Znany czy nieznany?

Gdybym przed paru laty usłyszał opinię jakiegoś prawnika, że Martin Luther King to był przede wszystkim gaduła i nie tak wiele zrobił, uznałbym, że gość nie zna historii USA. Po przeczytaniu dwóch książek, kilkunastu artykułów (także z Wikipedii) i wysłuchaniu dwóch długich wywiadów z autorami owych książek (plus paru nagrań odnalezionych w Sieci) widzę, że to ja nie znałem historii USA.

Książki opowiadają jak Thurgood Marshall zmienił Amerykę – i to on dość lekceważąco wyraził się o dokonaniach słynnego pastora.

Lektury te to „Devil in the Grove, Thurgood Marshall, the Groveland Boys, and the Dawn of a New America” wydana w roku 2012; za nią w następnym roku Gilbert King otrzymał nagrodę Pulitzera – oraz „Thurgood Marshall: American Revolutionary”, wydana w 1998 roku biografia, którą napisał pochodzący z Panamy Juan Williams. Też sławny autor, choć bardziej dla swoich programów telewizyjnych.

Najsłynniejszym dokonaniem Thurgooda Marshalla było doprowadzenie do wygranej w Najwyższym Sądzie USA w roku 1954 w procesie znanym pod nazwą ‚Brown versus Board of Education’. Ta nazwa pokrywała pięć podobnych akcji dotyczących czarnoskórych dzieci, którym prawa segregacyjne uniemożliwiały studiowanie w wartych cokolwiek szkołach publicznych. Nawiasem, akcja tytułowa, tocząca się w kolejnych instancjach od 1951 roku dotyczyła dziewczynki z Topeka w stanie Kansas, Lindy Brown – i wczoraj właśnie Linda Brown umarła, mając 76 lat. Nie takie więc to odległe historie.

Thurgood Marshall był też narodową sensacją gdy w roku 1967 prezydent Jonhson przedłożył jego kandydaturę na sędziego Sądu Najwyższego i Senat stosunkiem głosów 69:11 zatwierdził tę nominację, czyniąc go pierwszym Czarnym sędzią tej instytucji.

Książka Gilberta Kinga koncentruje się na procesie, w którym skutecznie (bo doprowadził do rewizji) – a może nieskutecznie (bo szeryf i jego pomocnicy wymordowali trzech z czterech oskarżonych) – bronił czterech chłopców oskarżonych w 1947 r. o gwałt. Oczywiście, żadnego gwałtu nie było, ale (białego) świadka, pierwszego który widział dziewczynę po rzekomym gwałcie, ani (białego) lekarza, który żadnych znamion gwałtu u dziewczyny nie dostrzegał, ani policja ani sąd nie chcieli wzywać. Sprawa była bardzo głośna na całym świecie, gdy w 1951 roku szeryf z Florydy Willis McCall strzelił do przewożonych, a skutych kajdankami oskarżonych (do jednego celnie i skutecznie) nawet minister MSZ Andriej Wyszynski (znany obrońca praw człowieka) wymachiwał na sesji ONZ zdjęciem mordercy nad zwłokami zamordowanego więźnia i drwił z rzekomej demokracji amerykańskiej.

Dziś już jest lepiej, sejm stanu Florydy w zeszłym roku jednomyślnie przeprosił rodziny zamordowanych oskarżonych i wezwał gubernatora do przyznania im pośmiertnego prawa łaski.

Cenną zaletą tej książki jest objaśnienie sytuacji Florydy z owych lat – jak idący ku dobrobytowi (dzięki polityce Roosevelta) stan jednocześnie zanurzał się w systemie niczym nie odmiennym od niewolnictwa. Dla Czarnych, rzecz jasna.

A oto linki do dłuższych wywiadów z autorami książek, z Juanem Williamsem oraz z Gilbertem Kingiem. Ten wywiad jest godny uważnego przestudiowania, bowiem prowadzący go sędzia Charles Williams i autor książki wyraźnie dbają o przekazanie słuchaczom informacji o bohaterze książki a nie o wypinanie piersi i wykazywanie się wiedzą i mądrością.

Jest też godny obejrzenia 44-minutowy film o życiu Marshalla.

Ciekawostka z książki „Devil in the Grove”:

A 1947 issue of Ebony magazine commented that the building attracted so many black elites „that legend, only slightly exaggerated, says bombing 409 would wipe out Negro leadership for the next 20 years.”

Chodzi o adres w Harlemie, 409 Edgecombe Avenue, w części zwanej Sugar Hill. W istocie, sąsiadami Marshallów było mnóstwo osób znanych z muzyki, literatury, polityki… Zaskakuje formowanie się takich oaz z niesamowitą koncentracją sław i talentów. Coś podobnego uderzyło mnie gdy czytałem o tym jak Seretse Khama żył w Londynie – co znajomy to późniejszy prezydent czy minister tego czy tamtego kraju.

I w końcu: małostkowa złośliwość Marshalla wspomniana na początku czy coś godnego dłuższych przemyśleń? Rozumiem jak ważni są natchnieni mówcy, za którymi zbiera się olbrzymi tłum, ale tłum przychodzi, a potem się rozchodzi i czasami zostaje piękne wspomnienie, a czasami nieco zwłok. Droga Marshalla, który od dziecka znał na pamięć Kartę Praw i jej Poprawki, który przez dziesięciolecia zbierał argumenty i przekonywał czysto biały Sąd Najwyższy, że prawo jest też dla Czarnych, doprowadziła do zapisów w prawie, a zapisów nie da się tak łatwo rozgonić jak manifestację.

Tak, oba zjawiska są bardzo ważne, ale skąd ta tendencja, by zapamiętywać raczej to, co jest zrodzone z wrzasku i furii?

Reklamy

Jedna myśl na temat “Znany czy nieznany?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s