Brazylijskie dary

Protestantów należących do Zborów Bożych jest w Brazylii grubo ponad 20 milionów, więc nic dziwnego, że wieści z kręgów tej grupy protestantów docierają do mnie. Nie, to ani trochę dziwne, bo choć z żoną nie rozmawiamy o religii, to niekiedy opowiada o różnych zjawiskach z jej kościoła. A że mają oni spore zastępy misjonarzy rozsyłanych po świecie, czasami dowiaduję się tego i owego, na przykład o paru zakątkach Afryki.

O tym, że są tam odmienne kultury wiem i bez opowiadań – poznałem tu misjonarza z Angoli, który swoim angolańskim obyczajem chodzi w opinających nogi spodniach, a to nie przysparza mu tutaj zwolenników. Dają mu nawet garnitury (obyczajowy mundur kościelnych obreiros) ale on woli spodnie w rurki i wydziwia, że Brazylijczycy chodzą w szerokich spodniach. Nie pamiętam wiele ze świata mody, ale chyba kiedyś w Polsce był okres, gdy postępowi młodzieńcy musieli używać spodni trudnych do wciśnięcia się, by demonstrować bunt pokoleniowy.

Teraz nie chcę mówić o męskich spodniach a o kostkach kobiet z jakiejś etni, nie pamiętam skąd, dokąd dotarło tutejsze misjonarskie małżeństwo. Wiele tu nie ma do powiedzenia, bo tam u przyzwoitej kobiety kostki się nie dostrzeże, jest okryta długą spódnicą a także podobno jakimiś bransoletkami. Ale nie widzą powodów, by okrywać górną część ciała i to bardzo martwiło żonę misjonarza, bo jej zdaniem skupiał się na czymś zupełnie innym niż Słowo Pana.

Powiadomiła o problemie braci i siostry (w wierze) i wnet dostarczono jej z Brazylii 400 bluzek z dobrej bawełny, w sympatycznych kolorach. Rozdała je paniom z ich misyjnej wioski przed kolejnym ludowym świętem i prezent został przyjęty z wdzięcznością. Wszystkie kobiety pojawiły sie w brazylijskich bluzkach.

Tyle, że nieco zmodyfikowanych. Wszystkie, ale to wszystkie panie wycięły w nich starannie dwa kółka, by dać swoim piersiom wyjście na świat. I żona misjonarza poprosiła misyjne władze o przeniesienie ich do innego zakątka Afryki.

26 myśli na temat “Brazylijskie dary

  1. Piękne! 💖
    Andsolu, a może byś coś znów napisał dla Behemotha? Albo pozwolił przekleić to piękne migotanie o kostkach? Albo jedno i drugie? Wiedeń pozdrawia 🤗

  2. A na zdjęciu by była moja żona opowiadająca co słyszała od jednego misjonarza? Bo to jedyny sprawdzalny przeze mnie fakt: mówiła. Kolejne kroki w głęb opowieści by były fantazjowaniem.

    Co mi przypomina wczesne czasy skype’a. Rodacy szukając swoich w egzotycznych miejscach zatrzymali się na literze A i zadzwonili do mnie. Słyszałem w tle jakieś szepty, czyli młodzi ludzie postanowili robić sobie podśmiewajki. W istocie, miły żeński głos zapytał: „wujku, a chcesz zobaczyć gołe piersi?” Rzekłem: „jestem żonaty i jeśli chcę widzieć to proszę żonę, żeby zdjęła biustonosz”. Szybko rozłączyli, stracili zainteresowanie Brazylią.

    KotBehemoth… Któregoś z tych dni zerknąłem tam i zobaczyłem, że prawie przed miesiącem ktoś się zaniepokoił, że mnie nie ma. Oj, to od tak dawno tam nie zaglądam?

