My komina nie oddamy

Czytam o wspominki o disco polo i zamiast podziwiać osiągnięcia muzyczne myślę o tym, że coś tak popularnego wewnątrz przyniosło tak niewiele uznania i zainteresowania na zewnątrz. Więc nie pojawiła się rzeka pieniężna wpływająca do hoteli, restauracji, linii lotniczych itp.

Nie należy rozważać tu jakości, bo gdyby o nią chodziło, to nie dało by się zrozumieć sukcesu Bollywoodu. Rozumiem i szanuję wielokrotne odgrywanie co pięć lat dwóch koncertów fortepianowych pana Chopina ale choć produkowany prawie codziennie nowy film w Mumbaju w porównaniu z nimi to chłam, pieniędzy i zainteresowania miejscem produkcji przynosi znacznie więcej.

Zerkam na stronę MKiDN, żeby sprawdzić co oni tam popierają i widzę godne szacunku działy. Na przykład:
– Ochrona zabytków archeologicznych
– Miejsca Pamięci Narodowej za Granicą
– Badanie polskich strat wojennych
– Miejsca pamięci i trwałe upamiętnienia w kraju
– Groby i cmentarze wojenne w kraju.

Czuję się poruszony i łza się w oku kręci – może to przez nią nie widzę tu ani grosza docierającego do Kraju. Rozumiem, że eksportować teatru polskiego nie będziemy, bo pan Gliński co mógł to ukatrupił. Słyszałem o cennych inicjatywach z ciężarówkami jeżdżącymi po Europie z napisami na plandece „Jeszcze Polska nie zginęła” i o jakimś jachcie, który rozsławi po całym Atlantyku nasze imię gdy tylko zostanie naprawiony, ale szukam w pamięci czegoś, co mamy już w domu i dało by się dobrze sprzedać.

Chrystianizacja Europy nie obleci. Nie kupią. Przede wszystkim tam jest sporo chrześcijaństwa w formacie protestanckim, ostatnio mającego lepszy PR niż katolicyzm (rzecz jasna, to wina okropnych gejów i trzynastolatek zmysłowo prześladujących księży). Oszołomić naszą muzyką nie zdołamy – kierownictwo PiS-u już przed laty zdecydowało, że Prawdziwy Polak nie potrafi odśpiewać nawet hymnu narodowego. Co my tu możemy?

Nie przypominam sobie krajowych artykułów inspirowanych przez Hallyu, sugerujących jaka by mogła być polska wersja K-pop. Może przeoczenie moje, może przeoczenie ludzi od kultury. Niewykluczone, że mają obrzydzenie do takich haseł jak to, które rzucił Kim Dae Jung: „kultura popularna to bezkominowy przemysł”, bo po pierwsze czemu zwracać uwagę na jakichś tam azjatyckich noblistów, a po drugie my prawdziwej kultury nie sprofanujemy i w każdej chłopskiej chacie mamy prawdziwą sztukę z sercem Jezusa bijącym w oko. No ale gdyby tak zacząć myśleć…

Piersze szalone sukcesy fali koreańskiej odniesiono w Chinach. Co dla Polski jest tym czym dla Korei Chiny? Oczywiście Rosja. Więc gdyby naśladować koreański sukces, może zostawić w spokoju EU oraz USA a zastanowić się nad tym co przyjęli by od nas w Rosji? Nie, panie Gliński, nie pamiętniki rodaków cierpiących w Kazachstanie ani opracowania o Katyniu. Oni mają całkiem sporo rozmów o Katyniu, zawsze ktoś tam dowodzi, że to byli Niemcy, więc proszę zupełnie ale to zupełnie zapomnieć tym razem o Katyniu, Sybirze i Magadanie. Muzyką tu wiele nie zdziałamy wiele, bo ile razy można ich torturować śpiewaniem „Góralu czy ci nie żaaaaaaal”. Niemniej jednak…

To bardzo literacki lud. W ich kraju od dawien dawna poezja i powieści odgrywają niebanalną rolę. Czytają, rozumieją, doceniają. A my jak raz mamy trzech noblistów, którymi wiele by się dało osiągnąć. Tylko najpierw trzeba trochę zainwestować.

Piszę o trzech, bo przecież nikt nie będzie męczył ich Reymontem i
Sienkiewiczem. A jak to sobie wyobrażam w szczegółach i w złotówkach?

