Czyste wejście

Nie mieliśmy się później nigdy spotkać, choć wtedy nie wiedziałem o tym. Młodzi ludzie myślą, że jeszcze wszystko może się zdarzyć. On już czuł się w świecie warszawskich artystów jak w domu choć nie miał kontaktów ani poleceń. Jak do tego doszło?

Opowieść wydawała się dobrym żartem. Poszedł do teatru (to był Powszechny czy Narodowy? Daty by to wyjaśniły, wtedy nie zwróciłem na to uwagi), a gdy skończył się spektakl i tłum entuzjastów zaczął oblężenie garderoby Hanuszkiewicza, siadł na jednym z niskich stopni schodków, parę metrów od wejścia, gdzie ściskano aktora i obsypywano komplementami – i czekał. A minę przybrał poważną, a nawet nieco zasmuconą.

Wreszcie został sam na sam z aktorem, który radośnie zapytał: „i co, podobało ci się?” I wtedy Rysiek mógł odegrać scenę, dla której przez tyle minut trwał nieruchomo na schodkach. Z cieniem smutku pokręcił przecząco głową.

– Co? Dlaczego? – Hanuszkiewicz czegoś takiego nie spodziewał się. Rysiek zaczął mówić i tym razem Hanuszkiewicz był zasmucony.

– Poczekaj, przebiorę się i pójdziemy gdzieś pogadać.

Poszli na wódkę i gadali wiele godzin. To był to początek ich wielu rozmów, formujących przyjaźń, a w konsekwencji i ułatwiony start do dużej kariery młodego człowieka, który nieco wcześniej zdecydował, że nie chce już zostać chemikiem, a aktorem.

Jeśli ktoś wyczyta w tej relacji coś, co pomniejsza czy mistrza, czy jego podopiecznego (który też miał zostać mistrzem), popełni sporą pomyłkę. Aktor (jak to nader częste w tym zawodzie) potrzebował oznak podziwu, uznania, blasku entuzjazmu w oczach, ale był wielkiej klasy fachowcem i szybko wyławiał fałsz w słowach i minach. A zagranie Ryśka – no właśnie, teatralna scenka – była przygotowana z dużą starannością i tekst był takiej jakości, że obaj mieli o czym rozmawiać tak wtedy jak i później.

Jak jego kariera pokazała, Peryt miał talent i treść, ale to wcale nie znaczy, że ktoś z takimi walorami pojawi się w biurze dyrektora i powie: „proszę się mną zainteresować, jestem dobry” a dyrektor to sprawdzi. Gdyby pisał wiersze, może by posłał kilka próbek do Szymborskiej. Ale tu musiał działać głosem i mimiką.

A skoro opowiadał o tym z rozbawieniem, doskonale wiedział, że był to teatr. I zapewne to dobrze, że w nim został. Jego bracia, też bardzo utalentowani, poszli w inne kierunki nauk ścisłych. Sądzę, że i on, jako chemik, byłby znaczącym członkiem uniwersyteckiej ekipy. Ale miał wybór i umiał go dokonać.

W opisach jego artystycznych dokonań nieco bawi mnie podkreślanie, że jako jedyny na świecie zrealizował wszystkie dzieła sceniczne autorstwa Wolfganga Amadeusa Mozarta – to w istocie ciekawostka, ale gdyby do tego fachowcy dodali parę słówek czy warto było wyciągać wszystkie owe dzieła na świeże powietrze i czy zrobił to w sposób godny zapamiętania… Bo bez tego brzmi to trochę jak informacja, że ktoś przełożył na esperanto wszystkie dzieła J. I. Kraszewskiego. No, ale taka jest uroda haseł Wikipedii, że mają podawać fakty, a stronić od komentarzy.

I jeszcze: swoimi poglądami i zainteresowaniami trafił na właściwy moment w krajowej polityce kulturalnej – ale to były poglądy i zainteresowania „od zawsze” a nie modne przebranie. Dlatego jak bym nie był oddalony od jego poczynań i ideologii, zachowuję dla niego szacunek – z dozą smutku, że nie będzie już szansy na choćby jedną jeszcze rozmowę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s