Brazylijskiego serialu ciąg dalszy

Przed trzema sobotami wybuchła w Brazylii spora internetowa bomba – okazało się, że ukochany przez naród szeryf, sędzia Moro, sadzający taśmowo przedsiębiorców i polityków do więzienia i zarzekający się, że nie wejdzie do polityki (no tak, przyjął ofertę, by zostać ministrem sprawiedliwości, ale czyż nie zasłużył na to?) podsuwał prokuratorom świadków i kierunki działania, by usunąć do więzienia byłego prezydenta Lulę, bo w więzieniu nie mógł już zagrozić, że znowu stanie się prezydentem. Prawica mówiła, że dobrze czynił, bo ważne było jak najszybsze zapeklowanie Luli (a wczoraj nawet zorganizowała demonstracje, by popierać sędziego i przedstawiała go jako supermana), prawnicy spoza prawicy przebąkiwali, że powinien opuścić rząd – czyli była by sytuacja, którą ostatnio nazywają „symetryzmem”.

Takie coś nazywało by się w szachach patem, ale nie ma pata, bo dziennikarz Greenwald, który ujawnił pierwszą część dostępnych mu materiałów, w porozumieniu z najpoważniejszą krajową gazetą „Folha de São Paulo” opublikował w tę sobotę, 29 czerwca, kolejne materiały dowodzące, że pewien przedsiębiorca, przesłuchiwany od 2017 roku, dostał karę ponad 10 lat, zredukowaną do jednej czwartej gdy zaczął dobrze inkryminować Lulę.

Przedtem źle inkryminował i opowiadał historyjki, w które sami prokuratorzy nie bardzo wierzyli i uważali, że kupy się nie trzymają i nie ma materiału na oskarżanie Luli, ale znienacka wersje opowieści przedsiębiorcy zaczęły się kleić i wtedy stał się świadkiem godnym zaufania.

Ofiarą tych nowych doniesień (potwierdzanych nagraniami rozmów prokuratorów) stanie się zapewne nie tyle sędzia Moro co resztka publicznej wiary w wymiar sprawiedliwości. A takie straty odrabia się długimi latami.

Niestety, to nie jest największy brazylijski skandal z ostatnich tygodni.

25 czerwca prezydent Bolsonaro leciał do Japonii na spotkanie grupy G20. Przed nim, innym samolotem, należącym do prezydencji, leciała grupa techniczna. To całkiem normalne. Ale nie było normalne to, że jeden z panów stanowiących skład grupo transporte especial, sierżant Manoel Silva Rodrigues miał dwa pakunki podręcznego bagażu. W jednym (czemu nie? normalka) garnitur, w drugim, nieco cięższym, coś innego. W czasie technicznego postoju w Hiszpanii wysiadł z pakunkami na lotnisku w Sewilli i tam maszynka prześwietlająca bagaże odkryła, że w środku było 39 kg kokainy.

I tym sprawił przykrość panu prezydentowi, który wstydził się rozciągnąć nogi w Sewilli i nakazał lecieć do Portugalii.

Drugą przykrością było zmuszenie jego współpracowników do wymyślania, że ten sierżant należał do PT, partii Luli. Tysiące ludzi czytających to na fb odetchnęło z ulgą, no tak, komuniści, ale trochę za wcześnie. Ani sierżant, ani inni podoficerowie czy oficerowie nie należą do partii politycznych i wymysł był sprytny, ale głupi. Więc pan prezydent odciął się i oznajmił, że sierżant miał szczęście, że nie wylądował w Indonezji. No nie wiem, Indonezja (czy któryś z wielu innych krajów azjatyckich) szybko by zaaplikowała karę śmierci, ale czy dla Brazylii by było lepszą reklamą, że jej podoficerów gdzieś wieszają?

Bardzo szybko pan wiceprezydent oznajmił dziennarzom ilu jest ludzi w brazylijskich siłach zbrojnych i że w takich stanie rzeczy podobne przypadki są całkiem normalne.

Nie podano jak czysta jest ta kokaina, ale w prezydenckim samolocie nie wozi się erzatzu, więc hurtowa cena walizy z pewnością przekracza milion dolarów. To nie wygląda na sierżancki transport, bardziej by pasował przynajmniej do pułkownika jeśli nie do generała. Może hiszpańska policja dotrze do tego, kto był właścicielem, dla kogo i za ile miało być sprzedane. W międzyczasie francuska prasa pisze o aferze z „Aerococą”, a brazylijska oficjalna, że nie ma żadnego problemu. Bo gdyby takie coś przydarzyło się sierżantowi z prezydencji francuskiej czy meksykańskiej, to problem by był. Ale z brazylijskim – nie ma.

