Krótka historia na osiem kabajtów

W komentarzach do poprzedniego wpisu pojawiła się kwestia naszej inności (to ładniej brzmi niż „hipokryzja”), a najjaśniej była postawiona w uwadze telemacha:

jak Niemcy wybudowali byli (na terytorium dzisiejszej Polski) cokolwiek, np. miasto – to jest to polskie miasto. Chyba że był to obóz zagłady, wówczas jest inaczej. Nikomu w Polsce nie trzeba tłumaczyć dlaczego tak jest, poza Polską różni dziennikarze gubią się w niuansach, co powoduje, że Polakowi jako takiemu piana cieknie z kącików ust. I natychmiast jest mowa o fałszowaniu historii.

Chodzą mi po głowie różne przykłady tego jak to nam fałszują historię – chodzą i nie dają spać, więc wygnam je z głowy do blogu i będę miał spokój.

A niepokoją mnie od dawna, na przykład gdy pani Erika Steinbach (przewodnicząca Związku Wypędzonych w Niemczech) oburzała cały Kraj tym, że miała się za wypędzoną spod Gdyni i nie mówiła jak w owym miejscu znalazł się jej tatuś, bo przecież nie był z tych Niemców, co tam siedzieli od czasów bitwy pod Grunwaldem. I wtedy myślałem o rozlicznych wspomnieniach ludzi skupionych w przeróżnych Towarzystwach Kresowiaków (słowa „ziomkostwo” unikają, bo mogło by się skojarzyć z czymś nieporównywalnym), a we wspomnieniach pewne elementy powtarzały się nieodmiennie: tata był osadnikiem, Ukraińcy byli nieucywilizowani ale robiło się dla nich co się dało, ale oni cieszyli się, gdy Polaków wieziono na Kołymę, a potem bez cienia wdzięczności rozebrali między siebie dworek, pasiekę i świnki. I parę razy próbowałem odkryć co te „osadnictwo” znaczyło – może, że był taki pusty, pusty, pusty step i dobry dziadek Piłsudski powiedział dobrym oficerom: „osiądźcie i rozmnażajcie się tam”, ale nie ma na to pisemnych dowodów. A z Niemcami to jasna sprawa, przyszli na nieswoją ziemię i wzięli i dlatego musieli uciekać.

W sprawę wędrówek ludów w Rosji (i ogólniej w ZSRR) wdawać się nie będę, bo i bez tego temat jest zbyt zawikłany, ale pomyślmy chwilkę o Żydach z Polski, o pozostałych obywatelach Rp II ze wschodnich województw i o Niemcach z ich wschodnich ziem. O żadnej z tych grup nie potrafię podać twardych, niepodważalnych liczb, bo sposób liczenia jest narzędziem politycznym, więc wolę użyć danych z pewnością zaniżonych, ale nawet one przekraczają granice naszej wyobraźni i zdolności rozumienia. Otóż ponad 3 miliony polskich Żydów, czasami po paru zmianach adresów z getto, włożyło mizerne resztki dobytku do waliz, i potem był on selekcjonowany w Brzezince i innych obozach. A co z tym, czego nie wzięli? Tu potrzebne by były długie cytaty przynajmniej z dwóch książek: „Klucze i Kasa. O mieniu żydowskim w Polsce pod okupacją niemiecką i we wczesnych latach powojennych 1939– 1950” (redakcja Jana Grabowskiego i Dariusza Libionki) oraz „Hitler’s Beneficiaries. Plunder, Racial War, and the Nazi Welfare State” (autorem jest Götz Aly).

Unikając tego, więc bardzo boleśnie upraszczając: dbający o swych wojowników i obywateli niemiecki rząd rozdawał pokrzywdzonym (na przykład alianckimi bombardowaniami) mieszczanom to, co dało się przewieźć, część tego sprzedawał im za grosze – a globalna wartość szła, licząc po dzisiejszemu, w grube miliardy euro, ale przecież Polakom ostawały się i domy i ich zawartość. Powiedzmy, że z tych 3 milionów Żydów przepędzanych brutalniej niż zwierzęta, milion niewiele miał, dobra innego miliona Niemcy wywieźli albo spalili w Warszawie albo Czerwona Armia po drodze zniszczyła – no ale dobra innego miliona zostały „u nas”. Mizerna cząstka tego została odzyskana przez powracających wygnańców czy wypłacona przez późniejsze odszkodowania.

