Kto się boi Władimira Arnolda?

Tak, to jest ciąg dalszy uwag związanych z artykułem ze Studio Opinii – obiecałem komentarze dotyczące wykładu z 1997 roku, w którym Władimir I. Arnold podobno (wedle Łukasza A. Turskiego) obrócił w pył strukturę nauczania tak zwanej „nowej matematyki” w szkołach i na uniwersytetach.

Arnold wspomina w pewnym wywiadzie, że gdy rozmyślał nad problemem a nowe idee nie przychodziły, nakładał narty na jazdę 40 km i to pomagało. Naoczni świadkowie dodawali, że do takiej jazdy oprócz nart (i zapewne butów) nakładał tylko kąpielówki.

Nie wyobrażam sobie upowszechnienia tego procederu, ale geniusz to geniusz i nie wszystkie jego działania służą innym, prostszym ludziom.

Jako geniusz mógł wygadywać co tylko zechciał o Bourbakim (czyli o grupie francuskich uczonych, którzy anonimowo tworzyli zupełnie nową encyklopedię matematyki) ale przed przejęciem jego zwrotów jako ostatecznego wyroku na pewien sposób uprawiania matematyki warto zastanowić się nad paru faktami. Oto one, w porządku aleatorycznym, czyli w nieporządku.

* Jest pełna zgoda wśród specjalistów, że wysiłek bourbakistów (czyli tych, którzy tworzyli dzieło rzekomego autora Nicolas Bourbaki) rozwijał idee niemieckiego wielkiego matematyka Davida Hilberta, który nadawał matematyce solidne, aksjomatyczne podstawy i swoją listą 23 problemów z początku XX wieku zainspirował wielką ilość ważnych badań.

* Arnold zasłynął już jako 19-latek rozwiązaniem trzynastego z tych problemów, a 30 lat później przyczynił się do częściowego rozwiązania szesnastego problemu.

* Bourbakiści nie posiadali władzy, nie rozdawali grantów i pisali bardzo trudne teksty. Były jakieś wewnętrzne wartości, dla których ich wizja matematyki stała się tak wpływowa.

* Z całej działalności dydaktycznej Arnolda przebija jego gorący patriotyzm, często graniczący z przesadą, skłaniający go do wyśpiewywania (przyznać należy, uzasadnionych) peanów dla rosyjskiego nauczania i rosyjskich uczonych.

* Ci uczeni dość masowo poprzenosili się do USA i innych krajów, więc różnice w stylu pracy może nie były tak dramatyczne. A jakość atmosfery przy uprawianiu nauki w Rosji nie równoważyła zalet pracy za granicą.

* Tak przytyki jak i grube oskarżenia „zachodniej” (czyli nie-rosyjskiej) matematyki, którymi są nasycone jego wykłady i wywiady, mają powiązania z dość odmiennym stylem przedstawiania w tych naukowych światach otrzymanych rezultatów. Może drobiazgowość niemieckiego czy francuskiego sposobu pisania jest obsesyjna, ale wielu czytelników artykułów pisanych w ZSRR bywało zrozpaczonych argumentami w stylu „jak powszechnie wiadomo”, „autorzy potrafili pokazać” czy „sprawdzono te dane we wszystkich koniecznych przypadkach”.

* Mimo tych zarzutów, gdy mógł (od czasu pierestrojki) Arnold intensywnie współpracował z „zachodnimi” matematykami, a od roku 1993 dzielił swój czas pół na pół między pracą w Moskwie i w Paryżu.

* Stosunek Arnolda tak do Francji jak i do jego ojczyzny był jednak ambiwalentny. ZSRR nie zgodził się na przyznanie Arnoldowi najbardziej prestiżowej nagrody matematycznej, medalu Fieldsa (zagrozili komitetowi wybierającemu kandydatów, że wybór Arnolda spowoduje wystąpienie ZSRR z Międzynarodowej Unii Matematycznej – nie jest do dziś jasne czy powodem było żydowskie pochodzenie jego matki czy jego podpisy w paru petycjach kierowanych do sowieckich decydentów) a on sam nie miał pozycji we władzach decydujących o kierunkach i rozwoju rosyjskiej nauki. Ale Francja też (jak to mówią Francuzi) nie stanowiła ciastka – warto przeczytać uważnie jego krytykę francuskiej Akademii Nauk, która nie przyjęła Michaiła Gromova, choć się we Francji naturalizował; można domyślić się, że w dużej mierze jego uwagi odnoszą się do nie takiego traktowania, na jakie obaj we Francji zasługiwali. Słynną i cenną izraelską nagrodę Wolfa otrzymał dopiero w roku 2002.