    Cóż, łatwo wsiąknąć w dociekania matematyczne. Niekiedy sumituję się przed żoną, że nie współpracuję tyle co niegdyś w porządkach domowych (choć niekiedy coś pichcę), ale ona łatwo mnie rozgrzesza i przypomina, że sama mnie zachęcała, żebym wrócił do mojego grzebania w problemach, na które w czasie eksploatowania mnie przez uniwersytecką dydaktykę nie miałem czasu. To nie brak uznania dla Kociarni a prosty fakt, że po odjęciu z doby czasu na spanie i jedzenie i podstawowe działania ogrodnicze i trochę tych dociekań zostaje minus parę godzin. Nawet postanowiłem nie przedłużać prenumeraty Polityki, bo od pół roku ściągałem ją na komputer ale nie czytałem.

    Ale idzie dobrze, opowieść o ułamkach ciągłych zbliża sie do obrzydliwego etapu redakcji.

    Tak, mam historyjkę, która by chyba nadawała się do Behemotha i nie obiecuję bo od ciężaru obietnic psuje się wątroba, ale jakoś to będzie. A jeśli myślisz, że sprawa bluzek może Was zabawić, to oczywiście możesz to skopiować. Za co chętnie Ci podziękuję.

  3. nightwatch77 tylko grzecznie przetłumaczył na polski „pics or didn’t happen”. Jest już tyle historyjek powielających ten sam pattern, że sceptycyzm wydaje się uzasadniony.

  4. @kwik: pastor to też człowiek i wiele zrobi, by ożywić zgromadzenie. Więc kto wie co było, a co było wyciągnięte z lamusa opowieści. Podobno on przypisywał wysyłkę bluzek jakiemuś radnemu z okolicy, więc może przy jakiejś okazji uda mi się wydobyć nazwisko człowieka – bo co do miejsca, zastrzegł się przy opowiadaniu, że nie podaje, bo to nieetyczne. Ale gdzieś mu się wymsknęło, że to w okolicy RPA.

  5. Fajna opowieść.
    Przypomina mi inną, nie pamiętam juz gdzie przeczytaną, o pewnej spolecznosci/plemieniu (równiez z Afryki) gdzie uważano za niewlasciwe pokazywanie twarzy, natomiast nagie genitalia byly rzeczą calkowicie neutralną.
    Tubylcy zapytani raz przez zdziwionego białego odparli, ze twarz jest bardzo indywidualną sprawą i pozwala na wgląd w głąb duszy, natomiast genitalia wszyscy maja takie same i jaka jest roznica między widokiem nagiego łokcia, kolana czy penisa albo warg sromowych.

  6. Naprawdę nie trzeba aż do Afryki. Arthur Evans opisywał swego czasu (1928) fresk odkryty w zachodnim skrzydle Pałacu w Knossos przedstawiający karanie wszetecznic, które nieprzystojnie ukrywały piersi pod tkaniną i/lub biżuterią.
    Przyzwoitość lub tzw. nieprzystojność (lub to co sobie pod tymi pojęciami wyobrażamy) są bardzo kruchymi konstruktami.
    A anegdota sympatyczna. .

  7. W 1969 roku, w Ghanie, dziennik „The Ghanian Times” doniósł o zakończeniu procesu, w którym młodego Ghańczyka oskarżono o zabójstwo żony. Mężczyzna zeznał, że za pomocą czarów żona zamieniła się w nocy w jadowitego węża i chciała go ukąsić. Mężczyznę uniewinniono, uznając, że działał w obronie własnej.

  8. @kwik: nie znałem tej afery gdzie przywalili się do pana Andrzeja Gregosiewicza. No tak, kaczki w Kraju są tradycyjnie pod ochroną. Homeopatia też, i słusznie, bo to odmiana religii.

    @nowa: chyba „Ghanaian”, nie Ghanian, ale nawet gdyby było jakieś porządne odniesienie potwierdzające tę historyjkę to tylko wzruszę ramionami i powiem, że niejaki Olavo de Carvalho, który żyje teraz w Richmond, Virginia, a pracował jako dziennikarz w najważniejszych gazetach brazylijskich i obecnie lubi uchodzić za filozofa, utrzymuje, że Ziemia jest płaska. Co by może i było zabawne (jego wiara, nie płaskość Ziemi, choć i to by miało humorystyczne elementy) gdyby nie ten drobiazg, że jest on intelektualną i ideologiczną podporą obecnego prezydenta Brazylii nazywającego się Jair Bolsonaro. I te fakty nie są schowane w jakiejś gazecie sprzed 51 lat ale kursują w wiarogodnych i weryfikowalnych źródłach.

