Kiedyś było łatwiej

Kiedyś to, co było, chowano i zapominano. Duszono wspomnienia i refleksje i tylko spojrzenie starszych osób przekazywało niepokojące odczucie, że jest tu coś bardzo dziwnego. Ale przeszłość wydawała się coraz bardziej przeszłością i jej chropowatość wygładzały deszcze, wiatry, słońce oraz głęboka wiara, że jest dobrze a będzie jeszcze lepiej, bo jesteśmy jacyś tacy inni, a choć okrutnie przez historię i sąsiadów doświadczani to jednak godni sympatii i szacunku.

A potem pojawiły się książki. Wspomnienia. Opisy. Coraz ich więcej. Robiło się gęsto od nazwisk autorów. Jan Grabowski. Henryk Grynberg. Janina Bauman. Anna Kłys. Henryk Schönker. Jan Tomasz Gross. Monika Sznajderman. Barbara Engelking. Wioletta Weiss. I tyle innych relacji i świadectw, rozsianych po internecie w różnych językach. A wszystkie mówiące: jedni pomagali, inni mordowali, a najwięcej było tych niewinnych, co wiedzieli, aprobowali „rozwiązanie” ale sami przecież nie brali udziału w mordach. No, co najwyżej wynosili sobie kołdrę, bieliznę, cokolwiek, co znaleźli w domach. Tych, w których właśnie nie było mieszkańców. Od paru godzin.

Trzeba z tym żyć. Z wiedzą, że w tylu rodzin są wnukowie czy prawnukowie ludzi uwikłanych w to. Fizycznie i psychicznie. Tak, to nie my zaczęliśmy, to oni. I u nich też wnukowie wiedzą o swoich dziadkach.

Ale… taki Baldur von Schirach, zbrodniarz, odsiedział 20 lat w Spandau – ale wśród jego wnuków jest trójka pisarzy dużej klasy, podnoszących w swoim społeczeństwie problemy moralne, tworzących dzięki swoim talentom nowy, nieco lepszy świat. Mam sporą trudność z odszukaniem podobnego przykładu u nas, gdy potomek tych niewątpliwie winnych współtworzy nową moralność i wrażliwość na zachowane w zakamarkach zło. U nas jest inaczej, my mamy płaszcz Matki Boskiej okrywający prątki nienawiści, mamy arcybiskupów, ministrów, posłów i profesorów rozsiewających potworne rasistowskie brednie, mamy wielki narodowy wysiłek, by zło zachowało się w kołtunach w imię tradycji.

Coraz bogatsza społeczność, nieskłonna do spojrzenia z powagą na swoją przeszłość. A ona rośnie i rośnie i wcale nie zdaje się już przeszłością.

Reklamy

6 thoughts on “Kiedyś było łatwiej

  1. Możemy się tylko pocieszać, że nie jesteśmy sami – ciężka powojenna amnezja to choroba prawie całej Europy: Chorwacja, Ukraina, Łotwa, Słowacja, Węgry… Także Austria, Francja (tabu kolaboracji). A nawet Niemcy – dopiero w późnych latach 60-tych zaczęto wyciągać trupy z szaf; za Adenauera zbyt dobra pamięć raczej nie była w cenie, a oskarżanie nobliwych sąsiadów, pana Gunthera z Hamburga czy pana Klausa z Wiednia, o to, że byli gorliwymi szychami w NSDAP lub służyli w SS, było bezczelnym, lewackim jątrzeniem. Iluż miłych dziadziusiów spokojnie umarło w swoich łóżkach, nie niepokojonych przesadnie przez powojenne sądy i prokuraturę (powszechnie szanowany polityk i prawnik Heinz Reinefarth zmarł w 1979, nigdy nie ponosząc odpowiedzialności za swoje zbrodnie).

