Antypolskie plucie

Szanowny Panie Prezydencie, w sprawie wybryku jakiegoś petenta w Tel Awiwie, który jak wielbłąd wyraził swoją irytację, oznajmił Pan niedawno, że „niestety, wszystko wskazuje na to, że był to po prostu akt antypolski”.

Jestem przekonany, że Pan się myli. Oczywiście w żadnym wypadku nie popierałbym podobnego wyrażania uczuć w stosunku do Pana, stanowczo wolę, by został Pan kiedyś osądzony i posadzony, ale wcale bym się nie zdziwił gdyby się okazało, że wielka liczba ludzi ma ochotę splunąć widząc Pana (a może i Pana opluć) i to wcale nie dla wyrażenia nastawień antypolskich, a z irytacji, że ktoś tak plugawi stanowisko prezydenta Rp.

Widzi Pan, różne bywają użytki śliny. Można (lecz nie powinno się) obśliniać buty kościelnych hierarchów, można (lecz nie powinno się) zaśliniać się tokując o genialności wodza Żoliborza, można też (lecz nie powinno się) spluwać myśląc o pewnych politykach. To jest antyhigieniczne i antypatyczne, ale nie antypolskie.

18 myśli na temat “Antypolskie plucie

  1. Andsolu, nie wiem. Ale nie jestem pewna czy to istotne gdy chodzi o chamskie zachowanie pojedynczego czlowieka.

  2. Herschel Grynszpan się kłania.
    Nacjonalizm zawsze odwołuje się od instynktów wspólnoty. I wykorzystuje je do swoich niecnych celów.

  3. Premier Morawiecki oswiadczyl wlasnie ze zwrot mienia Zydom byloby posmiertnym zwyciestwem Hitlera. Obawiam sie ze wzbieraja we mnie uczucia, tak jakby, hmm, „antypolskie” ?
    Prawda ze to poszczegolni ludzie plugawia, ale w dzisiejszych czasach to jednak ludzie demokratycznie wybrani.

  4. Nie, lisku, Mateusz Morawiecki nie został demokratycznie wybrany. Wiem, że to nie poprawia sytuacji, bo premier rządu, niezależnie od tego jaka procedura go w tej pozycji ustawiła, nie powinien wypowiadać publicznie żałosnych bzdur. Może oni zrobili sobie w rodzinie zakład kto w tej konkurencji wejdzie do księgi rekordów Guinnessa?

  5. Zostal zaproponowany i powolany przez osoby wybrane demokratycznie, jest czescia systemu wladzy wybieranej, nie narzucanej sila.

  6. @lisek:
    w zasadzie tak, ale niezupełnie tak do końca.
    Krajem rządzi taki pan, który z całą pewnością został przez kogoś zaproponowany. Ale nie ma pewności przez kogo, o wiedzy już zamilczmy. Specyfika obecnego rozdania jest taka, że niekoniecznie zostali wybrani ci, którzy zostali wybrani lecz ci, którzy zostali wybrani podporządkowali się tym (temu?) kto wybrany nie został.
    Ja wiem, że to słaba pociecha, ale pozostańmy przy nazywaniu rzeczy po imieniu: rządzić i piastować stanowisko to dzisiaj w Polsce dwa odrębne byty. Nie znamy rzeczywistych struktur władzy, znamy tylko z pobieżnego oglądu fasadę. Znamy również niezmienne poparcie jakie ta fasada uzyskuje, tak że nie sposób odmówić jej jakiejkolwiek legitymacji. Ale z mechanizmami demokracji liberalnej ma to nader mało wspólnego i w związku z tym (proponuję) wstrzymajmy się ze stosowaniem w swych ocenach nieadekwatnych do sytuacji kryteriów .

    Zwykło się mawiać w kręgach cywilizowanych że Niemcy sami sobie wybrali Hitlera. Powtarzany tysiące razy mit stał się obiegową prawdą. Otóż nie wybrali sobie Hitlera. Hitlera wybrał von Hindenburg. W ostatnich bezdyskusyjnie wolnych wyborach (czyli takich, które zasługują na taką nazwę) – w listopadzie 1932 NSDAP zdobyła 33,09% głosów. Dużo? Sporo, niestety. Ale niewystarczająco aby twierdzić, że Niemcy sobie dyktaturę wybrali.

