A jednak wyspa

W pierwszych słowach dzisiejszego wpisu składam na ręce pani docent D.B. kondolencje dla wszystkich polskich anglistów związane z wczorajszą katastrofą. Gdy staram się przyrównać ją do tego, co by mogło zdarzyć się matematykowi, wyobrażam sobie jak znienacka topologia oznajmia, że więcej matematyce dała niż od niej dostała i dlatego cmok cmok, ale proszę nie używać więcej moich technik i rezultatów.

Nie mniej serdeczne wyrazy przeznaczam dla pana Przewodniczącego Rady Europejskiej. Szkoda by było, by jego imponujące opanowanie tego niewdzięcznego wyspiarskiego języka okazało się intelektualną pomyłką – a z pewnością ten wkład pracy zapewniłby mu równie imponujące opanowanie (powiedzmy) niderlandzkiego i hiszpańskiego naraz. Oczywiście jest nadzieja, że za parę lat będzie mógł używać w UE owego języka w rozmowach ze Szkotami, ale doraźnym rozwiązaniem (co nieśmiało mu przedkładam) mogło by być przekonanie władz Dolnej Saksonii, by w Hanowerze przyjąć angielski na drugi oficjalny język.

Ostatnie uwagi dotyczą dwóch pań, które parę razy mnie zdumiały dzięki przekazom w formie tekstów i nagrań z YT. Pierwsza to premier B.S., osoba bez cienia i znaczenia, a stale bredząca i kłamiąca. Druga to premier Theresa May, rozświetlająca scenę inteligencją, wiedzą, szybkością i niezależnością myślenia, a także dobrymi manierami, wdziękiem osobistym i poczuciem humoru. Można by było wyobrażać sobie, że to ta pierwsza będzie kiedyś wspominana tu i tam przez swoją (dość żenującą po prawdzie) rolę – ale zdecydowanym ruchem Theresa May wysunęła się na prowadzenie. Jest w posiadaniu władzy coś, co odparowuje rozsądek.

A nie musiało to tak być. Mogła była oznajmić: „rodacy, po dokładnym zapoznaniu się z realiami, o których przedtem nie wiedziałam, oświadczam, że nie mogę prowadzić tego kraju ku tej przepaści i składam dymisję tak ze stanowiska szefa rządu jak i przewodniczącej mojej partii. Oby ten, kto przejmie moje stanowiska przemyślał starannie swoje czyny”. Mogła zostać w historii postacią gigantyczną, ale wolała być titaniczną.

Reklamy

35 thoughts on “A jednak wyspa

  1. Może jednak ktoś wykonał jakieś rachunki i wyszło że to ma sens?
    ‚Bo ludzie tak chcieli’ – czy to wystarczający powód żeby rząd coś zrobił? Myślę że gdzieś musi być jakiś pomysł czym Wielka Brytania ma się stać teraz i do czego światu potrzebny jest Londyn.

  2. gbur, słowem „może” otwierasz wielkie wrota dla wątpliwości wszelkiej maści i oczywiście nigdy nie zostaną one domknięte. Rozumiejąc więc, że problemy socjologii i polityki nie mają jednoznacznych (i to słusznych) rozwiązań, spróbuję nie wdając się w zbyt długi wywód wyjaśnić czemu moim zdaniem Twoja sugestia nie prowadzi do wiarygodnego opisu decyzji podjętych w UK.

    Przede wszystkim, ujęcie eksponujące rachunki chyba nadmiernie uwypukla rolę ekonomii w polityce. Gdyby w istocie była ona dominującą siłą, rachunki nie przyzwoliłyby żadnemu europejskiemu mocarstwu na wdawanie się w wojny (uogólnianie tego na nie-europejskie może być ryzykowne, Stany Zjednoczone od 1846 roku nieźle wychodzą ekonomicznie na swoich kolejnych wojnach). A także można wątpić już w drugim dniu konkretnych poczynań czy to ekonomia, a nie emocje są kierowniczą siłą – the Great Repeal Bill prowadzi w kierunku, który po polsku brzmi „każdy panem na swojej zagrodzie”. Jeśli uznajemy, że na ogół ustalenia ONZ o prawach osób i grup mają więcej wartości niż lokalne, dyktowane tradycjami, lub przyznajemy sens słaniu skarg do Strasburga przeciw nieprawnym działaniom lokalnych kacyków, to możemy wątpić czy odchodzenie od ogólnoeuropejskiej struktury prawnej jest działaniem dla dobra obywateli.