    A stąd raczej nie wynika, że 220 milionów Brazylijczyków ma ogólne fiziu-miziu a tylko to, że jak po osobach, tak i po narodach czasami chodzą nieszczęścia.

  9. No cóż, ja też nie znałem sprawy Boiron vs. Gregosiewicz (dzięki serdeczne, kwiku!), co dowodzi raczej, że jestem tępą peją, niezbyt interesującą się otaczającym światem, aniżeli tego, że profesor Gregosiewicz znacznie przecenił skuteczność swojej krucjaty (choć i tego nie można wykluczyć). Historia zapamiętała Eliota Nessa za to, że jednak dopadł i posadził Ala Capone, a nie za to, że bezskutecznie procesował się ze znanym restauratorem i przedsiębiorcą.

    Zafascynował mnie cały artykuł 21 ustawy Prawo farmaceutyczne (bo oprócz cytowanego ustępu 7 jest tam – na przykład – bardzo ciekawy ustęp 4, który między mówi, że im mętniej zredagowana jest etykieta, tym łatwiej o dopuszczenie do obrotu; to samo dotyczy stopnia rozcieńczenia: im większe, tym prościej o zezwolenie). Skoro – zapewne na skutek działań lobbystów – nie można uchylić ustępu 7, to może warto uzupełnić go o zapis, że brak dowodów skuteczności terapeutycznej wyłącza odpłatność? Znaczy można produkować, można stosować, można ewentualnie rozdawać zainteresowanym użyciem, ale pieniędzy za to brać nie można?

    Ech, rozmarzyłem się, gdy przeczytałem, że AndSol porównuje homeopatię do religii… Skoro Panbucek wyłącznie manifestuje swoją obecność przez czynienie różnych mniej lub bardziej spektakularnych cudów, to może wziąłby na swoje barki rzecz tak prozaiczną jak utrzymanie swojego biura (zwanego Kościołem), jak i jego urzędników wszystkich szczebli? Bo znów: brak dowodów skuteczności terapeutycznej wyłącza odpłatność…

  10. @kwik
    @mbabilas
    Historia specyfiku zwanego Osccilococcinum jest piękna i pouczająca. Do tego stopnia że chciałem ją pokrótce przypomnieć, ale skończył mi się limit znaków i tyle było tego „pokrótce”.
    Ponieważ szkoda mi się zrobiło tego co już napisane to dokończę i wsadzę u siebie.