Na przykład zaplanowany na 10 lat program 100 stypendiów rocznie, dla wybijających się w kulturze rosyjskiej ludzi: poetów, pisarzy, krytyków, wydawców. Stypendia skromne, 5 tys. miesięcznie, czyli rocznie 6 milionów. Dodatkowe 6 milionów na kursy, wykłady, konferencje, w 10 polskich instytucjach z dobrymi specjalistami umiejącymi czytać i wyjaśniać naszych noblistów. Wszystko dwujęzycznie. Docelowo produkcja filmików do YT z przekładami, wariacjami, esejami. Prowadzenie przybyszów do miejsc naszej wstydliwej historii (historię dumną i radosną sami potrafią znaleźć w google’u).

A potem przygotowywać się na turystów – żadna masówka, raczej wyprawy z początku elitarne, ludzi wykształconych, oczytanych, sceptycznych, potrzebujących na własne oczy zobaczyć, że Polska to nie kurica, a zagranica i bardzo ciekawa.

Ja wiem, wiem. Nic podobnego nie będzie, ani z PiS-em, ani z PO, ani z Wiosną. Cenniejsze nam werble pod Monte Cassino, figurki krasnali przerobionych na JPII i blizny na Rejtanie. Ten wpis to nie jest pomoc dla biurokratów od kultury, a jeszcze jeden przyczynek do wzruszeń ramionami na temat: „a nie opowiadajcie, że nie można było niczego zrobić”.

29 myśli na temat “My komina nie oddamy

  1. Może gdyby prezydent Kwaśniewski z żoną zginął w zamachu u szczytu popularności to twórcza synteza dyskopolo z bólem dupy żałobnym miałaby szansę na chwilową pozalokalną popularność (punktem wyjścia mógłby być „Umarł Maciek umarł” albo coś równie ambiwalentnego).

    Dyskopolo to jednak syf totalny i tania tandeta, a badziewie najtrudniej sprzedać.

  2. Ta ekipa składa się z wyjątkowych nieudaczników. Pytanie, czy następna będzie się składać z przeciętnych nieudaczników, czy będzie choć trochę lepiej?

  3. @tetryk: czy chodzi Ci o to, że będzie trochę lepiej jeśli będą umieli odśpiewać rotę lub hymn? Bo żeby jedno i drugie to raczej marzenie (w Kraju jest nadmiar opadów).

  4. kwik:

    Dyskopolo to jednak syf totalny i tania tandeta

    Właśnie. Z punktu widzenia Adorno „prawdziwa sztuka jest krytyczna i kontestująca ucisk społeczny”. Czy jakoś tak. Szczegóły w „Teoria Estetyczna, PWN, 1994.

  5. Dobry żart tynfa wart. Ale nie, nie mówiłem o sztuce. Jest przecież mnóstwo konfekcji muzycznej której wyprodukowanie wymaga więcej nakładów i trochę pomysłowości.

    Tu dla zilustrowania problemu wykorzystam zdradzieckie właściwości WordPressa:

  6. Popsuł!

    No dobra, trudno wszystkim dogodzić. Może tak lepiej. Jak ktoś chce (tylko po co) to znajdzie na jutubie: ANDRE – ALE ALE ALEKSANDRA (Official Video) ma dziś 86 mln wejść.

  7. kwik :

    Konfekcji? Jakiej konfekcji? Przecież to jest wspaniałe, oddaje wierniej i bezlitośniej atmosferę wesel wiejskich, a nawet podmiejskich, niż wszystkie filmy wszystkich Smarzowskich. Subtelna, finezyjna satyra, należy docenić w czasach podłej bezpośredniości. Tyle o treści wizualnej. Nad enigmatycznym i jedynie pozornie prostym tekstem jeszcze posiedzę, rozbieram na składniki pierwsze aby swobodniej móc potem powrócić do metapłaszczyzny. Nie musiałem co prawda sięgnąć do Dzieł Zebranych Georga Lukacsa, ale ch>ila, gdy zauważyłem wyłaniający się spoza strof śpiewanych przez postaci drugoplanowe barber paradoxon na długo pozostaną w mojej pamięci.

    Zwróć też proszę uwagę na nieprzetłumaczalność frazy „Ale, ale, Aleksandra”.Nieprzetłumaczalność wskazującą na wyjątkową pozycję języka polskiego w rodzinie języków indo-europejskich. Na żaden nie da się sensownie przetłumaczyć .