    Ponadto, choć walka medialna z okresu głosowania w UK była nieco bardziej cywilizowana niż wybory prezydenckie w USA, to jednak poziom bredni i kłamstw i tam przebił fałsze, których dopuszczają się walczące strony w czasie pokoju w cywilizowanych krajach. W moim odczuciu, nie została do dziś dostatecznie zanalizowana rola Ruperta Murdocha z owego okresu, a z pewnością była ona nie mniej kluczowa niż rosyjskie wpływy w kampanii prezydenckiej. Myślę, że była to jego zemsta za pozorne zwycięstwo, które niezależna prasa i nieskorumpowane sądownictwo odniosło w roku 2011 nad nim, czyli nad jego paskudztwem zwanym „News of the World”.

    Czym Wielka Brytania ma się stać teraz? To chyba nie od samych Brytyjczyków zależy, a dziesiątki krajów, ongiś zdominowanych przez Brytyjczyków, wyznaczyły po WWII zupełnie jednoznaczny trend i nie łatwo jest coś takiego odwrócić. Szczególnie w świecie, w którym nowi gracze (Wietnam, Brazylia) też umieją coraz agresywniej grać. Można Brexit widzieć po części jako czkawkę po uczcie, którą UK miało przez długi czas; to nie tylko my żyjemy wspomnieniami jak te o Kresach i „od morza do morza”, ale chyba wojna o Falklandy im pokazała, że koszt takich marzeń jest bardzo wysoki. Pamiętam, że to mocarstwo atomowe, ale chyba jego wpływów w Turcji czy Kazachstanie Putin nie bardzo się boi. A na europejski „Brexit backlash” broń atomowa niewiele pomoże.

  3. A czymze jest caly czas biedna malenka Szwajcaria, nigdy nie korzystajaca z unijnego ciepla?

  4. Helpol – czy zasadne jest moje podejrzenie, że Twoja drwina jest przeniesiona z zupełnie innego – i to walczącego o coś – świata?

    Jeśli zamierzałeś nastawać na ekonomiczne korzyści z bycia poza UE, warto było raczej wspomnieć Norwegię, ale każdy chyba przyzna, że rządy podejmujące tak mądre decyzje jak w Norwegii pojawiają się tylko w krajach mających taką jak Norwegia spójność kulturową i etyczną – no i tyle szczęścia w kwestii surowców naturalnych jak Norwegia. Albo jak Botswana.

    Natomiast Szwajcaria (nie znająca wojennego ciepła od 1847 roku) jest wręcz prototypem UE i z największą pewnością jej pomyślne istnienie było częścią natchnienia dla tak wielu myślicieli i działaczy europejskich, którzy od półtora wieku przemyśliwali jak uniknąć zbrojnych i ekonomicznych konfliktów, wyniszczających cyklicznie europejski kontynent.

  5. Sz. NIE jest prototypem UE, bo kazdy ruch w jej integracji odbywal sie zgodnie z wola zainteresowanych obywateli wyrazona w referendach. Natomiast przejscie od EWG do UE odbylo sie WBREW odbytym referendom we Francji, w Holandii, czy Irlandii. W innych krajach nawet nie probowano pytac wyborcow o zdanie. Stad ta klapa!

  6. Ze Szwajcarią jest dokładnie na odwrót, to wojna wygrana przez zwolenników federacji, a nie referendum, przyniosła system obowiązujący do dziś – kantony mają wielką samodzielność, obowiązują 4 języki i nie ma między kantonami ograniczeń celnych.

