Boliwia, dla wątpiących

Dwa dni temu Nina opublikowała na jej blogu wpis z tytułem A w Boliwii zamach stanu. Święta prawda.

Nie ma też większych wątpliwości co do jej stwierdzenia, że „Oligarchia nigdy nie poddaje się bez walki, a łakomych kąsków neokolonialnych nie oddaje się byłym niewolnikom do rządzenia :(” A także co do tego, że Evo Morales wiele dobrego zrobił dla tzw. „prostych ludzi”, czyli potomków Indian.

Ale sugerowana ścieżka, że wybory (które dały mu wygraną w pierwszej turze) nie były sfałszowane, z powoływaniem się na raport organizacji Center of Economic and Policy Research, to spacer na przełaj, bez uważnego sprawdzania gdzie się stąpa. Dla tej organizacji, bezpodstawne są ostrożne sformułowania o przypuszczalnych nieregularnościach, które przedstawiła Wyborcza Misja Obserwacyjna Organizacji Państw Amerykańskich (OAS), natomiast zasadne są ich własne uwagi oparte na analizie prawnego systemu boliwijskiego, że żadnych nieregularności nie było.

Cóż, organizacje mają swoje polityczne kierunki działań i OAS nie ukrywała nigdy postawy antykomunistycznej. Jak dla mnie, na ogół to ma dużo sensu. Natomiast CEPR tworzy wrażenie, że jest przede wszystkim instytutem badawczym, ale jeśli zerknąć na jej opinie w sprawie Wenezueli, jest dość jasne, że mają za swój cel wiązanie badań z aktywizmem politycznym. Co nieuchronnie przypomina mi 11-tą tezę Marksa o Feuerbachu: „Filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić.”. Zgoda, idzie o to, ale nie trzeba przy tej okazji udawać, że robi się filozofię albo naukę.

We wpisie Niny nie ma jasnego zarzutu, ale jest insynuacja, że jakieś siły doprowadziły do zamachu stanu, żeby mieć dostęp do złóż litu. I tu po częściowo mogę się zgodzić, że takie będą efekty, zamiast sama wydobywać i sprzedawać drogo, Boliwia być może odda dziwnymi umowami to za bezcen firmom zachodnich potęg. Ale nieźle jest oddzielać skutki od przyczyn i zerknąć na różne przyczyny boliwijskich wydarzeń, oprócz manipulacji oligarchów. Aha, Misji OAS nie stanowią przedstawiciele krajów tej organizacji lecz specjaliści wybrani dla swoich indywidualnych walorów. I jak dotychczas, od wielu lat słyszałem wiele wyrazów uznania dla tej organizacji za nadzorowanie i moderowanie zapędów dyktatorskich na tym kontynencie.

A więc sugeruję chwilę zastanowienia się dlaczego po kierowaniu kraju w czasie trwania jego trzech wygranych mandatów prezydenckich, Morales nie zdołał utworzyć kadr, z których mogł wyłonić się jego zastępca (czy zastępczyni)?

Konstytucja boliwijska odmawiała możliwości czwartego mandatu, o który zamierzał ubiegać sie w tym roku, dlatego już w roku 2016 doprowadził do referendum, które miało mu na to pozwolić. I przegrał.

Przegrana była dość naturalna, to znany fenomen zmęczenia materiału, plus skandalik obyczajowy z dzieckiem od pewnej pani. I wszystko by poszło zgodnie z konstytucją, gdyby nie odwołał się do Najwyższego Trybunału, który oznajmił, że ustalenia konstytucji to efekt nacisków imperializmu amerykańskiego i Moralesa to nie dotyczy, czyli może znowu stanąć jako kandytat prezydencki.