  7. @Kwik:
    Zgadza się. Ale do władzy nigdy nie doszli w wyniku wyborów. Ani tych wcześniejszych, ani tych z listopada. Gdyby dwóch konserwatywnych polityków, którym wydawało się, że bęądą mogli Hitlerem dowolnie manipulować nie przekonało stetryczałego Hindenburga aby powierzył 30.01. tekę Kanclerza panu Adolfowi H. w celu stworzenia mniejszościowego rządu – to do przejęcia władzy w 1933 by nie doszło, „Machtergreifung” stał się tylko dlatego możliwy bo NSDAP zrezygnowała praktycznie z wszystkich ministerstw aby tylko móc położyć łapę na resortach siłowych. Reichstagsbrandverordnung (z 28 lutego) był możliwy bo Komuniści już byli w obozach a SPD nie wpuszczono do sali., Ermächtigungsgestz (z 24.03.) natomiast to była już pestka, 2/3 parlamentu siedziało już w obozach koncentracyjnych. NSDAP uchwaliło sobie to znoszące demokrację prawo samo we własnym kółku.
    A więc nie tylko arytmetyka wyborcza lecz również strona techniczna przeprowadzenia tej operacji przemawiają za tym, że był to jednak zamach stanu.

  8. Telemachu, nie znam oczywiscie zakulisow polskiej wladzy, a i fasade napewno niedostatecznie. O ile rozumiem, najmocniejsza figura jest przewodniczacy partii ktora otrzymala najwieksza liczbe glosow w wyborach, hasla wyborcze ktorej pokrywaja sie dosc dobrze z tym co wprowadza w czyn, i ktora zdolala stworzyc wiekszosciowa koalicje. Prawda ze on sam nie zajal oficjalnej funkcji, ale w wielu wypadkach przewodniczacy pierwszej partii te funkcje zajmuje (np u nas automatycznie), wiec nie widze tu roznicy na tyle duzej by uwazac obecny rzad polski za reprezentujacy spoleczenstwo mniej niz jakikolwiek inny rzad ustanowiony droga wolnych wyborow. Jesli sie myle, jak piszesz, prosze wytlumacz.

  9. @ telemach – nie przeczę. Ale właśnie. Strona techniczna jest niezmiernie ważna. Bo zdaje się przy naszej ordynacji wyborczej NSDAP już po lipcowych wyborach dostałoby wszystko, pełną władzę. Więc może tak gówniana ordynacja wyborcza jak nasza jest już mimowolnie zaprojektowanym zamachem stanu.

  10. @Lisek:

    Nie sądzę abyś się myliła. Problem w tym, że mamy w Polsce obecnie sytuację pełzającego zamachu stanu. Stała się ona możliwa ponieważ osoba będąca jednoosobowym ośrodkiem decyzyjnym nie ponosi żadnej odpowiedzialności za poodejmowane przez siebie decyzje, a to dlatego, że nie pełni żadnej funkcji. Nigdzie. Formalnie też nie podejmuje ona również żadnych decyzji nawet wówczas gdy je ewidentnie podejmuje.
    Nie jest prawdą jakoby prawodawcy takiej sytuacji nie przewidzieli. Przewidzieli. Art. 127 KK wyraźnie określa co grozi za próbę zmiany ustroju z pominięciem konstytucji. Nie przewidzieli oni jednak, że może nie istnieć żadna instancja władna taki kociokwik nazwać po imieniu, napiętnować, sformułować oskarżenie i na koniec ukarać.
    Mamy zatem sytuację usankcjonowanego bezprawia. Dlaczego to jest ważne? Otóż ważne jest to ponieważ istnieje dysonans pomiędzy tym co wyborcy zaoferowano i tym co otrzymał. W programie przedwyborczym nie było ani słowa o prowadzeniu wojny z UE, nie było ani słowa o likwidacji (resztek) pluralizmu w mediach publicznych, nie było ani słowa o likwidacji służby publicznej, nie było ani słowa o zastąpieniu kryteriów fachowości kryterium wierności partii. Nie było też ani słowa o kokietowaniu ruchów narodowych, neonazistowskich i jawnie antysemickich.
    Zasadniczo rząd taki powinien się po kilku miesiącach wywrócić pod naciskiem opinii publicznej. Jako niewiarygodna pomyłka wyborcy. Wszystkie posunięcia dotyczące zmian legislacyjnych poczynione po objęciu władzy miały za zadanie realizację jednego celu: utrwalenia monopolu narracyjnego władzy.

