Sursum taraxaca czyli jedzmy mniszki

Przed tygodniem. Czy komosa piżmowa brzmi dobrze? Nie? To może po łacinie: dysphania ambrosioides. A dla mnie po prostu mastruz. Tutaj go widać. Smaczny. Lepiej go jeść niż czytać o nim, bo okazuje się, że to święte lekarstwo i rozwiązuje wszystkie problemy za wyjątkiem finansowych. Mój boziu, rozumiem entuzjazm ale czy należy go przelewać i zalewać nim zdrowy rozsądek? Tak czy inaczej, dodaję do sałatek z zieleniny, ale niezbyt często pojawia się na targu. I już zamierzałem szukać w Sieci sprzedawanych nasion ale nasza rozsądniejsza połowa popatrzyła wokół i wśród chwastów zidentyfikowała go w sporych kępkach (zostały od razu przyswojone na grządce), ale wydziobywanie go wymagało delikatnych ruchów, bo był otoczony młodymi pokrzywami.

Powiedziałem, że kiedyś w Polsce były one pożywieniem i mogę spróbować zrobić z nich zupę, ale nie zostało to odebrane zbyt przyjaźnie. No to nie zrobię. Ale miałem dobre chęci.

Parę dni temu. Myśli wracały mi do pokrzyw i zerknąłem od opracowania opublikowanego w 2011 roku: Łukasz Łuczaj, Dziko rosnące rośliny jadalne użytkowane w Polsce od połowy XIX w. do czasów współczesnych. A tam nie tylko pokrzywy ale i bluszczyk kurdybanek, ostrożeń łąkowy, paprotka zwyczajna i czyściec błotny, girz, perz. I na dobitkę oset. Ten to mnie wyłożył. I zareagowałem na niego jak V. na pokrzywy.

Następnego dnia. W BBC cytowali wyniki jakichś badań o tym, że brzydko (albo niedostatecznie ładnie) wyglądające produkty rolne są wyrzucane, żeby w supermarketach nie raziły sprzedawców i kupujących. I jest tego dużo, czasami połowa warzyw i jarzyn. Kto by pomyślał, że etyka spotka się w polu z estetyką i sromotnie przegra.

Przedwczoraj. Wycieczka do Criciumy, pętanie się przez parę godzin po 8° Agroponte – agronegócios e agricultura familiar – ten portugalski taki jest podobny do polskiego, że się sam tłumaczy. Tytuł wystawy był dłuższy, bo połączono to ze stanową wystawą zwierząt (wraz ze sprzedażą), szczególnie bydła. Ach, czemu tak miłe stwory są tak brzydko nazywane?

Najbardziej fascynowały maszyny. Jak taka:

albo inna:

i myślałem jak dzielnie bym wyglądał w jej kabinie, ale to chyba objaw zdziecinnienia, bo zauważyłem, że tam wdrapywali się przede wszystkim bardzo, bardzo młodzi ludzie. Więc poszedłem do bardziej klasycznych maszyn:

i tych z pewnością nie chciałbym prowadzić ani mieć zbyt bliskiego kontaktu.

Nie miałem odwagi na fotografowanie bardzo dziwnych królików, bo pisano przy nich, że są do kupienia na 10 rat na kartę kredytową, więc lepiej zapomnieć o nich. I przechodząc do innej części zdziwiłem się widząc te słodycze (tak, bardzo dobre, ale cholernie drogie, za kilo dwa razy droższe niż ceniony i szanowany przeze mnie tort Marta Rocha):

Co one tam robiły? To nie z lokalnych płodów ani swojskich zwierząt, a jedyne uzasadnienie ich obecności w tym, że są wyrabiane dość blisko, w Tubarão (55 km od Criciumy). Choć to dość proste – organizatorzy wynajmą miejsce każdemu, kto przekona, że powinien tam być.

No więc chodziłem tam sobie i chodziłem ale padłem nie ze zmęczenia ale ze zdumienia, że widzę coś takiego, opisanego jako jadalne rośliny:

Nasturcje i bratki są w porządku, jadłem, przeżyłem, ale… Proszę przyjrzeć się temu detalowi:

Sugestia: jeśli kiedyś od niechcenia (albo od chcenia) zdarzyło ci się kopnąć po drodze mniszka, teraz idź i się z tego wyspowiadaj.

Reklamy

7 myśli na temat “Sursum taraxaca czyli jedzmy mniszki

  1. Ach, komosa piżmowa. Dla ciebie mastruz, dla nas epazote. W czasach meksykańskich smakowało nam bardzo escamoles con epazote czyli podsmażane na maśle mrówcze larwy z dodatkiem zieleniny (która właśnie okazała się być komosą piżmową; może być też z cebulką, porami, bądź czosnkiem).

    Nie liczyłem szczególnie na introdukcję mrówczych zarodków do kuchni polskiej, ale na użytek krajowo-ogrodowy zaopatrzyłem się w nasiona epazote. Kto szerzy wiedzę, ten szerzy smutek (jak powiada Eklezjasta 1:18) – gdy poczytałem, co (polska zwłaszcza) wikipedia sądzi o toksyczności komosy piżmowej, to pomyślałem sobie, że cudem z Meksyku z życiem uszliśmy.

    Ale może nie taki askaridol straszny jak go malują. Za to papryki tego roku obrodziły jak nigdy.

  2. Nie jedz niczego, umrzesz całkiem zdrowy. Straszą już nawet akrylamidem ze skórki od chleba. Trend na zdrową żywność przeszedł w obłęd, ale może przegięcie z rakotwórczą kawą (też akrylamid) wreszcie coś zmieni.

    Askaridol jest na pewno trujący. Ale organizm nieźle sobie radzi z niewielkimi dawkami różnych trucizn (np. etanol, kofeina). Więc jeśli substancja nie akumuluje się i nie jest wyraźnie rakotwórcza to można sobie pozwolić (byle nie przesadzić).

  3. Jadłam kiedyś sałatkę z mniszka i pokrzyw, nie polecam, gorzka (z drugiej strony, wielbicielką sałatki z sałaty też nie jestem). Za to lebioda ugotowana jak szpinak jest pyszna.

    Na czym polegała dziwność królików?

  4. @kwik, chyba mało kto by czytał artykuł gdyby przestawiono na początek to zdanie z końcówki: There is no safe level of driving, but government do not recommend that people avoid driving.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s