Teraz już wszystko wiem

Jak wszyscy, to wszyscy. Nie mogłem być jedynym, który nie zna mini-serii HBO „Czarnobyl”. No i zamiast robić, co było do robienia, pięć godzin oddałem, by utrzymać się na intelektualnym i kulturalnym poziomie.

Być może powinienem też wpisać się na czytanie ćwierknięć prezydenta Trumpa, bo gdy znalazłem w jakimś tekście „hamberdera”, musiałem prosić google’a o wyjaśnienie.

Ale zrozumiałem krótki kurs prezydencki machania do samolotów. Podobno od tego przylatują za połowę ceny. Przyznaję, że ostatnio wysoko nam lata życie umysłowe po obu stronach sceny: pani Kopacz rzucająca kamienie na dinozaury i pan Duda machający do odrzutowców. Ale ja go rozumiem. Żona mówi, że w Brazylii, gdy była mała, widząc samolot dzieci machały mu i wołały „lotnik, lotnik, zrzuć mi dziecko”. I dodaje, że na szczęście nigdy nie zrzucił.

Zacząłem ten krótki przegląd mojej wiedzy z Sieci od mini-serii HBO i na niej skończę. Jedyny komentarz, bo o wszystkim, co tam ważne, wszyscy już wszystko napisali. Otóż sprawiło mi sporą satysfakcję, że autorzy filmów pokazali Gorbaczowa takim, jakim z pewnością musiał być. Mam od lat odruch wymiotny gdy czytam o nim w tonacji „santo subito”. A to był przecież jeden z ten małej, starannie wyselekcjonowanej grupki, w której był Chruszczow, Breżniew, Andropow… Trzeba mieć wielką wiarę w sowieckich bogów, by widzieć w nim kogoś odmiennego. Wiem, czytałem, że to Reagan i JPII i Afganistan i brud w przemyśle i Czarnobyl i Wałęsa zamknęli ZSRR, ale może by gdzieś tak, między przecinkami, dodać, że nie mógł utrzymać się przy życiu system, w którym jakiś arogancki buc oświadczał na przykład „sprzedać całe nasze zboże na Zachód” a jego podwładni mówili „tak jest” i gnali, by wykonać rozkaz. Czyli system padł, bo za każdym razem mieli jakiegoś geniusza, który w 10 minut docierał do wspaniałego rozwiązywania problemów. A wiedział o nich tyle, ile pozwalała na to jego własna tajna policja.

16 myśli na temat “Teraz już wszystko wiem

  1. Naprawdę przy tym poziomie przyrostu naturalnego w Brazylii oczekiwano jeszcze dodatkowych desantów populacji? U nas dziatwa wołała katastroficznie „panie pilocie, dziura w samolocie” – ale też się nie sprawdzało, przynajmniej do najnowszych czasów.

    Jest sobie w Polsce taki szansonista, Andrzej Rosiewicz. No i wszyscy uważają, że Rosiewicz – podobnie jak Jan Pietrzak, czy Marcin Wolski – kiedyś był zabawny, ale ostatnio coś mu się w czymś porobiło i już jest żenujący, a nie pocieszny. Otóż wcale nie ostatnio – ja mogę wydatować tę zmianę właśnie przy pomocy Gorbaczowa; pierwszy raz odczułem zażenowanie w kontekście Rosiewicza gdy zobaczyłem i usłyszałem go pląsającego przed gensekiem, który w rewanżu uśmiechał się dobrotliwie ku ukontetnowaniu swojego lokalnego namiestnika.

  2. YT mówi, że w Brazylii nie wolno mi tego oglądać. (Dziwnie to podobne do sześciu bodaj systemów VHS sprawiających, że trzeba było mieć filmy na stosownej taśmie, by je oglądać).

    No więc niestety. Ale z tego, co piszesz, wnoszę, że stety.

  3. Ale przecież są takie dynksy, które powodują, że nasz komputer nie ruszając się fizycznie ze swojego miejsca może być w dowolnym kraju świata (z czego korzystam masowo oglądając programy ogrodnicze na BBC, względnie podróżując po Chinach Ludowych). Nie to, żebym namawiał, ale wskazuję na możliwości.