    I tutaj dochodzimy do istoty: władza odniosła na tym polu zdumiewający sukces. Polityczny spór odbywa się na jej warunkach i w wyznaczonych przez nią ramach. A zmanipulowana zbiorowość nie dostrzega, że to co jest i to co wybrała to jednak nie to samo.

    Dlatego ostrożnie podchodziłbym do tezy, że niegodziwość wsparta jest demokratyczną legitymacją. Tak by było gdyby współcześni Polacy byli w większości myślącymi perspektywicznie, oświeconymi obywatelami świadomymi swoich praw i obowiązków. Tak niestety nie jest. Proporcje są inne. Ten fakt w połączeniu z upadkiem tradycyjnych mediów i ich monopolu na kształtowanie narracj wytwarza nową sytuację odpowiedzialności rozmytej i uwagi rozproszonej. Zamiast obywateli mamy „followers”. Aby stać się jednym z nich nie jest potrzebna wola, praca, refleksja. Wystarczy jednorazowy akces przy pomocy kciuka. Kciuki ma każdy. I już stajemy się częścią wspólnoty gotowymi biec w wyznaczonym na daną chwilę kierunku.

    Doczekaliśmy końca pewnej epoki. Pewien, dotychczas słuszny sposób pojmowania świata staje się bezużytecznym konstruktem. Niedopasowanym do tempa i rozległości zmian technologicznych i wynikających z tychże przemian mentalnych.
    To na co się powołujesz w swoim komentarzu to kategorie – moim zdaniem – minione. Wybory nie są już wyborami, programy wyborcze nie są już (w jakikolwiek sposób) wiążącymi programami. A wyborca ma (przeważnie) pamięć jętki i nie pamięta już odruchu, którym się kierował dokonując ostatniego wyboru. Partie polityczne są jedynie w stopniu szczątkowym skupiskami osób wyznających te same poglądy lub podzielających te same wartości. Zaczynają przypominać coraz bardziej kluby kibiców kierujących się w swych irracjonalnych wyborach emocjami. Łączy ich nie tyle chęć osiągnięcia tego lub owego lecz strach lub niechęć do tego czego nie chcą lub nie rozumieją. Coś się definitywnie kończy.

  11. @kwik: widzę to podobnie. Niemcy po katastrofie 1933 roku wyciągnęli wnioski i wbudowali rozmaite mechanizmy zabezpeiczające zręby demokracji konstytucyjnej. Czy wystarczające? Czas pokaże. Natomiast Polacy, przekonani po 1989 roku o niepodważalności dogmatu, że nikt już nigdy nie będzie chciał zawrócić z drogi prowadzącej do demokracji liberalnej po prostu zapomnieli jak przewrotną może być historia. Dlatego mamy kulawe rozwiązania, co w połączeniu z brakiem świadomości, że trzeba je zmienić raczej najlepiej nie wróży na przyszłość.

  12. Co do przeprosin, to widzę blog z komentarzami jak kromkę z delikatesami. Nigdy ich nie jest za dużo, a kromka tylko je podpiera i im jest cieńsza, tym lepiej.

  13. Dziekuje, Telemachu. Wszystkie opisywane przez Ciebie procesy znam niestety z wlasnego podworka. Co do jednego nie jestem pewna – czy rzeczywiscie zmiany technologiczne maja tu tak mocny wplyw i jakie sa inne mozliwe powody.

  14. Nie jest to zresztą nic aż tak nowego. Za każdym razem gdy pojawia się nowa technologia, pojawiają się nowe możliwości manipulacji. Fenomen pt. Hitler nie byłby możliwy (w takiej postaci w jakiej się zdarzył) gdyby nie zaistniała nagle możliwość przeniesienia charyzmatycznie zapakowanej demagogii do mieszkań milionów za pośrednictwem radia. Aby usłyszeć nawiedzony patriotyczny wrzask trzeba było przedtem pofatygować się na wiec – nagle wrzask był obecny w każdym domu.
    https://en.wikipedia.org/wiki/Volksempfänger
    Na coś takiego stara dobra demokracja nie była zupełnie przygotowana.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s