    Ani angielskie „but, but, Alexandra”, ani teutońskie „aber, aber Alexandra” ani nawet francuskie „mais, mais Alexandra” nie oddają zawartej w tej frazie figlarnej, a mimo to inteligentnej, gry słów.
    Trzeba po polsku. I to napełnia mnie dumom

  8. @ telemach – pewno dałoby się coś wycisnąć w stylu but but buttocks ale faktycznie tak jak yeti jest największą małpą człekokształtną tak polski jest największym językiem indoeuropejskim.

  9. Szkoda.

    Z badań w terenie.
    Byłam w sanatorium w Ciechocinku. To jest wszechobecne. Dolatuje z prawie każdej knajpki. Ludzie przy tym tańczą i wyśpiewują. Niełatwe jest życie nawet przygłuchej kuracjuszki.

  10. Mam wrażenie, że w AndSolowym wpisie zupełnie nie chodziło o disco-polo, ani nawet o „zamach na prezydenta Kwaśniewskiego” (wraz z żoną), ale dałem się uwieść nawiązaniom do Adorno. Voila!

    A Tygodnikowi Powszechnemu nie trzeba wrzucać, wystarczy się za darmo zarejestrować, wtedy się ma dostęp do sześciu artykułów miesięcznie.

  11. babilas:
    wrażenie chyba nie myli. Ale nie ma pewności, że Andsolowi chodziło najprawdopodobniej (a może nawet zupełnie) o coś zupełnie innego. Bo nie można wykluczyć, że to, co mamy światu obecnie do zaoferowania to właśnie umysłowe disco polo, gajzer nieskrępowanej ludycznej radości opowiedzianej zrozumiałym językiem.

    Jeśli Amerykanom udało się zbudować mitologię ma fundamencie przeżyć wyrzutków, obdartusów i pastuchów i nawet narzucić ją jako możliwy kod kulturowy reszcie świata, to jakże można wykluczać a priori, że discopolizm nie podryfuje w kierunku coraz subtelniejszej estetyki? I jako taki nie zostanie odkryty przez spragnionego transfuzji kulturowej desygnowanego obcego, dla którego stanie się on również szansą przerzucenia kładki do naszej rodzimej akceptacji?
    Zalinkowany artykuł z TP zdaje się wskazywać, że jest to możliwe.Będą dysertacje. Po nich habilitacje.
    Ponieważ nic nie jest niemożliwe, pojawienie się prób łączenia minimal music lub nowoczesnego jazzu z „ale, ale, Aleksandra” jest tylko kwestią czasu.

    Ja ze swej strony pragnę zapewnić, że przed laty 35 napotkałem w ksenofobicznej i wsobnej wówczas Bawarii pewnego czarnoskórego imigranta, który nauczył się jodłować, ba wygrał szereg konkursów jodłowania i tym samym utorował sobie drogę do serc rozczulonych do głębi Bawarczyków. To przeżycie wycisnęło głębokie piętno na moim sposobie pojmowania świata i rana do dzisiaj się (całkiem) nie zagoiła.

  12. Ja, niżej uwierzytelniony cyfrowo andsolowy andsol zaświadczam, że we wpisie ani trochę nie chodziło mi o disco polo, ale to nie ma znaczenia, ważne, że ludzie się dobrze bawią.

  13. @ babilas – faktycznie, pod dużym czerwonym przyciskiem „WYKUP DOSTĘP” jest to co mówisz, nie zauważyłem bo chyba od razu nastawiłem się na wykupienie dostępu do jednego tekstu esemesem.

    Jasne, nie chodziło o dyskopolo, chodziło o to, że kulturalny podbój świata powinniśmy robić przez Rosję, tak jak Korea zrobiła (niechcący) przez Chiny. Tylko że Korea miała historycznie zupełnie inny układ z Chinami niż my z Rosją, byli tradycyjnymi sojusznikiem w walce z Japonią. Więc analogia „oczywiście Rosja” jest trochę kulą w płot, ale nie chciałem polemizować i chyba nadal nie chcę.

    Warto dawać stypendia, byle bezinteresownie, branie stypendium jest przecież całkiem niezobowiązujące, np. Orbán brał do fundacji Sorosa.

