Upupianie filozofów

Kirchhorst, 6 listopada 1945

Niespodziewanie pojawił się Friedrich Hielscher, nieco tylko mniej pewny siebie, niż za dawnych czasów. Stracił mieszkanie, meble, korespondencję, książki, tylko rękopisy zostały zabezpieczone przez żonę, w Magburgu, gdzie obecnie mieszkają.

Po 20 lipca był aresztowany i osadzony w więzieniu w Moabicie. Tam podczas przesłuchania, które nie dawało wyników, sprowadzony został do piwnicy, dla gruntowniejszego przebadania, to znaczy bicia, trwającego godzinę. Jeden ze zbirów zadawał ciosy, drugi odczytywał pytania kwestionariusza i zapisywał odpowiedzi. Obaj palili przy tym papierosy. Najbardziej wyczerpujący był stały przymus błyskawicznego przebiegania myślą całości udzielanych odpowiedzi, tak żeby uniknąć wewnętrznych sprzeczności i nie wymieniać nazwisk, które jeszcze nie pojawiły się w śledztwie. W takich wypadkach próbuje się przerzucić odpowiedzialność na osoby już nie żyjące. Także i to trzeba uwzględniać w podobnych okolicznościach.

Gdy opuszczał więzienie ponownie zobaczył swoich prześladowców: byli to urzędnicy prowadzący rejestry, tacy sami jak w każdym biurze.

To urywek „Z dzienników” Ernsta Jüngera (przekład Adama Zagajewskiego), zamieszczonych w 9-tym numerze Zeszytów Literackich. Czemu cytuję to?

Przypuszczam, że czytając to pomyślisz od razu „banalność zła” a potem, w naturalnym ciągu, „Hannah Arendt” i z kolei o jej reportażu „Eichmann w Jerozolimie”. No ale choć Friedrich Hielscher nie używa tego zwrotu 16 lat wcześniej, doskonale o tym wie i o tym mówi. On i zapewne setki tysięcy innych Niemców. A jak się dobrze zastanowić, to może i Polaków, Węgrów, Rumunów… Więc czemu przyklejamy ten zwrot właśnie do tej sławnej myślicielki?

Tom Segev w „The Seventh Million” szczegółowo opowiada stanowisko jakie Arendt przyjęła relacjonując ów proces i wydaje się, że nie była w stanie zrozumieć jego roli w przetworzeniu nastawień Żydów z Izraela do całego problemu Zagłady. Może dlatego, że nie miała żadnej sympatii dla tego państwa, do syjonizmu i do linii przyjętej przez oskarżenie. I jej cykl reportaży, który stał się książką, był w Izraelu tak źle widziany, że nawet go nie przełożono na hebrajski. Więc choć wielu krytyków wysławia ją, ludzie, którzy mieli wiele do powiedzenia w tematyce Zagłady, nie dostrzegli powodów, by tak tę książkę cenić.

Czy teza o banalności zła ma być centralną myślą w niej? Jeśli tak, to jak widać z urywku dziennika Jüngera, nie była zbyt odkrywcza. A stała się znakiem rozpoznawczym autorki jako myślicielki.

Bardzo niezgrabna przysługa dla mądrej kobiety, która wiele istotnych rzeczy napisała, o wiele głębszych niż owa refleksja. Choćby ta jej uwaga:

Żaden władca przed Stalinem i Hitlerem nie wzbraniał mówić „tak” – Hitler dokonał tego pozbawiając Żydów i Cyganów możliwości opowiedzenia się „za”, Stalin zaś był jedynym dyktatorem, który ścinał głowy swym najzagorzalszym zwolennikom, prawdopodobnie w przekonaniu, że ten kto dziś mówi „tak”, jutro może powiedzieć „nie”. Żaden z rządzących poprzednio tyranów nie posunął się tak daleko, jak ci dwaj ani nie dokonał tego takim kosztem.

Czytajmy filozofów, a nie przylepione im etykietki.

Przy okazji, całkiem niedawno cmos pisał na jego blogu o owej banalności, dość krytycznie odnosząc się do eksponującego ją dzieła.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s