Fiziu-Miziu wszystkich krajów, łączcie się

Sekcja smoleńska to barwny, ale nieduży oddział globalnego szpitala dla alternatywnie myślących. I nie rozrośnie się, bo dziennikarze irańscy nie znajdą w katastrofie śladów działania rządu Izraela. W tę stronę mógłby skierować ich Jarosław K., ale tyle energii włożył kiedyś w wiązanie Donalda Tuska z Wehrmachtem, że przekierowanie go do Mossadu było by prawie niewykonalne. A bez pomocy islamskich popaprańców taka teza nie chwyci. W dodatku, u nas bije się Arabów i wrzeszczy „jebać islam”, więc trudno zmontować neo-smoleńską międzynarodówkę.

Za to strzelaniny w szkołach w USA to samograj dla Iranu. Od razu odkrywają powiązania izraelskie i podają na talerzu gotowe wyjaśnienia o motywacjach. I tu są jakieś pozory rozumowań, ale żadnych rozumowań nie trzeba zawodowym specom od negacji wszystkiego, co oficjalne.

Dwie postacie warto przypomnieć, bo u jednego przyklejenie się do Trumpa, a u drugiego pieniactwo nasuwają obawy, że są w doskonałej symbiozie z demokratycznymi instytucjami. Obaj panowie daleko pojechali używając relacji o masakrze w szkole Sandy Hook. Dla przypomnienia: 14 grudnia 2012 Adam Lanza uzbrojony jak pluton wojska wchodzi do szkoły w Newtown, Connecticut, w ciągu 5 minut zabija 7 nauczycieli i 20 małych dzieci, po czym popełnia samobójstwo. Policja w jego domu znajduje jego zastrzeloną matkę (która od lat wpajała mu zainteresowanie bronią) oraz zniszczony twardy dysk jego komputera. Mimo tego śledztwo wykazuje, że od lat śledził z zainteresowaniem wszelkie wieści o masowych zabójstwach w szkołach.

„Jest jednym z wielu krytycznych myślicieli wewnątrz akademii i w wyniku przedstawiania wiadomości, które mogły wzbudzić pewien poznawczy rozdźwięk (some cognitive dissonance), został dla przykładu wybrany [w domyśle – na ofiarę, uwaga andsola] za swoje energiczne działania”.

Tak mówią sympatyzujący ludzie o doktorze nauk o komunikacji, profesorze Florida Atlantic University, który mając stabilny etat (tenure) został zwolniony z pracy. A imię jego to James Frederick Tracy.

Omawianie teorii konspiracyjnych było jego pracą, a wymyślanie ich – jego przyjemnością. Zaprzeczał już prawdziwości doniesień o uprzednich strzelaninach w szkołach, i upierał się, że późniejszy wybuch w czasie bostońskiego maratonu był zorganizowany przez rząd Stanów Zjednoczonych. Tym razem twierdząc, że żadnych morderstw w szkole nie było, domagał się od rodziców jednego z zabitych dzieci, by przysłali mu dowody, że dziecko w ogóle istniało, że oni w istocie byli rodzicami dziecka i że oni są prawnymi właścicielami zdjęć, które mieli wysłać. Więc oni zwrócili się do uniwersytetu, by coś zrobili z tym doktorem (piszę bez cudzysłowów, amerykański tytuł PhD był nadany w 2002 przez rzeczywiście istniejący uniwersytet w stanie Iowa) ale Florida Atlantic University miał trudności z pozbyciem się gościa.

Rozumiem ten problem dzięki znajomości brazylijskich uniwersytetów, które oprócz wykładowców zatrudniały też panie od zaparzania kawy. Gdyby taka pracowniczka systematycznie robiła złą kawę, zapewne można by było zwolnić ją z pracy. Ale nigdy nie słyszałem o zwolnieniu wykładowcy (który już miał stabilny etat) tylko z powodu takiego drobiazgu, że na wykładach opowiada brednie.