Ilu Niemców wygnano w sposób brutalny i szybki z terenów, którym początkowo dano poetycką nazwę „Ziem Odzyskanych”? Alfred-Maurice de Zayas w książce „A Terrible Revange. The Ethnic Cleansing of the East European Germans, 1944-1950” podaje liczby, które nie zawsze są do sprawdzenia, ale na pewno było uciekinierów z dzisiejszych słowiańskich krajów nie mniej niż 7 milionów (ludności cywilnej, nie mężczyzn w wieku poborowym) i warunki wysiedlania i transportu spowodowały śmierć ponad miliona ich. Brali parę tobołków. Jak mieli szczęście, dowozili je aż do Niemiec. Przemysł i dużą część infrastruktury rozmontowywali dla siebie Rosjanie. Drobnica została „dla nas”.

Nie tylko drobnica. Odebrano Polsce tereny z ropą naftową, ale dano takie z niebanalną infrastrukturą, że dane statystyczne o stanie polskiej ekonomii z końca lat 30-tych i 40-tych dowodzą jakiegoś cudownego polepszenia jej. I jeśli cudu nad Wisłą dokonała NMP, to cud nad Odrą i Nysą sprawił Stalin. Ale o tym za chwilę.

Wiem, Polacy z Kresów porzucili zamieszkiwaną od dawna ziemię i ruszyli na zachód. A na tym zachodzie gdzieś musieli mieszkać. Tylko, że nie było to wygnanie jak Żydów, na śmierć, ani jak Niemców, bo mieli opcję, mogli zostać obywatelami ZSRR. Rozumiem, że nie chcieli, ale pamiętam, że Niemców nie pytano czy przypadkiem chcą być lojalnymi obywatelami PRL.

I myślę, że gdyby choć co dziesiąty z tych, co dostawali domy i mienie żydowskie lub niemieckie zachował w jakimś kącie rodzinne pamiątki dawnych mieszkańców – zdjęcia, listy, bibeloty – i po latach chciał to oddać prawowitym właścicielom, to Polska ekonomicznie nic by na tym nie straciła, a moralnie wiele wygrała.

Więc wracam do gestu Stalina. Jest po prostu nie do wiary prezent dany krajowi, do którego miał przecież spore obrzydzenie. Nie tylko za rok 1920, ale za całą politykę międzywojenną a także za siup, który mu odpalił Anders. Żadna wojna wygrana w historii przez Polskę nie przyniosła jej tak diametralnej poprawy geograficznej, ekonomicznej i strategicznej. Trudno zrozumieć, czemu o Ziemiach Zachodnich mówiono Ziemie Odzyskane, a nie Ziemie Podarowane.

Czym tłumaczyć jego decyzję? Moim zdaniem brakiem wiary w dobry charakter Niemców. Wiedział, że będzie miał strefę niemiecką, z której da się zrobić komunistyczne państwo niemieckie, ale wolał nie przesadzać z zaufaniem do niemieckich komunistów. A w ten sposób i Polskę trzymał w emocjonalnym zawieszeniu, bo niewielu Polaków zdecydowanie ufało w polską przyszłość tych ziem.

Często w naszych opowiadaniach o historii jawi się wątek planu Marshalla, że Niemcy niby przegrały, ale taki zastrzyk dostały, że hej. No więc my dostaliśmy podobny dwukrotnie, a że gówno z tego zrobiliśmy, to inna sprawa. I możemy mówić, że nikt nie wygrał wojny po tej stronie Atlantyku, ale gdyby Polacy inaczej rozgrywali swoją ekonomię już po śmierci Stalina (myślę o gospodarności lub jej braku w każdej zagrodzie, na każdej ulicy i w każdym zakładzie pracy) to bylibyśmy jednak zwycięzcami. Oczywiście, nic nie opłaci utraty młodych ludzi, inteligencji, żołnierzy – ale te niewypłacalne straty miały wszystkie walczące kraje.