  4. No niby mam Hola Free, ale niewiele to pomaga. Owszem, z BBC, po tym jak w rejestracji podałem jakiś londyński kod pocztowy, ale Hola z YT nie działa.

  5. Zainstaluj sobie Operę, tam VPN jest bezpłatny i z dobrodziejstwem inwentarza. Na Hola free świat się nie kończy.
    Tzn. o ile masz prąd, bo bez prądu to Opera nie che działać. Polskie gazety donoszą, że ze względu na bliskość Urugwaju możesz nie mić, ale ja nie wierzę gazetom, szczególnie polskim.

  6. Prąd jest, Urugwaj zależy od Argentyny, ale Brazylia ma prąd z brazylijsko-paragwajskiej elektrowni wodnej „Usina de Itaipu”.

    Kiedyś miałem już Operę, nie dawała żadnych korzyści, odinstalowałem. Na Twoją sugestię zainstalowałem ją znowu, ale to nic nie pomogło, tu filmik jest nie do oglądania („Film niedostępny. Ten film zawiera treść od partnera Crowley Media, który zablokował go w Twoim kraju na mocy praw autorskich”). Ale dzięki za chęć pomocy.

    Nie będę się szarpał z VPN, łatwiej zrezygnować z tego cuda.

  7. „Dziwnie to podobne do sześciu bodaj systemów VHS sprawiających, że trzeba było mieć filmy na stosownej taśmie, by je oglądać”
    Z całym szacunkiem, ale tak nie było. W zakresie „ochrony własności intelektualnej” szczytem możliwości VHS był system macrovision utrudniający kopiowanie na kasety niektórych programów, na ogół z innych nagranych kaset.
    Blokadę regionalną wymyślono dopiero dla płyt DVD.

  8. @andsol
    zainstalowanie Opery bez używania VPN mija się istotnie z celem bo o nie Opera, lecz VPN miał pomóc. A swoją drogą ciekawe, skąd jutubka wie w jakim kraju jesteś, gdy używasz „europejskiego” adresu IP. Bo ja, prawda, nie będąc w Polsce, mogę.

  9. Może po prostu jest niemożliwe żeby ktoś, kto z Brazylii chce oglądać Rosiewicza, miał uczciwe zamiary. Algorytmy to wykrywają.

  10. @nightwatch77

    to się kolego kupy nie trzyma, ktoś, kto chce nowadays oglądać Rosiewicza skądkolwiek musi mieć problematyczne zamiary i graniczący z perwersją zmysł estetyki.

  11. Toteż algorytm nie jest bardzo wyszukany. A że nazywa się sztuczną inteligencją to nikt nie wnika jak to działa – najważniejsze że eliminuje osoby niebezpieczne zanim one w ogóle pomyślą o zrobieniu czegoś złego.

  12. No w istocie, komputer trzeba podłączyć do prądu, włączyć Operę, w Operze nacisnąć VPN a potem rozkoszować się i rozkoszować i rozkoszować.

  13. No nie, zdołałem ujrzeć te pląsy. Pląsał ślicznie. I to dla kogo!

    Może – jak Michał sugeruje – weszło mu to w krew.

  14. A ja tam tęsknię za pełną gębą Jelcyna na ekranie. Cale szczęście czarno białym. Ta czerwień mogłaby się przegryźć przez szkło. Jakie to dziwne, co dziecko koduje (<- sorry, za wyrażenie 😉 ) z krzyżowych ogni otaczających je informacji. Od bzdur wygadywanych w domu po bzdury wygadywane w TV. Długie miesiące przed jego śmiercią byłam pewna, ze podstawiają martwą kukiełkę do brylowania przed publiką vel sobowtóra, a on sam dawno zapił się da smjerti.
    Za to 9 letni syn przyjaciółki z obecnych wydarzeń będzie pamiętał Ewkę K ze skrętem w zębach i kamieniem w ręce, bo śpiewałam z nim do upadłego:

    PS Niedawno osiedlowe dzieci krzyczały do samolotu to samo, co ja – ze ma dziurę. Czyli świat tak bardzo się jednak nie zmienia, za czym tu gonić?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s