Po co to kierowcy?

Kiedy bezmyślność, taka programowa, nadęta dumą z siebie samej, najlepiej jest dostrzegalna? Wiadomo, wielkie sieci TV, ociekające fałszem twarze polityków, natchnione postacie urzędników Panów Bogów, wyjaśniających szczęście i nieszczęście dobrą wolą ich zwierzchników, energiczne miny menedżerów handlowych, każdym gestem obiecujących lepsze życie po zakupieniu ich produktów – tu na ogół jesteśmy przygotowani na bełkot, a jeśli go łykamy, to z upodobania. Ale utytułowani intelektualiści, wyrażający w szanowanych pismach poglądy, które da się zrozumieć i zaaprobować, tu chyba nie ma ściemy, prawda?

Andrew Hacker, profesor nauk politycznych, od lat jest na emeryturze, ale coraz intensywniej wyraża swoje poglądy o nauczaniu. Zdołał przebić się przez tłum ambitnych ludzi o oryginalnych poglądach w roku 2012 gdy New York Times opublikował jego apel obarczony pytajnikiem „Is Algebra Necessary?” („Czy algebra jest konieczna?”) i człowiek popłynął… W zeszłym roku była już książka wypełniona tym duchem „The Math Myth: And Other STEM Delusions” (STEM to skrót od science + technology + engineering + mathematics) i tyle było go słychać, że w maju wymógł dla siebie dyskusję publiczną, gdzie matematyki bronił James Tanton (jest sporo jego filmików matematycznych na YT), a debatą sterował John Ewing, kiedyś szef AMS a obecnie kierujący organizacją „Math for America”.

Znany i mądry matematyk i publicysta Keith Devlin zgrabnie poradził sobie jeszcze przed tą publiczną dyskusją z atakami Hackera (najkrócej mówiąc, wyjaśnia, że nie zawsze Hacker wie o czym mówi, a gdy nawet wie, to obarcza winą matematykę a nie mierne obyczaje utrzymywane w szkołach w Stanach przez środowiska, którym dobrze jest gdy jest źle) i na lekturze tego eseju można by się zatrzymać i o żadnej publicznej debacie nie słuchać, ale skoro już taka debata była, powtórzę jaki był decydujący cios Hackera wymierzony matematyce. Otóż rzucił licznej publiczności proste jak pałka pytanie: „why do UPS drivers need to know Pythagorean triples?

Mógłbym wzruszyć ramionami w sposób niezauważalny dla czytelnika mego bloga i nie wspomnieć nawet o tym żenującym incydencie, ale jak moja mądra znajoma kiedyś zauważyła, nawet oczywiste rzeczy trzeba czasami powtarzać, na przykład „dzień dobry” albo „dziękuję”.

Więc, przy największym nawet szacunku dla dostarczającej przesyłki firmy UPS i dla jej ponad 440 tysięcy pracowników, zacznę od tego, że godne miano „kierowcy UPS” opisuje zajęcie, a nie charakter czy los człowieka. I owszem, były różne społeczności i różne okresy gdy zawód był dziedziczny, nieodmienny i niezmywalny, ale nie jesteśmy w rozkładającym się Cesarstwie Rzymskim ani w jakimś średniowiecznym księstwie, i nie sądzę, by pan profesor Hacker miał odwagę wzmocnić swoją tezę, że w tysiącach możliwych zajęć byłemu kierowcy od przesyłek pocztowych zawsze i wszędzie rozumienie tego, co stało już w „Elementach” Euklidesa, będzie zbędne.

No i jak już się czepiać, to czemu właśnie tych pitagorejskich trójek, które od wieków przyciągały uwagę zaciekawionej młodzieży nie mniej intensywnie niż np. dziś teorie o podziemnych pociągach ze skarbami – czemu nie zażądać eliminacji trudnego cyklu Krebsa, schematów chemicznych na cząstkę alkoholu etylowego (i w ogóle czemu młodzież ma odróżniać etylowy od metylowego) albo tego absurdalnego rozdzielania liter na spółgłoski i samogłoski.