    Podobnie jest z Twoją wiedzą o referendach. Podpowiem Ci coś o Irlandii: pierwsze referendum z roku 2008 odrzuca większość 53.4% głosujących (co stanowiło 28% uprawnionych do głosowania), UE renegocjuje warunki traktatu lizbońskiego i w nowym referendum z 2009 roku 67,1% głosujących (czyli 40% upoważnionych, frekwencja była wyższa) przyjmuje go. Przestałeś się interesować wynikami w roku 2008 czy Twoim zdaniem „starsze lepsze”?

    Nie inaczej jest z traktatem podpisanym przez Francję i Holandię w 2007 roku – nie jest tym samym, które ich społeczeństwa odrzuciły w roku 2005. Bałagan z domaganiem się szczególnych przywilejów robiły różne kraje (np. Czechy i Polska), ale to dość normalne w negocjacjach. Twoje sformułowania o Francji, Holandii i Irlandii sugerują jakieś bezprawne wciągnięcie tych krajów do UE, oczywisty nonsens. Większym jeszcze nonsensem jest to sformułowanie „nawet nie probowano pytac wyborcow o zdanie” – jak gdyby system referendalny był powszechnie obowiązujący i jakby był najsensowniejszą opcją polityczną (tak, wiem, kolejni carowie uwielbiali polskie liberum veto. W Polsce).

    Co do klapy, życzę każdej części świata klapy polegającej na braku przez 70 lat wojen.

  7. też nie mam pojęcia co kierowało Brytyjczykami, nie trafiłem na żadne racjonalne wyjaśnienia takiej decyzji. Dopuszczam myśl że może jest ona dobra, w końcu skoro są kraje które ekonomicznie korzystają na członkostwie w UE to muszą też być takie które do tego dokładają. A może po prostu była to lawina której nie dało się zatrzymać, choć wywołały ją jakieś mało istotne zdarzenia.
    Ale tak a propos wspomnianej tu Norwegii – zgodzę się z tym że to rozsądny naród ceniący pracę i uczciwość, ale ich gospodarczy sukces według mnie nie da sie długo utrzymać i grozi im bolesny upadek.

  8. gbur – jak bardzo naszymi przekonaniami z jednej dziedziny kierują pojęcia przyniesione z innej… To refleksja o Twoim rozumowaniu „skoro są kraje które ekonomicznie korzystają na członkostwie w UE to muszą też być takie które do tego dokładają”. No, tak prawie zawsze jest w grach, które kultywuje się w naszych społeczeństwach, jest tylko jeden pierwszy, inni są przegrani – ale po chwili zastanowienia każdy z nas potrafi podać przykłady gdzie dawanie nie jest traceniem – tak w układach indywidualnych jak i ze społecznościami. Rzecz chyba nie tylko w odmowie prymatu zysku mierzonego monetarnie (w obszarach Brazylii gdzie wielkie firmy zainwestowały w jakość życia mieszkańców okolicy, klasa średnia przestaje czuć się zagrożona i wydaje więcej na ogródki niż na kraty w oknach), ale i w różnych skalach czasowych. Po jakimś czasie wydatek może okazać się trafną inwestycją.

    Oczywiście wiele musi się zmienić. Jest niedopuszczalnym, by znowu – jak to było w Grecji – klasa średnia grała w bambuko z bankami bogatszych krajów, a te banki grały w bambuko z ich rządami, wiedząc, że są doszczętnie skorumpowane. Żeby nie wyglądało na to, że mam jakieś anty-greckie uprzedzenie, powiem, że wiele, wiele razy słyszałem w Kraju chełpienie się jak to ktoś wziął w dzierżawę jakąś ziemię, zaorał, dostał pieniądze z Unii i postawił sobie domek. I jeździ za nie do Hiszpanii i Turcji na wczasy.

