Chrzan i lincz

Trzeba będzie wykroić sporo czasu na nadchodzący cykl wykładów. O życiu. Uważnie należy słuchać gdy mówi szara eminencja. Nawet gdy robi się coraz bardziej brunatna i pomarszczona. Pierwszy wykład, o rodzinie („Rodzinę widzimy tak jak tutaj: jeden mężczyzna, jedna kobieta, w trwałym związku, i ich dzieci. To jest rodzina.”) tak mnie zafascynował, że uważnie odsłucham kolejnych nauk. O dykcji. O muzyce (proszę zauważyć, że na tym blogu jest MUzyka, a nie muZYka). O władaniu obcymi językami. I o braterskich radach w temacie latania i lądowania. Nie będzie lekko.

Więc czym prędzej, skoro potem czasu nie wystarczy, wdałem się w poszukiwania chrzanu. Wirtualne, bo w Sieci nadzieja: fizycznych korzeni nigdy tu nie widziałem. Ciekawe to było. Kiedyś myślałem, że nie ma to jak papierowy słownik czy encyklopedia: na przykład tuż przy szansonistce stoi szanta – a bez szansonistki nigdy w życiu bym nie trafił na marrubium vulgare, czyli miałbym lukę biologiczną w życiorysie. Ale okazuje się, że poszukiwania sieciowe też mają swoje niespodzianki, co tytuł wpisu oznajmia.

Tak, chrzanu potrzebuję do ogórków małosolnych. A ogórków małosolnych potrzebuję dla mnie. Nostalgia. Oddam trzy czy cztery polskie partie polityczne za słoik takich ogórków z targu. Mam już koper, czosnek zawsze tu miałem, ale zamiast chrzanu potomkowie imigrantów japońskich wpychają mi wasabi. A ja nie chcę wasabi.

Pokazałem google’owi wykrzywioną gębę do wasabi, a on mi mówi: jedź do Collinsville w Illinois. Po prawdzie, to żadnego „s” nie słyszałem, no ale ja kopiuję to co stoi. I tam piszą, że Collinsville to światowa stolica chrzanu, 85% światowej produkcji jest stamtąd. Takie to małe jak Świebodzin, ale zamiast Największego Chrystusa mają Największą Butlę Keczupu z Wodą. I chrzanowe mistrzostwo świata.

Ale, ale… Miasto zasłynęło i czymś innym. Zlinczowaniem w roku 1918 niemieckiego imigranta. Jedyny taki przypadek w czasie WWI w USA.

Robert Prager było mu na imię i na nazwisko. I był bardzo intensywnym patriotą. Nie pomogło. Zabili go zdaje się dlatego, że nie mieli smoły i pierza, więc. A że wcale nie był pro-niemiecki? Ale tłum uważał, że to socjalista, więc zdrajca. I w późniejszym procesie o zabójstwo (tak, wszystkich uniewinniono) z pięciu, dwóch oskarżonych: Riegel i Brockmeier, miało nazwiska, które nie brzmią anglosasko.

Takie wtedy, w patriotycznym paroksyzmie, było w Stanach prawo tłumu i jego sprawiedliwość. Ale Stany to inny świat, więc proszę się nie przejmować.

Reklamy

2 myśli na temat “Chrzan i lincz

  1. W mojej wiosce chrzan – z nieznanych mi przyczyn – był niemalże chwastem. Jeśli był potrzebny, szło się ukopać trochę z miedzy, z pobocza gruntowej drogi na łąki, skądkolwiek. Brakuje mi tego. (A ostatni lincz w ’45, na tle kolaboracji).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s