Chyba nie uniknę powiedzenia tu czemu byłbym skłonny bronić choćby tych zabawnych zależności takich jak 28²+45²=53² – a chętniej jeszcze pokazania jak montuje się fabryczkę do produkcji takich zależności – i kto mnie czyta od dłuższego czasu, zapewne pamięta, że obruszałem się nieraz na sugestie (tak częstko spotykane w klasycznych dziełach i w plotkach u fryzjera), że przeprowadzanie geometrycznych dowodów rozwija zdolność logicznego myślenia, ogólną kulturę oraz erotyczny urok. Tu chodzi w zasadzie o coś innego, choć właśnie o to samo (albo prawie o to samo).

Pamiętam o rozlicznych zaletach wspólnie aprobowanej podstawy dydaktycznej, wszyscy razem śpiewamy kto ty jesteś polak mały oraz kolędy oraz sławimy Neapol, w którym nie byliśmy i tyle mamy wspólnie niesionego bagażu, który nas tym bardziej łączy im mniej chcemy się go pozbywać. Ale tym razem o co innego mi chodzi.

Prawie wszystkie uwagi, które mamy za ciekawe, są zlepione z paru kawałków. Te pozlepiane kawałki nazywamy rozumowaniami i dziś już dobrze wiemy, że nawet ptaszki i myszki to umieją lepić. Ale na ogół przez eksperymenty fizyczne. I wygląda na to (choć jak tu mieć pewność?), że eksperymenty myślowe to nasza specjalność. I im dłuższy łańcuch takich polepionych urywków, tym bardziej zaskakujące, przyjemne – a często i przydatne – są ich konsekwencje. A na jakimś materiale trzeba tę zdolność hipotetycznego myślenia ćwiczyć. Jakby było coś, to tamto, a z tamtego owamto, i wtedy chyba siamto.

Fascynacja alternatywnymi przebiegami zdarzeń to właśnie wyraz uznania dla tych ciągów rozumowań. Ale jakiego materiału używać? Historia to grząski teren, jeszcze ktoś sobie wyobrazi, że Mieszko zamiast Dobrawkę wziął sobie za żonę Chazarkę Sarę – i kłopot, ksiądz się zaperzy, dyrektorka matkę zawoła. Lepienie świata z dziwnych zwierząt mających kółka z łożyskami – znowu obraza boska. W Biblii takich zwierząt nie ma. Więc… tak, już mnie rozumiesz. Matematyka jako poligon harców wyobraźni nie jest groźna, tu nic nie wybuchnie i nie zamieni się w awanturę. To chyba dlatego na niej przez wieki ćwiczono produkcję ciągów myślowych. A bez tych ciągów to będzie jak w serialu telewizyjnym, gdzie wczorajsza blondynka kochała Marka a dziś jest ruda i prawie już wychodzi za Józka, ale to ta sama dziewczyna.

Czyli: zabawa matematyką to nie konieczność dziejowa, a fajna plastelina. Jak ktoś jest ambitny, może przeskoczyć etap plasteliny i od razu budować mosty, ale (jako matematyk i ewentualny użytkownik mostów) odradzam.

Reklamy

10 thoughts on “Po co to kierowcy?

  1. Ja bym w kontrze do takich zarzutów przez analogię zapytał, po co przeciętnemu managerowi siedzącemu przez cały dzień na zebraniach jakieś bieganie na bieżni, kręcenie rowerkiem albo wyciskanie sztangi na przyrządach. Przecież szybciej niż bieganiem kierowca go dowiezie, manager nie musi podnosić nic cięższego niż jego notebook, a rowerek to w ogóle jakaś perwersja. Więc ci managerowie jacyś durni są, że płacą spore pieniądze za siłownię, przecież to do niczego nie potrzebne.

  2. @cmos
    Ale brak tu klasizmu… czy jak to zwać.