    Co do Norwegii, że „ale ich gospodarczy sukces według mnie nie da się długo utrzymać i grozi im bolesny upadek”, to chyba tylko stonodze upadek nie grozi, i niebezpieczeństwa są oczywiste jeśli 20% dochodu kraju zależy od ropy naftowej i gazu, ale jest szansa, że na groźbie się skończy. Po pierwsze, niskie ceny ropy zniszczyłyby wcześniej parę wielkich krajów i zrobią one wiele (oj, bardzo wiele) by do tego nie doszło, a kryzys paroletni nie zmieni losu tamtego społeczeństwa. Po drugie, od paru lat bardzo sensownie rozwijają się w różnych kierunkach i mogą tu spokojnie eksperymentować, bo właśnie koszt energii (kluczowy od samego początku po wygnaniu człowieka z Raju) nie jest dla nich tak istotny. A po trzecie, parę osób, które znam i które tam żyją (nie, nie Polacy) potwierdzają to, co czytam w opracowaniach socjologicznych: społeczeństwo nie zamierzało с жиру беситься – nie ma wzmożonego konsumizmu i świecenia sąsiadom nowym modelem komputera czy lodówki. I to chyba jest najlepszą gwarancją na szczęśliwe przetrwanie trudniejszych okresów.

  9. @gbur

    Chyba błędnie ekstrapolujesz problemy innych krajów. Norwegia w dość niskim stopniu zależna jest od wahań cen surowców energetycznych. W przeciwieństwie do typowych stacji benzynowych: Rosji, Wenezueli czy Arabii Saudyjskiej, Norwegia dywersyfikuje gospodarkę, a wcześniej raczej inwestowała, niż przeznaczała na radosną konsumpcję. Czy taka Rosja albo Wenezuela coś produkują, budują szkoły lub choćby remontują infrastrukturę? No właśnie. Wymienione kraje sprowadzają nawet żywność (którą łatwo mogłyby wyprodukować u siebie), nie mówiąc już o przemyśle. Norwegia nigdy nie wpadła w pułapkę „po co nam przemysł, skoro wszystko możemy kupić”.

    Gdyby nawet już jutro ropa naftowa nagle z całej Norwegii w magiczny sposób wyparowała, to ekonomia się nie zawali; co najwyżej spadnie siła nabywcza tamtejszej płacy, sztucznie podpompowana przychodami z surowców, do poziomu, powiedzmy, Szwecji czy Finlandii.

    Innymi słowy: nie każdy szczęściarz po wygranej w totka rozbija pięć Ferrari pod rząd, kupuje kilogram kokainy i wyprawia roczne nieustające przyjęcie dla przyjaciół, sprowadzając haremy pań lekkich obyczajów w stugwiazdkowych hotelach. Ciężkie pieniądze można wydawać na różne sposoby, np. inwestując w nieruchomości.

  10. @andsol, znowu_ja
    chodziło mi o to że Norweski dobrobyt powoduje że kraj ten jest gospodarczo ‚eksploatowany’ przez bardzo przedsiębiorczych sąsiadów (m.in. Polskę), tamtejsze firmy masowo przenoszą działalność poza kraj a jeśli działają u siebie to zatrudniają bardzo dużo osób z krajów ościennych. Taniej, ale podatków z tego Norwegia nie ma, a i norwescy pracownicy muszą współzawodniczyć z konkurencją na pochyłym boisku. Może przesadzam z tym upadkiem, ale na pewno jest to niekorzystne zjawisko dla samych Norwegów które źle wróży na przyszłość.
    A co do wygranych i przegranych we wspólnej Europie – są kraje (znowu, jak Polska) których rządy wydają się patrzeć tylko na jedną stronę – własnych korzyści, jeśli chodzi o dawanie to budzi to wielki opór i jakieś krzyki o wstawaniu z kolan i wyrywaniu się spod niemieckiego jarzma. I jawnie grają w bambuko, nawet ostatnie wydarzenia z wyborem Tuska pokazały że w imię własnych korzyści gotowi wszystkich wystawić do wiatru. To nawet angielską cierpliwość może wyczerpać.

