Czym Morawiecki oczarował Tuska?

Spokojnie odczekałem okres wyborów (w których były by wybrane Znane Gęby, jak chciał szef Dobrej Partii, gdyby nie obrzydliwy Biedroń i jeszcze gorsi cykliści), ale teraz już mogę wyrzucić z siebie to, co trapi mnie od kiedy ujawniono Cudowne Rozmnażanie Wartości przez Mateusza Morawieckiego. To dość proste pytania, ale dziwi mnie, że nie są publicznie stawiane.

Otóż wiedzę, że premier Morawiecki to ignorant, krętacz i fanfaron miał już od dawna kto chciał, nie potrzebował do tego nowinek jak to kard. Gulbinowicz miał mu doradzać w sprawie inwestycji. I z pewnością był nim od wielu lat, a te jego cechy mogły być dostrzeżone przy odrobinie staranności i dobrej chęci. Stąd pytanie: jak to się stało, że Donald Tusk powołał go do swojej Rady Gospodarczej? Jakikolwiek dyrektor banku by był dobry? Czy może już wtedy ten dyrektor oczarowywał, że „chcemy, by nasza gospodarka nasycona była pierwiastkiem kosmicznym”?

Kolejne pytanie to czemu nikt tego pytania nie zadaje Tuskowi?

I następne: a ilu takich typów było w jakichś tajemniczych Radach? Czy płynność z przynależnością partyjną paru najsłynniejszych przypadków (np. Radosław Sikorski) to tylko nieco utwardzony czubek wielkiej magmy z podziemia polskiej polityki, gdzie można być na tak, choć jak najbardziej na nie, mieć negatywne plusy i pozytywne minusy oraz kręcić się wszędzie gdzie pachnie pieniądzem?

Wyjaśnienie takich kwestii może uniewinnić (w sprawie wyników wyborów) paru cyklistów, ale oczywiście nie Biedronia ani Razem. Przy okazji, widzę w powyborczych analizach, że kłopot też we wsiach, które głosują nie tam gdzie trzeba. Mam proste rozwiązanie, przydatne przed następnymi wyborami: każdy, kto kocha Ojczyznę (a więc i Schetynę), przyjmuje do swego mieszkania na rok czy dwa paru chłopów, rzetelnych katoliko-rolników, a ci, stając się elementem miejskim, już zagłosują jak trzeba.

W ten sposób znowu da się wyminąć inne niemiłe pytania, jak na przykład: a jakiej grupie rodaków służy program partii PO? Chodzi o inicjatywy dotyczące przyszłości narodu, a nie grupy wziętych i zawziętych partyjnych biurokratów, równie zręcznych w chwytaniu w lot hostii jak sam prezydent Duda.

20 myśli na temat “Czym Morawiecki oczarował Tuska?

  1. @andsol:

    mimo, że spędziłem kilka ostatnich dni w kraju to mam poważne kłopoty aby zrozumieć o co andsolowi w tej nocie chodzi. A może dlatego, kto wie?

    Bardzo się tam chyba podniecacie polityką w sensie didaskalii w tej waszej Brazylii. W Polsce (o ile nie czyta się GW bądź Newsweeka – lub też odpowiedników z drugiej strony lustra) – atmosfera raczej bardzo zrelaksowana i całkiem pozbawiona – aby nie powiedzieć wyprana – z polityki i tematów pokrewnych.

    Ku mojemu kolosalnemu zdziwieniu. A przejechałem w trzy dni Polski szmat.

  2. Nie jest dobrze gdy trzeba wyjaśnić co się chciało powiedzieć – ale skoro trzeba, to trzeba.

    Tyle, że pojutrze. Teraz jestem w Sieci przez komórkę. Ona dla ludzi jest do gadania. Może mrówki lubią pisać tutaj, ale ssaki…

  3. To ja bardzo proszę.
    Nie można jednak wykluczyć, że nota niesie ze swym nurtem treści, których ja, ze względu na postępujące z wiekiem otępienie (bądź też z powodu wrodzonej gapowatości) najzwyczajniej nie dostrzegłem.
    Doświadczenie uczy, że jak ślepy nie dotrzega diamentu, to przeważnie winna jest wada wzroku, a nie brak diamentu. No chyba, że diamentu faktycznie nie ma. Sytuacja ślepego jest wówczas również nie do pozazdroszczenia, bo nie tylko nie znajdzie ale jeszcze się ośmieszy.

  4. @Telemach:

    Hm… ze atmosfera zrelaksowana i wyprana z polityki to jestem w stanie zrozumiec, przeciez polityki nie widzi sie z okien samochodu czy pociągu – no chyba ze ten samochód akurat przejezdza przez srodek jakiejs wielkiej demonstracji w miescie….