A drugi zalew pieniędzy nastąpił po wstąpieniu do UE. Bardzo się wahaliśmy czy chcemy, no ale skoro papież mówił, że to jest dobre, to wstąpiliśmy. I nie wiem czemu te same Niemcy, które utraciły takie obszary i zabudowy, te Niemcy, które też pamiętały (w odróżnieniu od Polaków) sztuczkę, którą im Wojciech Korfanty odpalił z tzw. powstaniem śląskim („powstanie” to brzmi dumnie, ale ponad 50% ludności tam chciało być w Rzeszy, a te kawałki Górnego Śląska bardzo przydały się Polsce z okresu Rp II), dlaczego było one tak hojne dla Polski. Może jednak Tusk ma dużo większą charyzmę niż myślimy i może to jemu trzeba stawiać pomniki w każdym powiecie?

Tak czy inaczej, po zakończeniu wojny mieliśmy dwa dużej klasy cudy. A teraz władze tego kraju robią co mogą, żeby spowodować jakiś antycud. Jak im dobrze pójdzie to czort wie, może Ziemie Darowane w plebiscycie oznajmią, że wolą iść do Rzeszy niż do Rosji?

A teraz mogę już spokojnie wrócić do czytania zwyczajowych litanii o tym jak to zawsze byliśmy niewinnymi ofiarami okrutnej historii.

Reklamy

5 thoughts on “Krótka historia na osiem kabajtów

  1. [Stalin] Wiedział, że będzie miał strefę niemiecką, z której da się zrobić komunistyczne państwo niemieckie

    W 1945? To, jak przekształcą się strefy okupowane długo jeszcze było niewiadomą. Wyklarować się to ostatecznie miało po śmierci Stalina (mur berliński).

    Zresztą nie wiem, jaki był stosunek Stalina do Polski. Gdzieś mignęły mi plotki, że całkiem miło wspominał swój pobyt w Krakowie na początku wieku. W każdym razie, raczej zakładałbym interesy (Polska jako państwo buforowe) niż uczucia.

    Niemcy, które też pamiętały

    Nie znam programu niemieckich szkół, ale z tego co słyszałem są one mocno nastawione na historię współczesną. Powstania śląskie mogą być zbyt dawno i zbyt marginalne, by brać je jako argument w niemieckiej polityce.

    Wojciech Korfanty odpalił z tzw. powstaniem śląskim

    Były 3 powstania, podobno każde z trochę innym programem (pierwsze lewicowo-socjalne, ostatnie narodowe z nieoficjalnym wsparciem Polski), Korfanty brał udział w II i III (wcześniej działał w rządzie wielkopolskim w czasie Powstania Wielkopolskiego).

    ale ponad 50% ludności tam chciało być w Rzeszy

    Generalnie tak, ale różnie to się na mapie układało. Tzn. były miejscowości z przewagą poparcia dla Polski (głównie wsie) i te z przewagą dla Niemiec (głównie miasta). (Co zresztą nie przekłada się prosto na kwestie narodowe, bo wielu Polaków miało mieć większe zaufanie do gospodarki Niemiec, niż do gospodarki polskiej.)

  2. Drogi Andsolu, czy znana jest Ci entymologia pięknego polskiego słowa „judzić”? Pięknego, bo wszystkie polskie słowa są piękne ze względu na to, że są polskie, a poza tym czytałem w podręczniku szkolnym do klasy bodajże 5 szkoły podstawowej, że nasz język jest najpiękniejszy na świecie, bo nawet Helena Modrzejewska tak twierdziła, a to że podręcznik był niecałkiem według dzisiejszych standardów to prawda, ale w tym wypadku nie odgrywa żadnej roli.

  3. @pak4
    „W 1945? To, jak przekształcą się strefy okupowane długo jeszcze było niewiadomą. Wyklarować się to ostatecznie miało po śmierci Stalina (mur berliński).”

    Nie przesadzajmy, wszystko przesądziło się w 1949, kiedy to powstały NRD i RFN. Mur berliński to było tylko uszczelnienie ostatniego kawałka granicy.

  4. @pak4
    „Nie znam programu niemieckich szkół, ale z tego co słyszałem są one mocno nastawione na historię współczesną.”

    Dokładniejsze omawianie zaczyna się tak mniej więcej od początku XX wieku. Powstań śląskich w książce do historii syna jak dotąd nie zauważyłem. Ale może będzie coś w kolejnym nawrocie w Oberstufe. (uwaga: Hesja, w innych landach może być inaczej)

  5. @cmos

    w innych landach może być inaczej

    Nie tylko może, ale z całą pewnością jest. Kiedyś porównywałem bawarską wizję historii z berlińską. to zupełnie różne światy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s