    Owszem, na Węgrzech, w Rumunii czy w byłej Jugosławii – i ogólnie w krajach komunistycznych – tuż po wojnie krwawo polowano na zdrajców i kolaborantów, ale spróbuj tam dziś powiedzieć coś złego o Miklosu Horthym. W Chorwacji lat 90-tych rehabilitowano Ustaszy, na Ukrainie równie nieprzyjemne postacie, a na Słowacji od ćwierć wieku pojawiają się głosy, że powieszony po wojnie ks. Tiso był męczennikiem za wiarę; zastraszony, biedaczek, a tak w ogóle to o niczym nie wiedział, a nawet jak wiedział, to nie popierał – gdzieżby mógł, osoba duchowna (nawiasem mówiąc: dają do myślenia dyskusje na polskiej wiki: „artykuł przechylony w lewo”, „źródła zmyślone przez komunistów”, „był postacią tragiczną”, „przecież buntownicy powstania słowackiego skierowali gniew przeciw Kościołowi i działaczom prawicy”).

    A na zachodzie „polowanie na czarownice” już parę lat po wojnie stało się ichnią wersją „wody na młyn dla wiadomych sił”. Zresztą nie tylko na zachodzie – w Japonii zbrodnie Armii Cesarza do dziś stanowią temat tabu.

    Kto poradził sobie z takim obciążeniem? Chyba tylko Norwegia, Dania i Holandia uczciwie rozliczyły kolaborantów.

  2. @Mam sporą trudność z odszukaniem podobnego przykładu u nas, gdy potomek tych niewątpliwie winnych współtworzy nową moralność i wrażliwość na zachowane w zakamarkach zło.

    Dziwi mnie, że patrząc (ale chyba w złą stronę) najwidoczniej nie dostrzegasz symetrii i podobnych (do niemieckich) fenomenów i u nas.

    Co Ci mówi taki młody Tyrmand? A Wildstein (ojciec i syn)? Michnik, odkupiający latami winy pokolenia rodziców? Nieomal wszyscy dysydenci mieli przedtem jakiś stalinowski epizod. O zatwardziałym betonie już nie wspomnę. Ich dzieci osunęły się niejednokrotnie w postawy ze znakiem diametralnie przeciwnym. Jak ten obrzydliwy Terlecki, syn niezapomnianego Olgierda Terleckiego. Jak Wildstein, syn żydowskiego, fanatycznego komunisty. Jak Tyrmand syn, na którego widok ojciec najprawdopodobniej dostałby zawału.

    W Niemczech osunięcie wynikało z buntu przeciw biografiom rodziców i dziadków. Z chęci udowodnienia sobie, że można inaczej i że jest się czymś więcej niż tylko synem lub córką swojego ojca.

    U nas najwidoczniej (w wielu wypadkach) też. I też chodzi o radykalne odcięcie się od zła. tyle tylko, że szukają tego zła zupełnie gdzie indziej. Tak że (w sumie) kierunek osunięcia nam się u nas nie podoba. Bo nie może. Nie oznacza to jednak, że go nie ma. Jest. I mechanizmy, jak również motywacje są bardzo podobne.

  3. telemach, nowe pokolenie przeciwstawiające się ideom ojców i matek to zapewne zjawisko powszechne i nieuniknione, ale nie wiem czy używając go można dostrzec symetrię sytuacji niemieckiej i polskiej. Oczywiście ma rację znowu_ja, że powszechna (i w wielu innych krajach) była praktyczna bezkarność, ale chyba tylko u nas nie tyle ją zamazano pastą niepamięci, co dodano patriotycznych perfum.

    Ponadto: czy wyobrażasz sobie w Niemczech księży bełkoczących coś o Żydach, którzy zabili nam Chrystusa? A hasło „Żydzi do gazu” nie przechodzi nawet Pegidzie.

    I jeszcze: wiem, że w Kraju „komunizm” jest traktowany jako równoważnik „zbrodni” (zbyt leniwi są polemiści, by przeczytać w Konstytucji: „Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu” – teoria komunizmu nie jest tam wspomniana), ale porównanie synów różnych prominentów PZPR-u z synami zbrodniarzy nazistowskich naraziłoby teorię symetrii na śmieszność.

    Tak przy okazji, najbardziej surowi sędziowie dnia dzisiejszego oskarżają pro-stalinowski rząd o śmierć (po wyrokach sądowych i bez nich) kilkunastu tysięcy osób – ale nigdy nie zestawiają tej liczby z większą, podliczającą zabójstwa popełnione tak przez wrogów komunizmu jak i zwykłych bandziorów mordujących Żydów. Jeśli więc był bezlitosny terror, to obustronny – czyli prościej mówiąc wojna domowa. A takie ujęcie utrudnia oskarżanie milicji i ubecji, że strzelała i zamykała w więzieniach.