    Ale poza tym? Nie ogladasz mediów, nie zaglądasz do gazet, nie zaglądasz do soszalmediów – to gdzie niby mialbys slyszec to polityczne obrzucanie się błotem?

  5. @futrzak:
    no właśnie na tym polega problem. Jest taka piękna hstoria opowiedziana przez Alberto Moravię, polski tytuł to Konformista. Większość akcji rozgrywa się w przytulnych, spokojnych i w miarę uporządkowanych, jak również coraz zamożniejszych Włoszech tuż przed wybuchem wojny.
    Przejechałem kawał Polski rozmawiając z ludźmi: w Poznaniu, Warszawie, małym miasteczku na zachodzie kraju, na wsi. Przez cztery dni nie zajrzałem celowo do mediów które mi towarzyszą na codzień, czyli tych, które są w miarę niezależne i krytyczne ale obsługują tylko drobną część społeczeństwa. Nie wmawiajmy sobie że jest inaczej: w Polsce jest może niecałe 400 tysięcy czytelników krytycznej prasy Wynika z nakładów. Jest jedno naprawdę) radio, które ma około 1,5% słyszalności i nie płynie z publicystycznym prądem. Jest jedna stacja Telewizyjna, którą ogląda niecałe 2 miliony osób. Są to po części ci sami,, którzy żyją w świecie kreowanym przez krytyczne gazety i czasopisma.

    Ja świadomie zrezygnowałem ze śledzenia mediów jakichkolwiek. I wylądowałem w powieści Moravii. CAłkowicie się w niej zanurzając. Nikt ze znajomych (do niedawna przerażonych tym co się w Polsce wyrabia) nie nawiązał w rozmowach do polityki, do zmian w sądownictwie, do deptania konstytucji.
    Wygląda na to, że coś się wypaliło a wkracza mieszanina rezygnacji z akceptacją tego co nieuchronne. Ciekawa jest tendencja trzymania się na dystans nie tylko od polityki ale również od wszystkich innych tematów, które mogłyby o nią zahaczać. Nawet wśród tych, którzy do niedawna byli jeszcze organizatorami protestów i aktywnymi ich uczestnikami. Nie jest to chyba proces do końca świadomy, ale zauważalny.

    Normalność lub jej brak to rezultat wyboru kanałów percepcji.

  6. „Ciekawa jest tendencja trzymania się na dystans nie tylko od polityki ale również od wszystkich innych tematów, które mogłyby o nią zahaczać”

    No dobra, to jak wyjasnisz fakt, ze frekwencja w tych wyborach, (w porownaniu z poprzednimi do PE) byla rekordowo wysoka?

    To, ze ludzie wczesniej biegajacy na protesty KOD czy innych obronców sądów siedza zrezygnowani, to ja wiem (widzę po swoich znajomych). Ale ktos ową frekwencję wyrobil na wyborach, nie?

    Ja mam rodzine na lubelszczyznie, tam tez mieszka sporo moich znajomych ze studiów. Tam bylo pospolite ruszenie do urn – a z wynikow mozesz latwo zobaczyc, na kogo glosowali.

  7. „No dobra, to jak wyjasnisz fakt, ze frekwencja w tych wyborach, (w porownaniu z poprzednimi do PE) byla rekordowo wysoka?”

    Nie wytłumaczę. Nikt w trakcie mojego pobytu w Polsce tematu wyborów sam z siebie nie poruszył. Ku mojemu dziwieniu, bo media przecież kipiały.

    A jak wytłumaczysz wzrost frekwencji we wszystkich państwach UE? W wielu z nich podobny lub nawet znaczniejszy wzrost?

    To nie nasza wina (ani zasługa) że mamy gdzieś tam rodzinę. Lub znajomych.

  8. @futrzak:

    A co byś powiedziała gdyby frekwencja w PL była nie tyle rezultatem emocji lecz najzwyczajniej odzewem na wezwanie rządu i wzmiankę w kazaniu proboszcza aby pójść, bo ważne?
    Od pewnego czasu kiełkuje we mnie podejrzenie, że obecnie wybrany przez władzę kierunek jest czymś, co jest dla większości Polaków pojmowalne, zdolne do zaakceptowania i w ogóle niezbyt intelektualnie wyuzdane, czyli przyjemne. Zarówno retoryka współgra z emocjami, sylwetki wrogów są jasno zarysowane, jak i wspólnota rozumiana jako stado własne daje ciepełko odczuwane i wzmacniane umiejętnie. Unia ma duże poparcie jako źródło nowego chodnika z polbruku tam, gdzie były kałuże i odnowienia plebanii z udziałem środków płynących. Karkówka skwierczy na milionach grillów. To jest rzeczywistość odczuwalna. A że nie nasza? Cóż…

  9. „A co byś powiedziała gdyby frekwencja w PL była nie tyle rezultatem emocji lecz najzwyczajniej odzewem na wezwanie rządu i wzmiankę w kazaniu proboszcza aby pójść, bo ważne?”