I stanął. Od razu były dziwne zjawiska, zawieszenie podawania wyników i inne detale, które można poznać czytając sprawozdanie Misji Obserwacyjnej. Kto chce w nie wątpić, rozumiem; kto chce wierzyć, też rozumiem. W obu przypadkach sugeruję, że warto starać się znaleźć w historii świata demokratycznego precedensy gdzie po 13 latach sprawowania władzy, kandydat mający ochotę na jej przedłużenie nie ucieka się (on i jego ekipa) do przeróżnych zagrań nie stojących w liście początkowych zasad.

No i wyszło to, co wyszło. Z rozeźlenia wyborców sprawnie skorzystały grupy, na które mało kto głosował – bez dyskutowania wyeliminowały drugiego i będą teraz pierwsze. Winienie za to USA będzie bardzo w duchu CEPR, bo ona za wszelkie nieszczęścia Wenezueli systematycznie oskarża Stany Zjednoczone.

5 myśli na temat “Boliwia, dla wątpiących

  1. Bo ja wiem?
    Jest w Niemczech (a w zasadzie był, bo niestety zmarł) taki pan, który nazywa (nazywał się) Loriot. Tzn. on się tak nie nazywał, ale pod tym pseudonimem zdobył nieprzemijającą sławę. Na którą, jako mistrz finezyjnego ale nie przeintelektualizowanego humoru, po prostu zasłużył. Stworzył on kiedyś taki skecz: dwóch panów, z których jeden pomylił numery hotelowych pokoi siedzi wsp#lnie w jednej wannie prowadząc dłuższą dysputę. Na koniec, gdy kończą się im argumenty zaczynają się licytować, kto potrafi dłużej. Zanurzają się w toni na przemian i wynurzają z niej z wyrazem triumfu na twarzy, co tylko motywuje adwersarza do wydania wykonania okrzyku: a ja potrafię jeszcze dłużej i do jeszcze dłuższego zanurzenia. Do obejrzenia tutaj.

  2. Przepraszam. Mógłbyś ten nachalnie przez jutubę zainsertowany (jest takie słowo?) filmikoklip usunąć albo ewentualnie zastąpić linkiem?
    Podałem aby zainteresowani mogli obejrzeć, a nie aby wskakiwało gołym tyłkiem na twarz.
    Jak tam Twój niemiecki? Utrzymał się entuzjazm?

  3. Przystąpiłem do działania bez wiary w sukces, bo jak człowiek i WordPress się spierają, to tylko WordPress ma rację, no ale jakoś się udało.

    Niemiecki rozwija się powoli, ale idzie to jakoś. W każdym razie wystarczająco, bym docenił dialog o kaczuszce w wannie. I do oglądania tego dziennika tv, którego Ty (delikatnie mówiąc) nie polecasz, ale go lubię.

    Różne plany językowe, matematyczne i redakcyjne zostały przyhamowane przez walkę z rozpasaną naturą, ale nie narzekam, bo to spora satysfakcja wyjść za dom i sobie zrywać piżmian jadalny (krewny malwy), gruszkowate pomidorki czy wyrywać buraki i rzodkiewki. Szkoda, że różne drzewa owocowe rosną tak powoli; żona mówi, że nie muszę codziennie sprawdzać czy mango, persymonki i śliwy już się powiększyły – ale kibicowanie chyba im źle nie robi.

    PS. A w pierwszym akapicie nazwę firmy zapisałem tylko z jedną majuskułą, ale nieubłagalny algorytm poprawił na dwie. Pamiętasz jak w Dr.Strangelove żołnierz przestrzega bohatera, że po wojnie będzie jeszcze musiał w sądzie stawić czoło Coca-Coli?

  4. Pamiętam. Jeden z kilku filmów, które zawsze chciałem choć trochę zapomnieć i których zapomnieć mi się (zapewne) nigdy nie uda. Podobnie jak Paths of Glory. Potwornie sugestywne filmy, że tak powiem: paczpan, co te aszkenazyjskie żydy z człowiekiem wyrabiają. Zrobiłby taki cuś wesołego, albo ku pokrzepieniu patriotycznemu choćby. Ale nie. Wpierw chłopów rozpijali, teraz filmami ogłupić chcą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s