Skrajna prawica w walce z prawicą

Strajk brazylijskich kierowców ciężarówek od samego początku, od poniedziałku 21 maja, rozwijał się przed moimi oczami. Byłem na autostradzie i widziałem początek blokad pasów po prawej stronie i palenie opon – a potem zanikanie benzyny na stacjach i towarów w supermarketach i słyszałem oznajmienia prezydenta Temera, że wszystko jest już rozwiązane, a co by nie było to on właśnie powołał wojsko do uporządkowania. Pozornie kierowcy wygrali, diesel potaniał dla nich o 10% (czyli wrócił do ceny sprzed paru miesięcy) i na niektórych autostradach nie płacą myta, ale przecież stanowią część społeczeństwa, a ono całe musi teraz płacić dużo drożej za prawie wszystko, od benzyny i cementu do mleka i jajek.

A kto naprawdę wygrał tu? Wygląda na to, że tylko skrajna prawica, uosobiona przez niejakiego kapitana Jair Bolsonaro, kandydata na prezydenta w zbliżających się wyborach. I wrażenie to jest tak silne, że krążą opowieści, iż cały ten ruch był zorganizowany przez grupy ultra-prawicowe powiązane z nim.

Z jednej strony takie widzenie rzeczywistości zaprzecza dość oczywistej prawdzie, że strajk, który ogarnął prawie cały (niemały przecież) kraj był zdecydowanie spontaniczny i apolityczny. Z drugiej strony, w świecie komunikacji przez WhatsApp i fb nie trzeba klasycznych prowokatorów i agitatorów, by kierować spontaniczne ruchy i odruchy w pożądanym przez polityków kierunku.

Dość niewiarogodne rozpowszechnienie wśród strajkujących haseł wysławiających dawną (1964 – 1985) dyktaturę wojskową – bo rzekomo wtedy był porządek – to wyraźny odcisk palca tego pana kapitana, ale jednak gdy prezydent Temer upoważnił (czy też nakazał) użycie wojsk przeciw strajkującym, generałowie zawiadujący jednostkami, które miały usuwać ich z dróg, wcale nie spieszyli się do używania swoich nowych prerogatyw i docierało do społeczeństwa, że choć wielu z nich decydowało się olewać prezydenckie upoważnienia, to nie palili się też do otwartego wystąpienia przeciw niemu.

Ów kapitan Jair Bolsonaro najpierw entuzjastycznie poparł kierowców, potem wywrócił kota ogonem (no przecież od paru dekad jest politykiem), ale zdołał tymi ruchami wypłynąć z polityki stanu Rio de Janeiro na scenę krajową jako liczący się kandydat prezydencki.

Sam Temer określany jest (nawet przez prawicę) jako niepogrzebane zwłoki, co uzasadniają wyniki badań opinii publicznej, przypisujące mu całe 2% popularności, ale wszystkie prawicowe alternatywy są tak uwikłane w skandale finansowe, że nie jest jasne czy warto je traktować poważnie. No i sytuacja jest zdumiewająca, we wszystkich solidnych badaniach wygrywa były prezydent Lula, i to zdobywając prezydenturę już w pierwszej turze – ale zapewne nie będzie mógł pojawić sie na listach wyborczych, bo siedzi od 101 dni w więzieniu po procesie tak oczywistym jak gdyby zmontował go sam Ziobro.

Lewica i tak wygra? Niekoniecznie. A raczej: z pewnością nie. Głosy na Lulę są głosami na Lulę a nie na jego partię czy na program czy na ideologię, filozofię lub praktykę. Lula to idol i nie ma zastępcy. Ale póki listy wyborcze nie zostaną zmontowane, nie ma co walczyć o wyborcę „lewicowego” i Bolsonaro walczy z prawicą.

Co jest pewną nowością w jego życiu. Dotychczas zwalczał komunistów (rzeczywistych i urojonych), homoseksualistów, złodziei politycznych (choć podliczenie jego stanu posiadania jasno wskazuje, że nie pracą i przemyślnością dochrapał się wielkiego majątku), prawa dające szanse czarnym, kobietom i biednym, no i oczywiście jest czempionem walki o przywrócenie kary śmierci. Wikipedia mówi, że gdy był w Akademii Wojskowej, jego przełożony wystawił mu laurkę mówiącą, że ma on

nieustający zamiar przywodzenia, co było zawsze odrzucane tak z powodu agresywności okazywanej w stosunku do jego kolegów jak i braku logiki, rozsądku i równowagi w przedstawianiu argumentów.

Miał on i inne pomysły i jego plan wysadzenia w powietrze łazienek w koszarach (żeby poprzeć domaganie się podniesienia żołdu) prawie że zaprowadził go do ciupy. Intensywne zapieranie się, że wszystko to intryga opozycji i opinie dziwnych biegłych, że jego pismo na planach wybuchu nie było jego pismem, jakoś go utrzymało poza więzieniem. Nie jest jasne czy już zmienił opinię co do alternatywnych technik popierania swoich poglądów.

Oczywiście bardzo popularnych w Sieci.

Tak, tak, skrajna prawica ma bardzo ciekawych kandydatów na rządzenie 207 milionami obywateli Brazylii.

3 myśli na temat “Skrajna prawica w walce z prawicą

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s