  14. Kiedyś, lata temu, w czasach gdy autostrada A2 prowadziła tylko ze Strykowa do Nowego Tomyśla, jadąc do Berlina zabrałem ze stacji benzynowej dwoje młodych autostopowiczów, którzy okazali się być Białorusinami. W rozmowie, która znacznie wykroczyła poza small talk, okazało się, że po jakichś protestach Łukaszenka relegował z uniwersytetów (a może to wręcz były szkoły średnie, nie pamiętam już) setkę (a może i dwie) studentów. Tych z wilczymi biletami przygarnęła Polska, która dała im możliwość dalszego kształcenia i stypendia – co mnie wprawiło niemal w stupor, bo zupełnie nie podejrzewałem Polski o takie zachowania. Tak byłem wtedy z Polski dumny, że dofinansowałem im jeszcze berlińską wycieczkę kwotą 50 euro. Ucieszyli się, zapewnili mnie, że urządzą sobie owego wieczoru „burżujski festyn” i roztrwonią darowiznę do ostatniego eurocenta.

  15. To ja jeszcze o czymś innym. Po kontr-expose Zandberga pojawiły się w moim bąbelku internetowym głosy, że owszem może i sprawny retorycznie, i ze swadą, i że Morawieckiemu się należało – ale przecież to jakiś oczadziały marksista, który zaraz wprowadzi wspólne żony, rozkułaczy działkowiczów, założy kołchozy i w ogóle bandiera rossa trionferà. A przecież myśmy, prawda, byli, żyli, widzieli, przetrwali skutecznie komunizm, i w ogóle nie mamy ochoty na repryzę.

    Co początkowo jest nawet zabawne (jak zwykle gdy dorośli bzdurzą), ale po chwili smutne jednak, bo pokazuje jak bardzo na prawo odjechał układ odniesienia, że ludziom pozornie inteligentnym postulaty co najwyżej socjaldemokratyczne (a tak naprawdę zupełnie humanistyczne) wydają się być szokujące.

  16. @kwik, napisałeś:

    Jasne, nie chodziło o dyskopolo, chodziło o to, że kulturalny podbój świata powinniśmy robić przez Rosję, tak jak Korea zrobiła (niechcący) przez Chiny. Tylko że Korea miała historycznie zupełnie inny układ z Chinami niż my z Rosją, byli tradycyjnymi sojusznikiem w walce z Japonią. Więc analogia „oczywiście Rosja” jest trochę kulą w płot, ale nie chciałem polemizować i chyba nadal nie chcę.

    To świetnie, że nie chciałeś polemizować z tezą o robieniu kulturalnego podboju świata poprzez Rosję, bo była by nieco zabawna polemika z tezą, której nie było i nie ma. I nie widzę jak mogła by pojawić się tutaj, skoro nie dostrzegam walorów (kulturalnych, intelektualnych, naukowych czy filozoficznych), którymi Polska tak obrosła, że ma dla siebie i na rozdawanie.

    Analogia zestawiająca parę „Korea – Chiny” z parą „Polska – Rosja” będzie do obicia jeśli poprowadzić ją o wiele, wiele dalej niż proponuję to w moim wpisie. A on zatrzymuje się na bardzo elementarnych obserwacjach: jest mały kraj i duży kraj, pewne zjawiska małego mogą zostać docenione i polubione w dużym, mały bardzo na tym skorzysta; w przypadku małej Polski można dzięki życzliwości krytyków, tłumaczy i wydawców wielu zachodnich krajów, życzliwości skumulowanej w przyznaniu naszym poetom i pisarzom trzech nagrów Nobla, szczerze zainteresować tym wielką i mającą wspaniałe pisarskie i poetyckie tradycje Rosję, i nawet to by nie było takie drogie, a przypuszczalnie nakłady w sensownie krótkim czasie by się zwróciły, bo jak mówił koreański prezydent „kultura popularna to bezkominowy przemysł”. Istotnym elementem tu jest fakt, że w Rosji czytanie nadal stanowi część kultury popularnej i nie musimy ćwiczyć grup młodych ludzi w rytmicznym podrygiwaniu, by zyskać tam sympatię wielkiej liczby „zwykłych” ludzi.

    I co, za każdym razem będę musiał przepisywać mój wpis w innym stylu, by obronił się przed dziwnymi zarzutami o kulach, płotach i potrzebie oglądania klipsów z jakąś panią machającą biustem?