    Bym powiedziala, ze to tez mialo miejsce, jak najbardziej. Oczywiscie ludziom w glowach nie siedze i nie wiem jakie maja motywacje, ale takie zachęty byly i na kazaniach tez.

    „Od pewnego czasu kiełkuje we mnie podejrzenie, że obecnie wybrany przez władzę kierunek jest czymś, co jest dla większości Polaków pojmowalne, zdolne do zaakceptowania i w ogóle niezbyt intelektualnie wyuzdane, czyli przyjemne”

    We mnie nie kielkuje, ja jestem tego prawie pewna. Jesli nie stanie sie jakas spektakularna katastrofa lub nadzwyczajne wydarzenie, to Polacy byc moze nawet większościa glosujących wybiora sobie PiS na nastepna kadencje na jesieni. Tak, to nie moj kraj i nie moja bajka i cieszę się bardzo, ze nie mam najmniejszej koniecznosci tam wracac….

  10. No i jestem przy komputerze (przekonania religijne, społeczne i higieniczne zabraniają mi pisać przez komórkę) i mogę próbować mówić o co andsolowi chodziło, ale ojejku, to było 4 dni temu, kto jeszcze sięga pamięcią tak daleko? I w dodatku tylu analizami po niedzieli rozlało się w Sieci, że aż wstyd pisach takie oczywistości: że takie osobistości jak Morawiecki to nie jest produkt firmowy genialnego wodza (by zacytować określenia naszego prezydenta), a coś pospolitego w masie wytworzonej z polskich przemian, lepiącej się ostatnio PiS-u, a przedtem tego, co przedtem było. I wtedy właśnie świetnie ustawiającej się finansowo.

    Jeśli ktoś tu wyczyta mój kompletny brak uznania dla wszech-opiewanego ostatnio Donalda Tuska, to będzie miał rację. Tym się różni od Schetyny, że nie jest tak rozpaczliwie nudny, ale przypisywanie mu poglądów to nadmiar dobrej woli. A jego niedawne uniwersyteckie wystąpienie mogło wstrząsnąć tylko ludźmi nic a nic nie czytającymi o świecie. Ekipa 3 czy 4 tutejszych komentatorów w ciągu paru godzin nie tylko ładniej by opisała te banały, które wygłosił, ale także opowiedziałaby o wielu problemach, których wolał nie tykać – i umiałaby zasugerować jakieś sugestie o odbijaniu się od dna.

    Najkrócej to ujmując: jak długo opozycja będzie specjalizować się w opozycyjnym gadulstwie i wyrzekaniu na zbyt długą spódnicę, która w tańcu przeszkadza, będzie opozycją i niczym więcej.

  11. jak długo opozycja będzie specjalizować się w opozycyjnym gadulstwie i wyrzekaniu na zbyt długą spódnicę, która w tańcu przeszkadza, będzie opozycją i niczym więcej.

    Tylko że to nie o to chodzi. Warunek konieczny i warunek wystarczający to jednak nie to samo. Mam wrażenie, że problem polega na tym, że uważany powszechnie za „niedosłyszący” tzw. elektorat wcale taki nie jest. On jest głuchy. I dlatego nie wystarczy mówić do niego głośniej bo to nic nie da.

  12. @Telemach:

    Ale moze nazwij rzeczy po imieniu,bo ja, autyzujący cioł, pojęcia nie mam co się kryje pod „niedoslyszacy elektorat” i cala reszta.
    O co chodzi? Jaki „niedoslyszacy” elektorat, czy faktycznie jest gluchy (huh????), co trzeba a co nie?

    Serio, ludki.
    Ja wiem, ze mam braki, ale czy nie mozna mowic wprost, po ludzku, bez walenia ton tej piany, ktora mnie dusi i o ktorej nie mam zielonego pojecia, co „poeta mial na mysli”???
    Ja CAlKIEM SERIO nie wiem, co wlasciwie chciales przekazac. Nie jestem kretynem, to nie kwestia, ze mam jakies uposledzenia IQ. Ale nadal nie lapię.

    Dziękuję z góry jednak za wyjaśnienie.