  4. Tak na marginesie Andsolu (bo mam wrażenie, że nie zostałem zrozumiany zgodnie z intencjami): ja nie porównuję zbrodniczego potencjału systemów, a tym bardziej synów dygnitarzy z tu i tam. Mnie zajmują podobieństwa psychologicznych mechanizmów prowadzących „następne pokolenia” w stronę odmienną do tej w którą maszerowali ojcowie lub dziadowie. I tu widzę daleko idące podobieństwa, a nawet pewną symetrię. Zło w głowie syna Hansa Franka (poznałem osobiście, ciekawy człowiek spełniający się od dziesięcioleci w objeżdżaniu szkół i tłumaczeniu uczniom jakim potworem był jego tatuś) jest złem istniejącym w jego głowie. Wynikiem dokonanych wyborów tak samo jak tych wyborów przyczyną.
    Zło w głowie Wildsteina – nader podobnie. Bronek Wu (poznałem osobiście, a jakże) uciekał od niekoniecznie dobrowolnych i autonomicznych wyborów, które wpierw zrobiły z jego ojca bojownika o włączenie sanacyjnego piekła do (K)raju Rad, a potem Żyda, którego trzeba się z Ojczyzny pozbyć, co go w ostateczności zabiło.
    W obu przypadkach (Franka i Wildsteina) mamy do czynienia z ucieczką od układu współrzędnych wyznaczających sens życia pokolenia rodziców. Zwróć uwagę jednak że ani tych życiorysów nie zrównuję, ba, unikam wartościowania. systemów które dostarczyły współrzędnych.

    Bo nie o to wcale chodzi.
    Czy mam rację, czy po prostu się ze mną zgodzisz?

  5. Może tak: przyjmuję do wiadomości, że „nie o to wcale chodzi”, choć zostaje pewien niepokój we tle, że gdy zestawia się parami przypadki, to trudno jest wyraźnie rozgraniczyć do jakiego miejsca ma analogia obowiązywać, a od niego to już wcale nie. Ale opierać się istnieniu podobieństwa „psychologicznych mechanizmów” też nie ma sensu, bo nie mam podpórki w formie jakiejś mocno ideologicznej tezy. Więc może tak: chwilowo zgodzę się z Tobą. A w jakiejś chwili większej jasności umysłowej spróbuję sprawdzić pionki na tym polu i może ujrzę, że masz rację (bo to całkiem często Ci się zdarza, co z uznaniem a bez zazdrości Ci oddam).
  6. Zasadniczo to nie chodzi nawet o rację lecz o uniwersalność pewnych mechanizmów, które, chociaż niezmienne, potrafią zaprowadzić jednostkę lub cały rój w zupełnie odmienne miejsca. jest to dla mnie przerażające – tu wracam do Niklasa Franka i pierwszego wrażenia jakie odniosłem gdy go spotkałem i bliżej poznałem. Człowiek spędził całe życie odprawiając pokutę za bezmiar nieswoich win, przez dziesięciolecia malował sobie z dzikim uporem znamię Kaina na czole i opowiadał o swoim „ojcu ludobójcy” każdemu kto chciał o tym słyszeć lub nie.

    A ja dalej dostrzegałem (z pewnym zawstydzeniem) kogoś jakże niebywale podobnego do swojego ojca. I praktykującego dobro i empatię z takim samym fanatycznym zacietrzewieniem jak jego ojciec praktykował konformizm i ludobójstwo.

    Przeraża mnie niebywała plastyczność naszej kory mózgowej pozwalająca z wszystkiego zrobić wszystko ale w ścisłych ramach tych samych wzorów zachowań. I podejrzenie, że to, czy się staniemy zbrodniarzami, czy świętymi nie tylko jest dziełem przypadku, lecz że dodatkowo pomiędzy tymi dwoma skrajnymi postawami nie ma aż tak wiele znaczących różnic.

    Innymi słowy: do dobra i doskonałości dążymy wszyscy, tylko większość z nas zapomina przedtem zadać kilka istotnych pytań, a plastyczność umysłu dokonuje reszty. Bardzo trudny temat, którego nie potrafię zawrzeć w komentarzu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s