  11. Zacznę od zacytowania okolicznościowego wpisu Kuby Majmurka (Krytyka Polityczna):

    Dziś Zjednoczone (do czasu) Królestwo odpala Art. 50 i inicjuje Brexit. Cała sytuacja jest absurdalna jak brytyjski humor. Brytyjczycy dostaną za to za chwilę w dupę ekonomicznie, odium spadnie na May, która szybko w rankingach najgorszych szefowych rządu zbliży się gdzieś w okolice Lorda Northa (premierostwo w latach 1770-1782), niekompetentnego faworyta Jerzego III, którego polityka w amerykańskich koloniach doprowadziła w końcu do 4 lipca i powstania Stanów Zjednoczonych.

    May nie chciała nigdy Brexitu, ale zapłaci teraz za niego polityczną cenę. Nie chciał go też Cameron inicjujący referendum, miało ono tylko uspokoić europsceptyczne skrzydło jego partii. Nie chcieli go też tak naprawdę Brexitowcy, którzy na waleniu w Unię pobudowali sobie całkiem intratne kariery na publicznym groszu w Westminsterze i Brukseli, a jak przyszło co do czego, to okazało się, że nie mają żadnego pomysłu co robić dalej.

    Nie chciała go większość Brytyjczyków, którzy za jego skutki zdążą jeszcze zapłacić. Przegłosowała go głównie nadzwyczajnie zmobilizowana grupa seniorów, najbardziej hojnie potraktowane przez historię pokolenie, które na koniec postanowiło zepsuć życie swoim dzieciom i wnukom.

    Cała Brytania zmierza w przepaść, nikt z przywódców nie chce tam iść, ale nikt nie ma odwagi powiedzieć: ludzie, robimy głupio, ja tej decyzji nie podejmę, niech zapłacę za to polityczną cenę – choć głosowanie w parlamencie dawało taką szansę.

    Zawiedli konserwatyści, którzy nie wiadomo, czy Brexit przetrwają, zawiodła Partia Pracy, tak zajęta walka z pozostałościami blairyzmu, że przespała całą sprawę Brexitu.

    Cóż Brytanio, powodzenia na tej drodze, bądź przestrogą dla innych.

    Ostatnią misję Kaczalnika w Londynie widzę jako dziecinną próbę „namawiania się” przeciwko Tuskowi, który twardo rozwiewa iluzję May, co do jednostronnej ‚miękkości’ Brexitu.

  12. helpol

    Sz. NIE jest prototypem UE, bo kazdy ruch w jej integracji odbywal sie zgodnie z wola zainteresowanych obywateli wyrazona w referendach.

    Nie wiem jak dobrze znasz historię Szwajcarii, jest ona poza jej granicami mało znana, a szkoda bo można się z niej bardzo dużo nauczyć.
    Można się na przykład nauczyć, że dążenie do stworzenia państwa multietnicznego i multinarodowego może być doskonałym pomysłem i projektem zwieńczonym sukcesem.
    Cztery (a w zasadzie pięć) języków, trzy wyznania, szereg dialektów, dwie zupełnie różne mentalności – i wszystko to dało się doskonale połączyć jeszcze zanim do głosu doszli obywatele ogłupieni przez apologetów państwa narodowego. Którzy pod koniec XIX wieku (i ponownie w latach trzydziestych zeszłego) usiłowali wyjaśnić, że „się nie da”. Nadaremnie, bo już się dało.

    Można się również nauczyć tego, że budowa wspólnej tożsamości jest możliwa bez szukania desygnowanego obcego w celu zrobienia z niego wroga.

    A na koniec można się nauczyć, że integracja była jednak dziełem elit. Po dwóch stuleciach jatek i wzajemnego wycinania się w pień (przy którym obecny bliski wschód wydaje się być piknikiem) protestanci przestali skakać do gardła katolikom i sobie nawzajem, frncuskojęzyczni przestali mordować niemieckojęzycznych, biedni przestali się organizować przeciw zamożnym w celu zrobienia im kęsim, a bogaci zrozumieli potrzebę podzielenia się bogactwem z ogółem.

