Nie tak jak się wydaje

W Spandau. The Secret Diaries zapis z 1 stycznia 1959. Speer rozmawia z Hessem, który mu opowiada, że Wolfgang Wagner jesienią 1939 roku został polskim jeńcem z przestrzeloną ręką. „Jedyny powód ocalenia jego ręki od amputacji, powiedział Hess, było to, że jako wnukowi kompozytora poddano go najlepszym lekarskim zabiegom.”

Zdumiewa mnie to. Jakże szlachetni lekarze. Że wiedzieli o kompozytorze i skojarzyli go z jeńcem nie dziwi, lekarze to wykształceni i kulturalni ludzie. Ale że we wrześniu 1939 roku mieli środki, dobrą wolę i czas na dbanie o niemieckiego 20letniego jeńca? No, no…

Sprawdzam w Wikipedii co o tym zdarzeniu pisze w biogramie Wolfganga Wagnera. Ano, że w czerwcu 1940 został zwolniony ze służby wojskowej i że (w nieokreślonym momencie) Hitler odwiedził go w szpitalu. Odwiedziny mogę pojąć, matka Wolfganga była w przyjaźni z Hitlerem i jej dzieci nazywały kanclerza „wujkiem Aldolfem”, ale skąd i jak przenosiny z polskiego do niemieckiego szpitala?

Wikipedia ma książkowe odesłanie: Jonathan Carr, The Wagner Clan: The Saga of Germany’s Most Illustrious and Infamous Family. A tam czytam, że owszem, Wolfgang został polskim jeńcem, ale wsadzono go na wóz i przesłano za niemieckie linie. I jego ramię (a nie rękę) uratował czołowy chirurg w Charité, najlepszym berlińskim szpitalu.

A więc Polacy nie wykurowali, ale też nie uśmiercili człowieka, który potem mógł aż do końca pozostać w politycznych przekonaniach, w których dorastał. I zapewne z nieistniejącą sympatią dla naszych rodaków.

Wniosek: niedbała czy niepełna redakcja zdań tworzy nieistniejące światy. I rozwiewanie ich wymaga nieco wysiłku.

3 myśli na temat “Nie tak jak się wydaje

  1. Wolfgang W. został zraniony nie tylko w ramię (lub rękę, jak kto woli) lecz również w udo. Spotkał się boleśnie z serią z karabinu maszynowego, Nie do końca udało się wyjaśnić czy był to karabin polski, czy niemiecki. Z tym uratowaniem „ręki” (bądź ramienia) to raczej pewna przesada. Kończyny nie trzeba było amputować, ale pozostała sztywna. Wolfgang W. do końca życia lekko utykał i miał sztywną rączkę.

    A nieporozumienia związane z tym, w co został zraniony wynikają z zabawnego zamieszania językowego.

    Dla Polaków ręka składa się z dłoni, przedramienia i ramienia – ręka jest od paznokci aż do pachy.
    Niemiec nazywa ręką dłoń. Jeśli podaje on komuś rękę, to jest dla niego jasne że to co podaje kończy się na wysokości nadgarstka. Gdy Niemiec wymachuje tym samym co Polak- to wymachuje ramionami (Arme), Polak natomiast rękoma. Gdyby Niemiec wymachiwał rękoma (Hände) to jego rodacy bardzo by się zdziwili, co najmnie tak samo jak my się dziwimy, gdy ktoś twierdzi, że wymachiwał dłońmi.

    Cieszę się, że mogłem zabrać głos na ten istotny temat. Bo na temat tego, że większość narracji zlepionych potem w to, co zwykliśmy nazywać przekazem historycznym jest (częstokroć) stekiem bredni wymyślonych przez rozmaitych konfabulatorów i kombinatorów – to nie mam zamiaru.
    Z przekazami historycznymi jest tak samo jak z każdą inną zbrodnią. Wpierw trzeba się zapytać kto popełnił, a potem dodatkowo komu to przynosi, lub przynieść ma korzyści.

  2. Ależ drobiazg – jak stwierdziła podobnież ongiś cesarzowa Józefina ujrzawszy po raz pierwszy przyrodzenie Napoleona Bonaparte.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s