* Przewidywania Arnolda, że wpływ bourbakistów doprowadzi matematykę we Francji i w USA do upadku chyba się nie sprawdziły – a przynajmniej w okresie ostatnich 20 lat trudno dostrzec przyspieszenie, które by przyniosło wyprzedzenie przez matematykę rosyjską nauki z krajów zarażonych ideami bourbakistów.

* Arnold był jednocześnie showmanem i bardzo poważnym (i ciepłym dla współpracowników) człowiekiem. Jego wykład z roku 1997 jest pełen łatwo zrozumiałych i dowcipnych uwag, ale zawiera też parę kawałków, które potrafią zrozumieć tylko matematycy pracujący w dziedzinie omawianej przez autora. Traktowanie tego wykładu jako rozważnego osądu wskazującego jak uprawiać matematykę i jak jej nie uprawiać nie wydaje mi się rozsądną decyzją.

A już zupełną kpiną jest podpieranie błyskotek Arnolda kpinami Toma Lehrera z komentarzem matematyk i artysta kabaretowy Tom Lehrer napisał piosenkę „New Math”, wypuszczającą powietrze z groteskowego balonu „Nowej Matematyki”. Lehrer bywał ostrym krytykiem społecznym, wyśmiewał hipokryzję relacji rasowych w USA („National Brotherhood Week”) czy politykę międzynarodową („Send the Marines”), a czasami tworzył czystą, choć niezupełnie niewinną rozrywką (gdy śpiewał o wytruwaniu gołębi czy o trzymaniu w ręce dłoni swojej ukochanej). Jeśli tak poważnie potraktować jego drwiny z „New Math” to może by uznać, że jego wyśmienity ragtime „Vatican Rag” „wypuścił powietrze z groteskowego balonu katolicyzmu w Watykanie”?

Reklamy

3 myśli na temat “Kto się boi Władimira Arnolda?

  1. Dziękuję pięknie za zapisanie tych cennych spostrzeżeń. Czytałem je za każdym razem, gdy wchodziłem tutaj by poczytać komentarze. Temat jest ważny. Nikogo nie zainteresował? Nie wierzę.

  2. Też wierzę, że temat jest ważny, ale ten blog nigdy nie zajmował się kotami, błyskotliwymi małżeńskimi rozmowami ani innymi istotnymi w codziennym życiu tematami, więc liczba zainteresowanych nim czytelników oscyluje w okolicy 50. Więc oczekiwanie tłumu komentatorów nie jest uzasadnione.

    Zresztą, nawet niektóre bardzo wartościowe blogi z Polityki – jeśli odliczyć pyskówki i poświadczenia o istnieniu – biegają prawie bezkomentarzowo. Może czas blogów przeminął i tylko niektórych o tym nie powiadomiono?

    A 50 osób, które systematycznie mnie odwiedzają, choć nie ma tu ani przymusu, ani materialnych korzyści, to dla mnie całkiem dobra nagroda za trud pisania.

  3. W ramach wzbogacenia bloga o nowe, wartościowe kręgi czytelników mogę ewentualnie nadmienić, że jeżdżenie Arnolda na nartach tylko w kąpielówkach to mały Kazio w obliczu informacji, którą wzbogacił mnie wczoraj wieczorny program radia BBC. W Paryżu miejscowa organizacja nudystów ANP (l’Association des Naturistes de Paris) zorganizowała „Długą Noc Muzeów” dla osób zupełnie pozbawionych odzieży a zainteresowanych muzealnictwem. Podobno ogromny sukces. .

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s