  17. Istotnym elementem tu jest fakt, że w Rosji czytanie nadal stanowi część kultury popularnej

    To ja poproszę o wyjaśnienie na jakich przesłankach opiera się to przypuszczenie. Bo (chyba) warunkiem koniecznym aby coś stało się faktem jest posiadanie weryfikowalnych i aktualnych danych. Takich szukałem, I znalazłem, ale 125 Euro za kilka tabelek to jednak wydaje mi się zbyt drogo.
    Jak ktoś, pardon my french, wydala pieniądze, to bardzo proszę o podzielenie się wiedzą zdobytą. Lub też informacją gdzie można znaleźć szczegółowe liczby na temat zapaści, pardon, rozkwitu rynku wydawniczego w Rosji w latach 1992-2019.

  18. @telemach: moje przekonanie, że Rosjanie nadal czytają i cenią sobie tę działalność nie opiera się na zestawieniach, które jakieś firmy produkują analizując rosyjskie wydawnictwa, a na podstawie odczuć z przebiegania po bardzo licznych rosyjskich witrynach oferujących e-booki, czasami za darmo, czasami na sprzedaż. Plejada nowych autorów wręcz oszałamia.

    Odczucia laika potwierdza spora liczba napotykanych świeżych przekładów z rosyjskiego na angielski – widać Amerykanie mają w czym przebierać i wybierać.

  19. Napisałeś „No ale gdyby tak zacząć myśleć…” więc zacząłem i zaciąłem się na dyskopolo. K-pop jest mimo wszystko estetyczny, jakoś tam, ale chyba bardziej uniwersalnie niż disco polo. Może jest już o tym licencjat na kulturoznawstwie. W tym roku nie napiszą już nic o dyskopolo. Ale mam jeszcze kilka uwag.

    Kenzaburō Ōe dostał Nobla w 1994, ale mimo całej naszej życzliwości do kultury japońskiej pozostał u nas mało znany (w odróżnieniu od takiego Murakamiego). O czym świadczy np. smętne hasło w naszej Wikipedii, którego nie chce mi się poprawiać, chociaż wiem że Futbol ery Manen został po raz pierwszy wydany przez PIW w 1979. Nagrody Nobla zwracają uwagę, ale poza tym mają nikły wpływ na lud czytający.

    Z polskiej bezkominowej produkcji chyba całkiem nieźle wybił się Sapkowskiego Wiedźmin, będzie nawet na Netfliksie. Proces wybijania się był wielostopniowy i chwilami chyba nawet wbrew woli autora. No więc nie jest tak że po pierwsze nie mamy armat.

    Rosja to duży kraj. Ale kulturę konsumują ludzie a nie hektary. A Rosja ma raptem 146,8 mln. mieszkańców (z Krymem). Chiny mają 1435,9 mln (Korea Pd. 51,5 mln, Polska 38,4 mln). Co gorsza Rosja i jej wieloetniczni mieszkańcy tradycyjnie mają w dupie prawa autorskie i inne takie bzdety. Trochę jak my i z podobnych przyczyn. Wiesz bo sam korzystasz. W Chinach zdaje się nastąpił pewien postęp, a przynajmniej są pod silną presją. Natomiast jak się chce zarabiać na kliknięciach w jutubie, to znowu warto zauważyć że klikają ludzie a nie hektary.

  20. Tu jest ciekawe, rosyjski drugi po angielskim a polski (12) tuż za mandaryńskim:
    Usage of content languages for websites.

    Wypada zauważyć, że rosyjski jako tzw. drugi język to dodatkowe 110 mln. Nawet jeśli przeszacowane, to i tak osłabia moją wcześniejszą tezę, że kanał rosyjski jest o rząd wielkości cieńszy niż chiński. Wypadałoby wiedzieć, ile z tych 110 mln zechciałoby konsumować akurat po rosyjsku. Z drugiej strony nie do każdej kultury konsumpcji potrzebny jest język, albo ma on znikome znaczenie.

    A jeszcze mi się przypomniało, podobno mamy świetne rodzime upiory:
    https://www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/z-zona-spal-dzieci-plodzil-ploty-grodzil-wzorowy-gospodarz-choc-trup,242,4183

  21. Kwik zadeklarował, że nie będzie pisał o disco-polo, ale ja napiszę. A w zasadzie zalinkuję. Ale to podobno nieprawda, że podbili tam rynek i jakieś grube miliony płyt wydali. A już miało być tak pięknie.

    Co do ewentualnego zainteresowania Rosjan polską kulturą, to chyba trochę nas tutaj sentymenty trzymają w minionej epoce, kiedy to faktycznie byliśmy lufcikiem dla mieszkańców ZSRR, dla których dostęp do kultury Zachodu był znacznie bardziej reglamentowany niż dla nas. Ale to już było i nie wróci więcej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s