No więc udało się wywalić go „kuchennymi drzwiami”: nie informował pracodawcy, że miał inne źródła dochodu (a miał bodaj z bloga i z audycji radiowej). I teraz ten doktor-niewiniątko domaga się w sądach przywrócenia mu uniwersyteckiej pozycji. Rzecz jasna, jest dla podobnych jemu dowodem na tłumienie przez rząd wolności słowa.

Alex Jones, drugi „bohater” opowieści, to kotwica programu radiowego i filmowiec. Gada bzdury, a ściślej mówiąc wrzeszczy bzdury, a że głębią przypomina takich myślicieli jak Janusz Korwin-Mikke, Max Kolanko czy Wojciech Cejrowski, nie powinno dziwić, że uzbierał sobie wielkie grono półgłówków potwierdzających: „dobrze gada”. Gwiazda jego rozbłysła po półgodzinnym wywiadzie, który w 2015 roku udzielił Donaldowi Trumpowi. Od tego czasu owi panowie mówią wzajemnie o sobie bardzo ciepło i jest bardzo niesprawiedliwe, że tyle zasług oddaje się jakimś macedońskim młodzikom i rosyjskim trollom, ale nie podkreśla się, że to on poprowadził do Trumpa rzesze trumpo-inteligentnych Amerykanów.

Ostatnio ostro był atakowany za to gadanie, że nie było wcale morderstw w szkole Sandy Hook, więc zmienił ton i twierdzi, że wcale nie mówił tego, tylko on ma pewne pytania, bo jest dużo niejasności – i kto by chciał posłuchać jak brzmi po angielsku „pleść jak Piekarski na mękach”, ma ma tutaj tego całe 20 minut.

Nie on pierwszy odkrył, że w muzyce ważniejsza niż libretto jest melodia, a głos ma dobry – i sprawnie przechodzi od wrzasków do niby inteligentnie wysławianych wątpliwości, więc skoro twierdzi on, że niczemu nie zaprzecza, a tylko ma pytania, bo są wątpliwości, to dodam parę słów na temat pytań.

Parę razy na moim blogu przytaczałem zwrot powszechnie cytowany na wrocławskim Uniwersytecie (zresztą im. B.Bieruta, a nie Jana Pawła II czy J. Kaczyńskiego), że nie ma głupich pytań, bywają tylko głupie odpowiedzi. Przypuszczam, że porzekadło pojawiło się w XVII wieku w Królewskiej Akademii Nauk, w której kompetencje, rzetelność intelektualna i dobra wola były niepodważalne. Przynajmniej przez pewien okres. Ale dziś za pytanie uchodzi każdy dziennikarski wymysł, podany w trybie oskarżającym i oprawiony w klamry „mam takie pytanie … i co pan(i) na to odpowie?”

Całe pokolenia dziennikarzy, przymuszanych do seryjnej produkcji sensacji, przyczyniły się do zrównania pytań z bełkotem. I nie wiem kto potrafi to odbełtać. Na pewno nie ja, ale też nie mnie wzywają do studia typy nie znający różnicy między przedkładaniem przekonań a okładaniem się błotem. Więc to nie moje zmartwienie i nie moja rozrywka, bo nie mam telewizora.

PS. WordPress powiadamia mnie, że to mój setny wpis na tej platformie. Chodzi o liczbę 100, a nie o jakość. Przyjmuję gratulacje za znaczne opanowanie gadulstwa w porównaniu z okresem pisania na Bloksie – wtedy nie szedłem w setki, a w tysiące.

Advertisements

11 thoughts on “Fiziu-Miziu wszystkich krajów, łączcie się

  1. Losy niepokornych profesorów od puszek i parówek też należało by zbadać, nie jest przypadkowe to że nijak nie mogą zrobić kariery.

  2. No i ciekawie się zrobiło. Wchodzę na WordPress a on mi mówi, że nie mam witryny i mogę sobie ją stworzyć. Zobaczymy czy mu to przejdzie czy też będę wygnany z tego raju.

  3. Myślałem, że im się coś pokićkało z hasłem, zrobiłem nowe, ale ta sama wieść: You don’t have any WordPress sites yet. Would you like to start one? No cóż, kopanie się z koniem jest niewskazane, albo koń będzie smutny, albo ja. Może to znak z nieba (lub piekła), że czas zostawić na boku blogowanie i zająć się czymś poważnym, jak na przykład robienie pieniędzy?