    Ale jedna rzecz jest istotna: starania dotyczące dopuszczenia (jakiegokolwiek) specyfiku do sprzedaży jako „lekarstwo” nie wymagają dowiedzenia skuteczności tegoż, tak jest prawie na całym świecie. Zadbało o to nie tylko lobby farmaceutyczne (które powinno raczej zadbać, ale z pewnych powodów nie chce), Jest to zwarty front gdzie ramię w ramię stoją obok homeopatów też przedstawiciele tzw. „szkolnej medycyny” zwanej obecnie „evidence based”. Dowodzenie skuteczności czegokolwiek jest niebywale trudne i – powiedzmy sobie szczerze – wbrew pozorom często niemożliwe. Skuteczność to nic innego jak próba kwantyfikacji tzw. sukcesu terapeutycznego. I tutaj zaczynają się schody, bo nikt nie wie jak i czym ten sukces mierzyć. Zacząć można od tego, że do dzisiaj świat medyczny nie ustalił jednoznacznie czym jest zdrowie i jaka jest definicja choroby. Samo WHO zmieniało swoje definicje już trzykrotnie od czasu gdy się zacząłem uczyć medycyny.Do tego dochodzi zupełnie inny aspekt: to co dla jednego terapeuty jest sukcesem terapeutycznym, dla drugiego jest klęską. Przykładowo sukces chirurga ratującego życie pacjenta poprzez amputację kończyny ogarniętej gangreną jest porażką dla zwolennika terapii zachowawczej. Sukces dentysty specjalizującego się w profilaktyce jest związany z groźbą bankructwa dla protetyka, dla którego sukcesem jest zastąpienie nieładnych pieńków implantami. Można naturalnie przyjąć karkołomne założenie, że o wszystkim powinno decydować dobro pacjenta, ale tak się akurat składa, że pod dobrem pacjenta każdy specjalista pojmuje coś innego, a sam pacjent nie stanowi tutaj chwalebnego wyjątku.
    Większość laików zakłada naiwnie, że medycyna jest po to aby przywrócić im zdrowie, czyli doprowadzić do takiego stanu rzeczy, że stanie się ona zbyteczna.
    Jest to poważny błąd w rozumowaniu przeoczający fakt, że medycyna to taka gałąź gospodarki, której zadaniem jest podtrzymywanie stanu chorobowego jak najdłużej po to aby jak najdłużej możliwe było generowanie wynikających z leczenia zysków.
    Może i nikt tego uczciwie nikomu nie powie (bo wrzask by się podniósł straszliwy) ale tak najzwyczajniej w świecie jest.
    I tu znów dochodzimy do Oscillococcinum. Naturalnie, że nie pomaga, bo nie może pomóc. Ale również nie szkodzi i dzięki temu spełnia wszelkie wymagania jakie prawodawca stawia preparatowi przed dopuszczeniem go do obrotu. Trwające latami testy i procedury mają tylko jeden jedyny cel: pokazać, że specyfik pacjenta natychmiast nie zabije. Byłoby to zupełnie kontraproduktywne i szkodliwe z punktu widzenia medycznego biznesu ale i też z punktu widzenia prawodawcy.
    Ponadto, gdybyśmy zaczęli przyglądać się zbyt dokładnie innym preparatom, to mogłoby się okazać, że preparatów, które tylko pomagają bo leczą i już – najzwyczajniej po prostu nie ma.
    Jest to idealne wyobrażenie nie uwzględniające tego że lecząc nieomal zawsze również trochę się szkodzi. Ale te szkody możemy również leczyć, a szkody powstałe w wyniku usuwania szkód też jakoś dają się opanować. Na samym końcu procesu terapeutycznego mamy nie tyle ozdrowieńca, co (w dużym uproszczeniu) 90-latka przewlekle schorowanego do granic niemożliwości, ale za to z szafą pełną maści, pigułek, kapsułek i czopków. Z aparatem do mierzenia ciśnienia, gruszką do lewatywy, balkonikiem, glukometrem, okularami do bliży i dali, , termoforem i czymś tam jeszcze. Czy tak jest zawsze? Oczywiście, że nie, ale jest to reguła.
    Wyleczenie w sensie uzyskania dobrostanu zwanego również kolokwialnie zdrowiem to margines tego, czym się współczesna medycyna zajmuje.

    A Oscillococcinum pomaga doskonale mojej mamie (87 lat) na wszystko. Mojej żonie też.
    Co sprawia, że jestem bezradny i sfrustrowany, a one spoglądają na mnie z żalem i współczuciem, bo mi nie pomaga. Acha, moja mama jest lekarzem.

  11. Skuteczność Gregosiewicza trudno ocenić, na pewno coś tam zrobił. Jeśli Sejm stanowi durne prawo, to jak z tym wygrać. Nie tylko Sąd Najwyższy, UOKiK też bronił oszustów, tym razem karząc Naczelną Izbą Lekarską za ograniczanie pluralizmu terapeutycznego: https://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=2785
    Ale skończyło się dobrze: https://www.termedia.pl/mz/Naczelna-Izba-Lekarska-kontra-homeopaci-1-0,27273.html

    Wizja Wszechmogącego bezpośrednio utrzymującego swój aparat naziemny jednak nieco mroczna, wolę już chyba tak jak jest. Chociaż im pamięć świeższa tym mniej spektakularne te cuda. Więc może będą i cudowne pojawienia się bitcoinów na kontach.