W czwartek 27 czerwca na scenę wszedł Abraham Weintraub, minister edukacji. Wydaje się, że pomylił twittera i komedię stand-up – ale żeby docenić jego poczucie humoru warto wiedzieć, że w brazylijskim portugalskim „droga” znaczy tak „narkotyk” jak i „świństwo, cholerstwo”. Otóż napisał on: „No passado o avião presidencial já transportou drogas em maior quantidade. Alguém sabe o peso do Lula ou da Dilma?” Czyli: „w przeszłości prezydencki samolot już przewoził drogas w większej ilości. Czy ktoś zna wagę Luli czy Dilmy?”

A potem dodał solidne zapewnienie dla zwolenników partii Luli: „odpowiedzialny za transport 39 kg kokainy nie ma NICZEGO wspólnego z rządem Bolsonaro. On pójdzie do więzienia i nikt z naszej strony nie będzie bronić kryminalisty. Wy pozostaniecie z wyłącznością na bycie przyjaciółmi handlarzy narkotyków takich jak FARC.”

I tyle tych radosnych brazylijskich wieści na ten tydzień.

9 myśli na temat “Brazylijskiego serialu ciąg dalszy

  1. My w Polsce też mamy swojego wychudzonego grubaska, co z ekipą rządzącą nie ma zupełnie nic wspólnego i żadne „świństwo, cholerstwo” nawet nam do głów nie zawita.
    Lokalna La cumparsita.

  2. haneczko, parę dni temu prezydent Bolsonaro pojechał tekstem Kornela Morawieckiego (nie wiem czy dostał zgodę bezpłatnie czy mu płaci procenty), oznajmił, że wola ludu stoi wyżej niż decyzje instytucji. Czyli: zbieramy grupę nierobów, wyposażamy w transparenty i ornamenty, oni zgodnie coś ryczą, i skoro lud ogłosił swoją wolę, możemy grać na nosie instytucjom.

    To wszystko by było bardzo śmieszne gdyby nie było tak strasznie śmieszne.

  3. W pierwszych słowach chciałem bardzo serdecznie pozdrowić Gospodarza – podczytuję wpisy od dawna, podziwiam, proszę o więcej.
    W drugich słowach chciałem zapytać, czy Gospodarzowi znana jest książka Vladmira Netto „O Mecanismo” opisująca (jakoby) przebieg afery korupcyjnej i Operacji Myjnia? Pytam dlatego, że jestem w trakcie lektury – przeczytałem, zgrubnie szacując, jakieś dwie trzecie. Wedle deklaracji wydawcy (a angielski przekład, „The Mechanism”, ukazał się nakładem Penguin Books, więc to nie pierwsza lepsza oficyna!) to reporterska rekonstrukcja wydarzeń, tymczasem tekst utrzymany jest w tonie bez mała hagiograficznym, stawiając wiadomego sędziego na cokole wysokości niemalże Kolumny Zygmunta.
    Oczywiście nie wykluczam, że w dalszej części książki legenda być może zostanie odbrązowiona, zwłaszcza przy okazji kontrowersyjnego (delikatnie mówiąc) posunięcia, jakim było odtajnienie (!) nagrania rozmowy telefonicznej Dilmy. Ale czemuś się nie spodziewam.
    Osobną sprawą jest jeszcze serial Netfliksa inspirowany książką Netto. Tam już w ogóle twórcom puściły wszelkie hamulce, jeśli chodzi o fantazjowanie. A to podobno produkcja teoretycznie „na faktach”. Czy Gospodarz oglądał? Ciekaw jestem opinii.

  4. @Krzysztof Lipka-Chudzik, dzięki za sympatyczne słowa poparcia – dobrze wiedzieć, że są ludzie stale tu zerkający.

    O angielskim wydaniu książki Vladmira Netto „Lava-Jato” nie wiedziałem, ale nie sądzę, bym miał zabrać się za jej czytanie; natomiast czytałem doniesienia prasowe z zeszłego grudnia, że jego żona, Giselly Siqueira, została włączona przez Sérgio Moro do tworzonej ekipy mającej pracować w Ministerstwie Sprawiedliwości – i w istocie zostało to potwierdzone w praktyce w styczniu tego roku. Trudno by było znaleźć lepszą ilustrację zwrotu „scratch my back and I’ll scratch yours”.