    Szwajcaria jest naprawdę doskonałym prototypem dla UE i istnieje szalenie dużo podobieństw.

    A jeśli nadal jesteś tak bardzo przekonany o tym, że „każdy ruch w integracji odbywał się „zgodnie z wolą zainteresowanych obywateli wyrazona w referendach” to polecam Ci historię pierwszych 102 lat szwajcarskiej konsolidacji, od 1712 do 1814. Zapewniam Cię, że zmienisz zdanie.

  13. babilas dzięki za link, jakoś potwierdza on moją tezę, że Putin jest racjonalnym politykiem.
    Wystąpienie UK z UE okazało się być tańsze niż eskadra myśliwów. I jeśli chodzi o destabilizujące skutki: o wiele skuteczniejsze.
    Mimo to go nie lubię.

  14. Tak, po przegranych referendach dokonano licznych manipulacji, by ten Brukselski Traktat przepchac. Takie tego sa i beda skutki.
    Takie glupie pytanie: Dlaczego dodanie jeszcze jednej warstwy politykow – biurokratow ma byc korzystne dla zwyklego czlowieka?

  15. Helpol, o warstwie językowej Twoich uwag: przy dozie dobrej (złej?) woli słowami „manipulacje, przepchać” można, owszem, opisać działania Theresy May z wychodzeniem UK z UE: trzeba było ją przymusić, by w ogóle Parlament opowiedział się w tej sprawie, tak się paliła do odchodzenia – a ponadto referendum Brexitowe nie zobowiązywało prawnie rządu do takiego działania, mogło użyć wyników jako karty przetargowej w Brukseli w negocjacjach mających dać UK jakieś korzyści.

    A co do uwagi o biurokratach, czy jest to sugestia, by pomniejszyć rolę narodowych biurokracji traktujących często swoje stanowiska jak zarządcy folwarków – i wzmocnić rolę międzynarodowej władzy wykonawczej i sądowniczej? Owszem, było by to świetne, ale może jeszcze nie czas na to, ludzie dojrzewają powoli… Więc może Twoje pytanie wcale nie jest głupie.

  16. Kokieteria jest zbędna, pytanie faktycznie jest głupie. Gdyby integracja europejska była bardziej zaawansowana i znacznie większa część kompetencji krajowej biurokracji delegowana byłaby do Brukseli, realizowany obecnie przez PiS proces demontażu państwa polskiego napotykałby znacznie więcej trudności, a być może zostałby nawet skutecznie wstrzymany. Mówię to ja, zwykły człowiek z Polski.

  17. Pytanie, drogi Babilasie wcale takie głupie nie jest, bo nie ma w zasadzie głupich pytań, jest tylko czasem konsensus, że niektóre z nich są bezzasadne. A inne np. retoryczne. A i to zapewne nie dla każdego.
    Komentator zadał, więc zasługuje na odpowiedź, którą naturalnie można zastąpić pouczeniem, ale może nie trzeba?
    Pytanie jest dla mnie ciekawe, bo odzwierciedla pewien (niezbyt imho rozpasany) stan społecznej refleksji nad sensem i przyszłością unijnego projektu. I wynikającą z tego stanu świadomość, którą krotochwilnie można też nazwać nieświadomością.
    Wbrew pozorom Unia jest bardzo często odbierana jako kolejna biurokratyczna nadbudowa a nie pojmowana jako szansa radykalnej redukcji zjawisk niekorzystnych (jak np. biurokracji). Tyle że zasadnym pozostaje pytanie kto tu nie odrobił swoich zadań domowych skoro uczestnicy procesu pojmują się raczej jako ofiary unijnej integracji, a nie beneficjenci? Ciekawi mnie Twoja odpowiedź.