  4. Już to kiedyś napisałem, ale powtórzę: nic nowego pod słońcem! Już w czasach głęboko przedmedialnych i zdecydowanie przedinternetowych bzdury miały się świetnie. Brednie i teorie spiskowe zawsze znajdowały posłuch wśród żądnej krwi, seksu i sensacji gawiedzi – bo można było na tym zarabiać, bo podsuwanie wroga bywało czasem korzystne politycznie, bo można było rzucić tłumowi jakąś ofiarę na pożarcie. Pół biedy, gdy (jak dziś) ludowych podnieceń dostarcza dziś „Fakt” i „Pudelek” (gazetki i portale plotkarskie, zajęte głównie celebrytozą, jeziorem wódki pod Wąchockiem, względnie opisujące perypetie „pani Krystynie z Chorzowa l. 62, którą zaatakował czajnik”). Gorzej, gdy nawiedzeni maniacy (lub rzutcy biznesmeni) dla zysku lub sławy sprzedają swoje historyjki o UFO i zabójczych szczepieniach. Jeszcze gorzej, jeśli łapę do szamba dezinformacji i ludowych legend wkładają łapy internetowi macherzy z Petersburga. Najgorzej, gdy pozbawieni skrupułów fachowcy sączą jad przez swoje „Der Sturmery”. To tu własnie bym się doszukiwał fenomenu Trumpa. To tu tkwi klucz do zrozumienia sekty smoleńskiej. Czy to nie Żydzi toczyli macę z krwi porwanych dzieci, czy to nie czarownice odpowiedzialne były za pomór bydła, czy to nie agenci imperializmu sypali sproszkowane szkło do masła, żeby – podstępnie mordując ludność – sabotować produkcję jakże ważnego kołchozu „Słoneczne Jutro” w obwodzie Czelabińskim? Ciemny lud kupuje takie rewelacje w ciemno.

    Ostatnio jakiś prowadzący „obywatelskie śledztwo” pan wtargnął uzbrojony do pizzerii, ponieważ był pewien, że Hillary Clinton i jej satanistyczna ekipa urządzała tam pedofilskie orgie (były „sprawdzone newsy” w internetach) – to zdarzenie jak w soczewce ukazuje aktywność mózgową uogólnionego elektoratu Trumpa.

    Ja tam nie wiem, panie, może i te wiedźmy latające na miotłach nie powodują, że mleko kwaśnie, ale skoro ludzie gadają, to pewnie coś jest na rzeczy? A ta pani Jadzia, panie, to coś ostatnio dziwnie pod nosem mamrocze i podejrzanie spode łba łypie…

  5. znowu_ja, ani mi w głowie wątpić w istnienie wiedźm i wiedźmów, bo — za przeproszeniem — jak kliknąłem w powiadomienie o Twoim komentarzu, to okazało się, że blog andsola istnieje, że ja czyli andsol mogę tam wchodzić i mam uprawnienia administratora. Więc bardzo Cię proszę, działaj nadal ale życzliwie dla mnie.

  6. @andsol
    Blog przestał działać, kiedy uwarzyłem kociołek z pleśni, pajęczyn, psiego sadła i sierści kota, a następnie oplułem mieszanką monitor, bluzgając przy tym najgorsze przekleństwa w języku starocerkiewno-słowiańskim. Widocznie zaklęcie straciło już swą moc.

    Wracając do rewelacji na temat zboczeń Clintonówny: właśnie zdałem sobie sprawę, że te historyjki o pedofilskim sado-maso w Białym Domu, zboczonych elitach i satanistycznych orgiach w Waszyngtonie to żaden news; słyszałem je już lata temu (w bardzo podobnej wersji i, tak tak, z niezawodną Hillary Clinton w roli głównej) od autentycznie oburzonego tym „faktem” znajomego ze Stanów – skoro tak, to opisana tu bajeczka nie została wymyślona w żadnym Skopje ani Petersburgu na potrzeby ostatnich wyborów, tylko musiała długo krążyć wśród amerykańskiej gawiedzi. Na marginesie: ów znajomy jest zamieszkałym w Stanach Polakiem, który wierzy również w: NWO, chemtrails (chyba?), zamach smoleński, „kontrolę umysłów”, żydowski spisek medialny, jest też fanem Davida Icke’a i nienawidzi klechów, ale popiera PiS – wszystkie te puzzle jakoś ładnie się ze sobą łączą i dają obrazek typowego polonusa ze ściany wschodniej. Może to wpływ Fox News?

