O tym samym. Jak prawie wszyscy

Rzut oka na Brazylię w kryzysie. A raczej na ten jej malutki kawałek, który mogę dostrzec z mego okna. Rzecz jasna, globalny ogląd musi być przerażający, skoro żyjąc w USA guru obecnego prezydenta, niejaki Olavo de Carvalho (słynny z wyznawania teorii o płaskiej Ziemi), oznajmił, że nie ma żadnej epidemii i nie ma ani jednego udowodnionego przypadku śmierci spowodowanej przez koronawirus. Tych jego bredni było za dużo nawet dla fb i usunięto z platformy jego wynurzenia. Ciekaw jestem jak prezydent zareaguje, przyjąć tezę swego ulubionego myśliciela będzie mu trudno, bo choć nie zgadza się na ujawnienie wyniku swojego testu, to najwyraźniej tak jak 22 jego ministrów, jest chory. Im chyba wszystko jedno, czy rządzą ze szpitala czy z psychiatryka, ale najwyraźniej nie odróżnia ich to od paru innych rządów na świecie.

Natomiast w moim, południowym stanie Santa Catarina, sytuacja jest zupełnie odmienna. Z pozoru tu mogło by być najgorzej, bo choć jest nieduży, ten stan jest relatywnie bogaty, z bardzo rozwiniętą turystyką, a także z intensywnymi kontaktami z zagranicą (tak prywatnymi jak i przemysłowymi, eksport żywności czy ceramiki), a o intensywności kontaktów z Europą można wnosić choćby stąd, że w mojej obecnej okolicy, miasteczku rzędu 70 tys. ludzi, mieszkając tu zaledwie 2 lata, poznałem kilkanaście osób, które mają latorośle rozsiane po Włoszech, Portugalii i Niemczech. Emigracja zarobkowa motywowana łatwym otrzymywaniem tamtych paszportów („za pochodzenie”).

Jakimś cudem tak burmistrz stanowej stolicy jak i gubernator stanu (zdecydowanie nie moi ulubieńcy, jeśli chodzi o opcje polityczne) ujawnili posiadanie mózgu i odwagi w działaniu. Trzeba jej mieć sporo przy decydowaniu i zabranianiu przeróżnych działań, tu tysiące ludzi żyje z prowadzenia restauracji, wynajmowanych lokali przy plaży – no i z handlu. Ale najpierw burmistrz pojawił się w tv i dobrze opracowanymi planszami przekonał ludzi, że na niewiele zdadzą się turyści ze słynnych 42 plaż jeśli ludność zostanie zbita z nóg rosnącą wykładniczo falą zakażeń. I prawie jednocześnie zakaz wszelkich działań, bez których przez jakiś czas da się żyć, wydał gubernator i sprawił, że podległa mu policja spokojnie, ale stanowczo dopilnowuje, by traktowano to poważnie. Na przykład, gdybym chciał dojechać do odległego o 2 km supermarketu, po drodze musiałbym pokazać dowód zamieszkania w pobliżu – eliminują nierozsądnych, którzy myślą, że powinni odwiedzić plażę czy swoje dacze.

Nie wiem co zaświeciło żarówkę w głowie burmistrza (nawet przedtem nie wiedziałem, że miał ją. Głowę, nie żarówkę), z gubernatorem może jest to łatwiejsze do zrozumienia. Był przedtem z wojskowej straży pożarnej i z pewnością nie raz miał do czynienia z planami działań w okresach katastrof.

Durni zapewne i tu się znajdzie, bo gdzie ich nie ma, ale napotykane osoby wykazują spory poziom odpowiedzialności i rozumienia o co tu chodzi. Czasami zaskakują mnie rozumowaniami i sensowną argumentacją, która nie bierze się z formalnego wykształcenia, wiele z nich miało całkiem krótki kontakt ze szkołami.

Ta mgła pokryje cały świat, Santa Catarina nie wyleci na pozaziemską orbitę, ale jeśli uda się oddalić o parę miesięcy najtrudniejszy okres, może to przełożyć się na uratowanie życia tysięcy osób.

12 myśli na temat “O tym samym. Jak prawie wszyscy

  1. Korekta obywatelska:
    1) o tym samym, co wszyscy.
    2) 42 plaż (łatwo zapamiętać: „plaża” odmieniamy ta, jak „zaraza”).