    To, że nasz Helpol itd. nie dostrzega, że możnaby w 27 państwach unijnych zlikwidować – dajmy na to – pierdyliony urzędów robiących w każdym z nich to samo i przepisów legitymizujących ich egzystencję nie jest przypadkiem. Istnieje np. 27 departamentów w 27 ministerstwach transportu i komunikacji i każdy z nich wymyśla różne znaki drogowe i mamy 27 zestawów narodowych znaków drogowych w 27 państwach.
    jaka niebywała możliwość oszczędności i wzrost bezpieczeństwa byłyby możliwe gdyby były one wszędzie takie same i np. Węgier nie musiałby sięgać do słownika aby przetłumaczyć sobie niemiecką tabliczkę pod znakiem ograniczenia szybkości na której napisane jest BEI NÄSSE a Polak nie musiałby wybuchać histerycznym śmiechem na widok tabliczki z napisem Curva Pericolosa pod znakiem przedstawiającym zakręt.
    Unia ma sens i jest dobrem. No chyba że ma się ochotę wierzgać w sprawach raczej nieistotnych. Jest jednak sprawą ludzi światłych i rządów przekonać obywateli do tych korzyści. On się sam nie przekona bo głupkowate korwinowanie wydaje mu się śmieszniejsze. A jedyną wspólnotą za którą czuje się odpowiedzialny jest wspólnota mieszkaniowa. A i to nie zawsze.

  18. Przykład wielkiej mnogości inżynierów od ruchu kołowego wymyślających w zasadzie takie same znaki drogowe, ale za to bardzo narodowe w treści i katolickie (lub protestanckie) w formie powinien być, telemachu, cytowany we wszelkich opracowaniach dotyczących wartości Unii (a Ty byś siedział cichutko za biurkiem i zbierał royalties) – bo uwidacznia on to tak ważne zjawisko: gdy rzecz urzędowa jest źle robiona, nazywa się biurokracją, a dobrze zrobiona – administracją. I tu warto szybciutko przypomnieć, że w USA wolą mówić nie o government a o administration. Cóż, Bridgegate scandal to też sprawka administracji, zmiana nazwy nie czyni sukinsynów aniołami.

    Co więcej: prześmiewcy łupiący w Unię jak Szyszko w bezbronnego żubra za normalizowanie skrętu ogórka, wymiaru prezerwatywy czy tego w jakich warunkach rzepę można nazywać szwedką lub odwrotnie, jakoś zapominają, że tak dyskusje jak i decyzje biorą się z lokalnych przekonań, przesądów i walk o marki. Nie przypominam sobie, by w Polsce ktoś wyśmiewał regulacje kiedy i jaki ser może nazywać się „oscypkiem”, za wykpiwanie tego Unia nie ukarze, ale można dostać po plecach ciupagą.

  19. Dlaczego Brytyjczycy maja sie cieszyc, ze 70% nowych praw przysyla im Bruksela. Sami nie potrafia?

  20. Ech, telemachu, masz – jak zwykle rację. W ogólności. Tyle, że – w szczególności – niektórych wymian myśli należy unikać, bo się na nich traci. Tutaj, po dwóch okrążeniach było widać, że nie chodzi o rozmowę, tylko o dostęp do ambony. Może macie z AndSolem jakiś pociąg do dydaktyki przy piątku, ale to raczej przypadek źle rokujący. W mojej ocenie.

  21. Michale, może i miałem, ale właśnie mi przeszedł. Liczmany w stylu zwrotów „70% nowych praw przysyla im Bruksela” może kupują coś na fb, ale tu są pomijane wzruszeniem (początkowych części górnych kończyn).
  22. Zabawne, że zacytowana tam opinia ‚Business for Britain […] says more than 60% of UK law is influenced by EU law’ tutaj dotarła już w słoniowatej wersji „70% nowych praw przysyla im Bruksela”.

    Rosną dane, rosną
    jak przylaszczki wiosną.