    Ale to nie dlatego niezbyt uważnie śledzę pojawiające się od 5 lat wieści o sukcesach Moro. Po prostu nie rozumiem co i jak się dzieje i wolę uniknąć inwazji niby-informacji. Muszę to wyjaśnić paru słowami. Otóż o ile wiem, miał już pomocniczą rolę w sprawie „escândalo do mensalão” (2005-2006), gdzie za winy paru skoligowanych z PT partii starano się oskarżać rząd Luli – i to od początku budziło moją nieufność. Potem – niestety nie znam uprawnień sędziów federalnych i nie mam warunków na wdanie się w studia na ten temat – nie potrafiłem zrozumieć czemu sprawy przeciw gigantowi budowlanemu Odebrecht oraz firmie Petrobrás ((2014) toczą się w Kurytubie, która nijak się ma do tych firm. Potem, czemu mowa od początku jest o jego roli, choć zawsze sądziłem, że policja i prokuratura prowadzą sprawę, a sąd wchodzi na scenę gdy dochodzenia są zamknięte. A tu coraz to wyskakiwały informacje, że on zdołał przekonać jakiegoś przestępcę, by współpracował w zamian za obniżenie kary („delação premiada”). Sędzia przed otworzeniem rozprawy prowadzi negocjacje o karze? Bardzo to dziwne.

    Jeszcze dziwniejsze było przylepianie do sprawy Petrobrás oskarżeń Luli. A ponieważ żadna z prawicowych partii ostatnio nie miała „siły przebicia” a ministerstwo sprawiedliwości też nie jest tak potężną organizacją, podejrzewam, że Moro od początku Lava-Jato był sterowany przez wywiad wojskowy. Owszem, oni mogli by chcieć ukrócenia rozpasanej korupcji (z własnej przeszłości wiedzieli, że to może wykończyć nawet wielką gospodarkę) i mogli by chcieć odsunąć Lulę, nie dając jednak szans skorumpowanej prawicy. Ale że testowanie takich hipotez jest bardzo dalekie od moich możliwości, staram się nie zawracać sobie tym wszystkim głowy. A od sporej liczby lat żyjemy bez odbiornika tv w domu i nie abonuję lokalnych gazet i pism, zostaje tylko wymyślanie hipotez.

    Na przykład takiej, że to te same siły starają się teraz skompromitować Bolsonaro transportem koki. Nie stawiałbym na tę hipotezę wiele, bo taniej by było wysłać sierżanta z 2 kg koki i 37 kg cukru czy mąki, efekt by był ten sam – ale co ja tam wiem o działaniach służb specjalnych?

  5. Oj, faktycznie, książka w oryginale nosi tytuł „Lava Jato” – nie wiedzieć czemu nasunął mi się zamiast tego tytuł serialu, przepraszam za pomyłkę (w języku lengłydż obydwie pozycje noszą ten sam tytuł, „The Mechanism”, i to jedyne, co mam na swoje usprawiedliwienie).
    No cóż, skoro zacząłem czytać, to pewnie i skończę, choć w świetle podanych przez Gospodarza informacji lektura trochę mnie śmieszy, trochę tumani, a trochę niestety także przestrasza. Śmieszy – bo odmalowany przez Vladimira Netto portret (a pogłębiony jeszcze w wersji serialowej, gdzie sędziego gra młody, przystojny brunet wieczorową porą, nieugięty niby Corrado Cattani w „Ośmiornicy”) budzi mimo wszystko rozbawienie. Tumani – bo w głowie mi się nie mieści, jakim cudem Penguin, pragnący uchodzić za renomowane wydawnictwo, mógł wypuścić takiego babola. A przestrasza – bo mam świadomość, że jest zapewne całkiem niemało ludzi, którzy bez znajomości kontekstu przeczytają i/lub obejrzą serial, po czym uwierzą, że tak było naprawdę.

  6. @Krzysztof Lipka-Chudzik:

    przeczytają i/lub obejrzą serial, po czym uwierzą, że tak było naprawdę.

    Nie byłbym się. W taki sposób powstaje wiele powszechnie panujących wyobrażeń. W zasadzie prawie wszystkie.Wyobrażenia Polaków na temat niezbyt odległej przeszłości własnej powstały w ten sposób. Nic się na to nie poradzi.

  7. Przed tygodniem pisałem tu w komentarzu: „jego żona, Giselly Siqueira, została włączona przez Sérgio Moro do tworzonej ekipy…” Wczorajsza (8/VII/19) wiadomość: pani Giselly Siqueira, właśnie opuściła pracę w ekipie ministra Moro (a on sam poprosił o tygodniowy bezpłatny urlop „z przyczyn osobistych” i wyjechał do Stanów). Nie wiem czy już szczury opuszczają okręt, ale jedna myszka – tak.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s