Walka z inwazją

Bardzo rozpanoszyły się bataty. Decyzja: „batatom mówimy – nie” i oczyściliśmy z ich zieleniny spory teren. Poszła do sławnych siedmiu żołądków każdej z zaprzyjaźnionych krów, choć podobno ta strawa podnosi kwasowość ich mleka. Oczywiście nie rozumiem tego, bo jak wiadomo batata to słodki ziemniak, co czuje się zapiekając je z odrobiną oleju (jeden, pokrojony w centymetrowe krążki, jest kolacją dla dwóch osób).

Wśród wygrzebanych (a część ich jest tu uwidoczniona) zwraca uwagę ich zaprzyjaźniona, spleciona para (rozdzieliliśmy). Ale to wcale nie koniec plantacji, bo wiele małych zostało w ziemi i za jakiś czas przestaną bawić się w chowanego.

O wielu ważniejszych i ciekawszych sprawach nieco później, bo chwilowo ułamki ciągłe panoszą się w mózgu i w czasie, nie zostawiając energii na resztę świata. Chyba i o nich kiedyś opowiem, choć nie jest to temat zajmujący dla tych, co się nim nie zajmują.

4 myśli na temat “Walka z inwazją

  1. Wspomnienie po kopytkach z batatow do dziś po zakamarkach pamięci sie plącze, mimo 20 minionych już lat. 🙂

  2. O batatach śliczne! Tylko żal, że rozdzieliłeś kochanków 💔
    Ułamki ciągłe to temat bardzo zajmujący. Opowiadaj!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s