają im się uczyć nowego języka. Gotują wspólnie, przychodzą, dowiadują się jak pomóc.
    W Polsce, Pierdziszewie Dolnym w Sraczyńskim powiecie ludzie są przerażeni uchodźcami w Niemczech. I mówią im stanowcze NIE.

  11. Ach, telemachu, niedawno odpoczywałem na Cyprze. Mój (a w zasadzie nasz wspólny) Przyjaciel, żyjący od dziesięcioleci w Nowym Świecie, mądry i światły człowiek, dopytywał się z autentyczną troską, czy nie potykam się o uchodźców, i czy owi nie stanowią utrudnień w życiu codziennym tubylców i turystów.

  12. I jeszcze, dla zilustrowania tezy telemacha („im problem był geograficznie odleglejszy, tym zaangażowanie w uwypuklenie jego doniosłości było intensywniejsze i żarliwsze”) fragment tekstu Jacka Kleyffa:
    W telewizji czterej znawcy od nawozów i od świata
    orzekają, co się zdarzy w Gwatemali za trzy lata:
    masy pracujące stracą gdy realna płaca spadnie;
    Gwatemala nie dostrzega iż elita władzy kradnie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s