    Poza tym b. ciekawy tekst. I nieprzegadany, o co na wielu blogach niełatwo.

  2. @Achika, oj, brzydki ten mój poślizg na plażach. Nocny brak korekty. Dziękuję, przepraszam.

    Z tytułem, chciałem właśnie tak, jak sugerujesz. Miałem wątpliwości co do przecinka, myślenie bolało, a w ogóle widzę niechętnie znaki interpunkcyjne w tutule.

    Postanowiłem zrobić unik, zmieniający zresztą sens. Zamiast podkreślać „o czym”, podmieniłem przez pół-obronne i pół-ironiczne „jak prawie wszyscy”. Ale interpunkcja w istocie by była przydatna. Myślnik albo kropka. Zmieniłem. Kropka.

  3. Andsolu, czytałam, że wasz odlotowy prezydent bardzo oburzył się na działania lokalnych władz. Tylko pokrzyczał czy nakazał cofnąć zarządzenia?

    Uwagi na temat mojej interpunkcji przyjmę z pokorą. Można mnie besztać.

  4. Więcej niż pokrzyczeć nie mógł. Władze stanowe mają sporą autonomię (np. najważniesze typy policji są stanowe) i w sprawie swych zarządzeń udały się do Najwyższego Trybunału Sądowego, a tam potwierdzono, że pan prezydent może sobie wypić herbatkę i się uspokoić.

  5. No właśnie, nie wiem jak burmistrz, ale gubernator zdaje się należy do tej samej partii (PSL) co pojebany odlotowy prezydent. A jednak nie próbuje włazić mu w dupę. Ciekaw jestem jaka ordynacja prowadzi do takiej niesubordynacji. Ale może to wyjątkowy przypadek.

  6. Masz rację, w czasie wyborów należał (potem prezydent z tej partii się odleżał). Popieranie przez niego kandydata Bolsonaro było nieuchronne, nie tylko z powodu wspólnoty partyjnej – dostał w pierwszej turze prawie 30%, a kandydat innej partii, wygrywający ją (turę) z wynikiem ponad 31% też popierał tego osobnika. Rzecz w tym, że (nieznany mi uprzednio) kandydat lulowatego PT zyskał niecałe 13% (13 to numer jego partii), co mu dało czwarte miejsce. Tu zatwardzenie ideologiczne panuje od pokoleń.

    Nie pamiętam czy opowiadałem to kiedyś na blogu, na wszelki wypadek przepraszam za nudzenie starymi historyjkami. Gdy w kraju kończyła się dyktatura, w interiorze na zebraniu przedwyborczym kandydat jednej z prorządowych partii (na sali mali przedsiębiorcy, fazendeiros, zastraszeni urzędnicy) oznajmiał dokąd będzie dążył: „jesteśmy za równością społeczną, za podniesieniem minimalnego zarobku, za…” Jakiś gość z sali wybucha oburzeniem: „co jest, do cholery, to jakiś wiec komunistów?” Kandydat mu odpowiada: „spokojnie, compadre, ja tylko czytam punkty z programu naszej partii!” „Ach – mówi z ulgą tamten – a to mógł pan od razu powiedzieć”.

  7. Przeciąganka (między władzą wykonawczą i sądowniczą) trwa. Przeskakując nad paru niuansami, dekrety prezydenckie stają się na stałe obowiązującym prawem o ile parlament w ciągu trzech miesięcy ich nie odwoła. Pan prezydent poprosił Najwyższy Trybunał Federalny, by na czas kryzysu zawieszono owe prawo parlamentarzystów, ale Trybunał odmówił mu i jeszcze uprościł procedury prowadzące do tych głosowań, dzięki czemu dekret może być odwołany w ciągu paru dni.

    Na dobitkę, dekret pana prezydenta, uznający, że kościoły i punkty przyjmowania zakładów loterii wykonują w czasie kwarantanny „zasadnicze usługi” został zawieszony przez sąd federalny.

  8. No i nie złapałem krążącego dowcipu, że w Świętej Katarzynie ma się wybór: albo z Mojżeszem, albo z Mesjaszem. Tak, wiedziałem, że gubernator stanu to Carlos Moisés da Silva, ale zapomniałem, że prezydent jest dwojga imion: Jair Messias Bolsonaro.

    A sąsiadów z biblijnymi imionami mam sporo. Marcos, Léia, David, Isaac, Ruth…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s