  23. Helpol

    Dlaczego Brytyjczycy maja sie cieszyc, ze 70% nowych praw przysyla im Bruksela. Sami nie potrafia?

    Na wypadek jeśli jesteś zainteresowany odpowiedzią (w co, widząc twoją dotychczasową aktywność tutaj szczerze wątpię) to Ci odpowiem pytaniem na pytanie.
    A dlaczego Szkoci mają się cieszyć, że ich prawo uchwalane jest w Londynie a nie w Edynburgu? Może w Edynburgu też sami by potrafili?
    A tak na marginesie, to w zasadzie dlaczego ma ktoś coś ustalać w City Council tego prześwietnego grodu?. Przecież miejscowi notable w takich dzielnicach jak Dumbiedykes, Leith, albo Fountainbridge też zapewne swój rozum mają i jakoś by radę sobie dali. Z naciskiem na słowo „jakoś”.

    Innymi słowy, aby nie zaniżać poziomu tego blogu/bloga: kolokwialnie mówiąc Twoje pytanie jest zupełnie do dupy.

  24. No cóż, 60%, a nawet ponad 60%, to niewiele więcej niż połowa, 70% zaś to już prawie wszystko. Pomijając już te nieszczęsne procenty, jest jeszcze jeden czynnik, który umyka umysłom wątłym. Otóż dychotomia my – oni jest z gruntu fałszywa: w skład legislatury europejskiej wchodzą, w stosownej proporcji, eurodeputowani brytyjscy, krew z krwi i kość z kości. Mówiąc w skrócie – sami sobie te przepisy uchwalamy, tyle że ‚piętro wyżej’. W USA jakoś wszyscy, nawet najdurniejsi populiści, potrafią zrozumieć, że są prawa stanowe i są prawa federalne. U nas to ponad moc synaps niektórych.

  25. ale co zrobić babilasie skoro ta obłąkańcza narracja właśnie się sprawdza. Coponiektórzy ustawili sobie chochoła i teraz łatwiej przychodzi walić. Bo i tak nikt na ulicę w obronie rozumu nie wyjdzie.
    Pamiętasz jakąś demonstrację w niepodległej Polsce „w obronie rozumu i zdrowego rozsądku?”. Albo „przeciw obskurantyzmowi i wstecznictwu”?
    No właśnie.

  26. One zawsze chodzą, telemachu. Przypomniałeś mi opowiadanie przyjaciółki o tym jak rosła w mieście Catanduva. Dziś jest ono przyzwoicie spore, 360 tys. mieszkańców, wówczas zapewne miało mniej niż połowę tego, czyli też było przyzwoicie spore, jak na owe czasy. Mówi, że co jakiś czas po ulicach biegały jakieś panie w wieku przynajmniej średnim, w barwnych mundurach, ze sztandarami i bębnami, biły w bębny, coś krzyczały i miały miny bardzo zagniewane. I przyjaciółka nigdy nie rozumiała czemu one są takie rozeźlone i po co te forsowne marsze po mieście.

    Dziś wiem, że to było TFP. Tradição, Família e Propriedade. I panie te broniły kraju przed komunizmem, ateizmem i masonerią. Nie pamiętam czy miały jeszcze energię na obronę przed cyklistami.

  27. Ciekaw jestem, jak różne Helpole wyobrażają sobie funkcjonowanie wspólnego rynku bez wspólnych przepisów dotyczących różnych dziedzin działalności gospodarczej. Jak sobie wyobrażają konkurencję na tym rynku, jeśli każdy kraj członkowski ustalałby własne specyfikacje produktów i zasady ich dotowania.
    Do tego zastanawiam się czy wiedzą, że kraje takie jak Norwegia, zobowiązały się wdrażać przepisy unijne, w tym dotyczące swobody przepływu osób i, co więcej, płacą składkę do UE. A nie mają, tego co do niedawna miało UK: możliwości wetowania, blokowania, straszenia wyjściem, wysyłania pajaców do Parlamentu Europejskiego, etc.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s