    Na co managerowi fizyka, nie dość, że nie pojmie, to jeszcze nie użyje. Albo biologia. Lub jakaś psychologia (wiem, nie nauka, ale mi pasuje do narracji) i nie zrozumie co to empatia, której pozbawieni bywają psychopaci…

  3. Nic nowego. Już wierchuszka Tysiącletniej Rzeszy wychodziła z założenia, że w przyszłości ludom w krajach podbitych potrzebna będzie znajomość co najwyżej alfabetu (żeby móc się podpisać i ewentualnie przeczytać Bekanntmachung) oraz tabliczki mnożenia (żeby móc przeliczyć te parę groszy). Po co mu jeszcze jakieś Pitagorasy?

    Ale spokojnie – skoro już niedługo w podstawie programowej zabraknie Einsteina na fizyce (relatywizm, panie), „Bolka” na historii (podejrzana postać) i Teorii Ewolucji na biologii (to tylko pogląd), to czemu by nie zastąpić matematyki paroma dodatkowymi godzinami katechezy? http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21240656,szczepionki-gender-gmo-ewolucja-dobra-zmiana-w-polskiej.html

  4. znowu_ja – obrazek w tym artykule ujawniony przeraża i skłania mnie do delikatnego pytania: to po kiego fiuta wysyłać obecnie dziecko do szkoły? Jedyne odpowiedzialne działanie rodziców to przenieść się do Niemiec i tam zapisać dziatwę do szkoły.

    Że wyrzucają Wałęsę i Gombrowicza to pół biedy, i tak dziecko gdzieś i tych panach usłyszy, ale zataić przed nim projekt genomu … Następnym logicznym krokiem będzie usunięcie informacji o lądowaniach na Księżycu.

  5. Jeśli miało by to wszystkim życie poprawić to czemu nie? Czy Pitagoras mniej się cieszył ze swojej geometrii niż dzisiejsi fizycy z bozonu Higgsa? Tylko trudno wytłumaczyć dlaczego akurat ktoś kto całe życie poświęcił na karierę naukową innym chce tej możliwości odmówić

  6. Temat nie wciągnął mnie aż tak bardzo bym wyszperał informacje o „karierze naukowej” tego pana poprzedzającej jego wzruszający apel z 2012 roku, ale jeśli chodzi o jego niechęć do trójek pitagorejskich, czy on naprawdę nigdy nie słyszał, że one mają już około 4 tysięcy lat? Inaczej mówiąc, czy chodzi o maniaka czy o ignoranta.

  7. Powiedzmy że chodziło o karierę uniwersytecką, naukowej też nie zamierzam badać
    Uczyć innych próbowałem tylko amatorsko, jako korepetytor, i myślę że jest pewna grupa ludzi którzy nic ciekawego w trójkach pitagorejskich nie widzą i tylko się irytują gdy muszą o tym myśleć. Czy to ignorancja czy po prostu brak predyspozycji? No może też kiepski nauczyciel..

  8. W chwili ożenku Mieszka państwu Chazarów zostało już tylko kilka lat istnienia (do końca lat 60tych zostało rozbite przez Ruś), więc pewnie księżniczka Sara szybko została by zdegradowana do nałożnicy albo zgoła odesłana do rodziny, a Doubravka i tak zajęłaby jej miejsce 😉

  9. Nie widzę problemu w braku przyjaźni dla tego czy innego tematu, nawet jeśli był on (zapożyczając się u Vachela Lindsaya) „cutting through the history with a golden track”. Czy w braku zainteresowania nim. Ale wybieranie sobie takiego zjawiska na sztandarowego wroga (z niezbyt jasno przedstawionych przyczyn) to spora bezmyślność.

    A co do księżniczki Sary, może książę Mieszko by uratował Chazarów? I bylibyśmy przedmurzem, zachodnią granicą prawdziwej azjatyckiej wiary?

  10. Nie widziałem tam też propozycji na co wykorzystać ten czas zaoszczędzony dzięki rezygnacji z nauki algebry..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s