  7. A ja z opoznieniem odszukalem p. Tracy. Klikniecie linki prowadzacej do jego blogu (Memory Hole) powoduje natychmiastowy alarm Kaspersky’ego, ze sajt zarazony jest jakims trojanem. Wiec nawet nie moglem wyrobic sobie wlasnego zdania. Jak myslicie: to tez efekt jakichs wiedzm?

    A w ogole, sprawa obila mi sie rok temu o uszy, bo owze jegomosc i ja funkcjonujemy, czy raczej funkcjonowalismy w tym samym zwiazku zawodowym UFF (United Faculty of Florida). I pamietam, ze zwiazek mial niemaly dylemat: bronic teniurowanego profesora przed dymisja, czy odpuscic. Nie znam zakonczenia sprawy, ale chyba go nie przywrocono do pracy.

  8. Mam wrażenie, że jeszcze nie ma zakończenia, więc kto wie, może jego sława (i zwycięstwo demokracji jak i wolności słowa) ogrzeje Wasz związek zawodowy.

    O moim (oj, moim, moim, ale co ja mam zrobić, wypisać się i jak ta sierotka Marysia czekać aż jakaś Konopnicka nad moją niedolą się pochyli?) związku zawodowym mogę powiedzieć, że stanął jak jeden mąż, a raczej jak jeden przygłup, za pewnym kolegą z fizyki, który na szczęście często nie przychodził na wykłady, bo był pijany w sztok, a jak już przychodził, to gadał jak gdyby był pijany, bo w istocie był. Więc uniwersytet postanowił radzić sobie bez niego i bez płacenia mu. A on poszedł do sądu (z poparciem związkowego adwokata) i dowodzili, że to prześladowanie rządowe, bo on był komunistą. A on nie dość, że był czynnym alkoholikiem to był też czynnym komunistą. I chyba działał w jakichś akcjach zbierania ołówków na biedne dzieci z Wietnamu a może z Kuby. I sąd się wzruszył i do pracy go przywrócił i nadal on działa pedagogicznie, ale nie widziałem go od dawna, więc nie wiem jak to obecnie stoi z jego alkoholizmem i komunizmem.

  9. Wiem, zawsze sie znajda przyklady jak to zwiazki bronily zlej sprawy, albo jakichs absurdow ekonomicznych. I takie wlasnie przyklady spowodowaly, ze tutaj zwiazki upadly tak nisko, ze wydawaloby sie, ze nizej nie moga. Opinia publiczna jest jednoznacznie przeciw nim (*). Nie zmieni to faktu, ze tylko dzieki zwiazkom mamy benefity jakie mamy i maja je rowniez rzesze pracownikow do zwiazkow nie nalezacych. Obowiazkiem kazdego zwiazku jest reprezentowac rowniez tych, ktorzy do niego nie naleza. Nie przypadkiem Republikanie w tym kraju od czasu Reagana i wczesniej tak zawziecie ze zwiazkami walcza.

    (*) Taki maly przyklad: lotnisko w Atlancie latem czyli w sezonie burzowym (codziennie po poludniu gwaltowna burza z piorunami). Godzina sie zgadza, pozne popoludnie, pioruny wala na lewo i na prawo, ulewa taka ze na kilka krokow nic nie widac. Siedzimy w samolocie gotowi do odlotu, ale kapitan sie odzywa, ze lotnisko na czas burzy zostalo zamkniete i personel pomocniczy (np. kierujacy ciagnikiem holujacym samolot) musi sie schronic w budynku, wiec bedzie opoznienie. Jakas para tubylcow siedzaca obok mnie parska: „Zwiazki zawodowe!”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s