  13. Pomimo prośby Futrzaka, posłużę się pojęciem „głuchego elektoratu”. Może i on jest głuchy, tylko który? Ten, który poszedł do urn czy ten,który od 30 lat regularnie zostaje w domu? tj. ok. 15 mln uprawnionych do głosowania ? I czy ktoś próbował mówić do elektoratu językiem, który tenże rozumie, tj. migowym? Jeśli już to partia prawa i sprawiedliwa, która przemówiła językiem obrazkowym na banknotach. Od lat mam wrażenie, że szczególnie obecna tzw. „opozycja” mówi do elektoratu, który chciałby mieć, a nie do tego, który ma.
    Jeszcze raz wrócę do Futrzaka: tu jest istotna wskazówka dla tych, który chcą się dowiedzieć kim są ci, którzy są permanentnie niezainteresowani dylematem „PiS czy PO”:
    https://futrzak.wordpress.com/2019/05/30/wypasiony-polski-socjal/
    Ale czy kogoś, poza Futrzakiem, to interesuje? Rządzących i tych, którzy chcą rządzić, raczej nie. Od lat mówią do głuchych, którzy ich nie słyszą, ale nie próbują powiedzieć niczego do tych, którzy być może coś by usłyszeli, gdyby padło jakieś zdanie, które zwróci ich uwagę. Najwyraźniej: „patrzcie, jaki jestem ładny i mądry, a tamten brzydki i głupi” to za mało.

    Co do polbruku. Czy ktoś próbuje jakkolwiek wyjaśnić, że UE jest też czymś innym niż dostarczycielem nowych chodników? Przypomnieć ideę, która towarzyszyła jej powstaniu? Edukować i promować tę ideę? W GB najwyraźniej nie mają polbruku albo mają w porządku chodniki, i jakoś zapomnieli całkiem, o co chodzi.

  14. @benoone jest pewien problem, Europa chodnika nie robi, na szczeblu gminnym to Wójt decyduje kto dostanie chodnik a kto asfalt (ci co dobrze zagłosowali), a kogo znów nie lubimy i będzie jeszcze w kolejnym pokoleniu taplał się w błocie. I dlatego z wyjaśnianiem Idei mam taki problem że idee swoją drogą a rzeczywistość swoją – kasa z Unii robi z administracji państwowej magnatów na folwarku, to oni decydują kto dostanie kontrakty i dotacje a kto będzie musiał pracować na swoim jak ten głupi kapitalista.. To Europa sfinansowała populistyczne rządy które bez unijnej kasy dawno by były wywiezione na taczkach. U nas państwo sobie może pozwolić na rozdawanie kasy z budżetu bo infrastrukturę sfinansowali sąsiedzi – ale najważniejsze że ręka co daje to nasza, polska, narodowa a nie jakaś cywilizacja śmierci. Ale dlaczego miało by być inaczej, tak to działało chyba zawsze….

  15. @futrzak:

    Już spieszę tłumaczyć na zrozumiałe:

    1. Napotkani przeze mnie ludzie w Polsce – w przeciwieństwie do tego co działo się jeszcze rok, dwa czy trzy lata temu sprawiają w ogromnej większości wrażenie że mają wszystko w dupie. I to po obu (znanych mi z autopsji) stronach światopoglądowego maneżu. Emocje opadły. Zarówno u tych, którzy sympatyzują z władzą i jej pomysłami na Polskę jak i u tych, którzy widzieli w tejże do niedawna nowe wcielenie faszyzmu. Fale się wygładziły, wśród doniedawnej opozycji (rozumianej jako część społeczeństwa, której to co się dzieje bardzo się nie podoba) panuje przeświadczenie że naród zgłupiał i należy się nań obrazić. Albo chociaż wzruszyć ramionami i zmienić temat na bardziej interesujący.
    2. Paradoksalnie, wbrew powszechnym oczekiwaniom temperatura sporu w kraju spadła, coś się najwidoczniej wyczerpało.

      Dostrzegłem to dopiero siedząc z ludźmi przy rozmaitych stołach. Nie dostrzegłem tego z oddali, bo z oddali nie widzimy rzeczywistości tylko jej medialne odbicie. Jeśli się pozostaje w bąblu – to można ulec złudzeniu, że jest tak, jak się komuś wydaje, że być musi. Nie jest.

    3. Przenośnia z „niedosłyszącym”, względnie „głuchym” elektoratem to skrót myślowy.

      Chodziło autorowi o to, że łatwo wpaść z oddali w poznawczą pułapkę wynikającą z przypisywania przedmiotowi rozważań (tutaj elektoratowi) cech, których ten nie ma lub mieć nie chce, jak również z zupełnie błędnego odczytania dominujących nastrojów społecznych. Jak również wysnuwania z tej (najprawdopodobniej błędnej diagnozy) najprawdopodobniej błędnych wniosków dotyczących tego, co opozycja powinna lub nie.

    Przepraszam za skróty myślowe. Przepraszam Andsola za gadulstwo. W ogóle przepraszam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s