  12. Z ostatniej chwili: Olavo de Carvalho już nie jest przyjacielem i guru prezydenta. Mówi o tym wyraźnie w zdumiewającym 44-sekundowym nagraniu

    – mówi wiele więcej, żeby prezydent wsadził wysłane odznaczenie w swoją „cú” (to takie bardzo intymne miejsce w tylnej części ciała) i że „rozwalę to gówno twojego rządu”

    Dzisiejsze Olimpy są coraz zabawniejsze.

  13. @ telemach – słynne Oscillococcinum znam tylko z niegdysiejszych reklam telewizyjnych. Sam produkt jest tak łatwy do podrobienia, że powinien mieć trudne do podrobienia opakowanie. Możesz potwierdzić/zaprzeczyć?

  14. @kwik
    Otóż wcale łatwy do podrobienia on nie jest, jeden on tylko taki. Cała Rosja nim się leczy, a w USA niezliczone pokolenia adwokatów zjadły już sobie zęby na „law suits” skierowanych przeciwko producentowi, który wprowadzać miałby w błąd (co naturalnie robi). Produkt jest natury czysto marketingowej i wykazuje podobieństwa z zabarwionym karamelem skoncentrowanym roztworem sacharozy wzbogaconym o odrobinę kwasu askorbinowego sprzedawanym na całym świecie jako kultowy napój. Sprzedawana jest wiara i nadzieja w postaci małych kuleczek.
    Pomaga w Rosji w dawce podwójnej:

  15. Представительница «Лаборатории Буарон» Джина Кейси на вопрос о безопасности употребления препарата, полученного из сердца и печени утки, заявила: «Конечно, он безопасен. В нём ничего нет»

  16. @andsol
    Tak. Sorry. Literówka chodziło o „Ghanaian”. Też wzruszam ramionami, bo sąd to sąd i pewnie lepiej wie, na czym polega sprawiedliwość. A dziennikarz powinien się ograniczać do suchej redakcji faktu bez mrugnięcia okiem. Tyle tylko, że to nie jest historyjka. I chyba mimo 51 lat niewiele się zmieniło w świadomości ludzkiej. Gazety sprzed lat nadal stanowią weryfikowalne źródło. Niestety nie mogę podać Panu dokładnej daty.

    Carvalho był przecież komunistą…

  17. Ten Carvalho miał być komunistą?
    Bosze, myślałem,że Wam się z José Carvalho pomylił.
    A tu widzę, że faktycznie, był. Zanim został astrologiem. Fajna postać, Horst Mahler
    mi się przypomniał, który mimo że dziennikarz, akademik i prawnik wpierw działał w RAF a zaraz potem przepisał się do Neonazistów.
    Pewnych rzeczy nie pojmiesz….

  18. Wydaje się, że już wiem co sprawiło, że Olavo de Carvalho wystąpił z nieoczekiwanym atakiem przeciwko swojemu ukochanemu prezydentowi.

    Otóż w 2017 roku de Carvalho opublikował w Sieci tekst, w którym nazwał piosenkarza i kompozytora Caetano Veloso pedofilem. I nie był oryginalnym autorem oskarżenia, bo powtórzył to, co gdzieś znalazł.

    Sprawa jest śliska. Pierwsze wspólne zdjęcie Veloso z panną Paulą Lavigne pojawiło się w 1986 gdy się pobrali, miała ona wtedy 17 lat (rozwiedli się w roku 2005 a ostatnio znowu powrócili do siebie), ale w roku 1998 w wywiadzie dla Playboya Paula opowiedziała, że straciła cnotę z Veloso gdy miała 13 lat.

    Caetano poszedł do sądu i wygrał, miał dostać odszkodowanie 40 tys. reali a de Carvalho miał zdjąć tekst z Sieci. Nie zapłacił i nie zdjął, odwołaływał się i za każdym razem przegrywał. W ostatnim wyroku za niewykonanie poprzednich prawomocnych wyroków został skazany (grzywna i odsetki) na zapłacenie 2,8 miliona reali.

    Żył ten pan z wykładów w Brazylii, ale ostatnio nie dostaje ani grosza, bo sąd zatrzymał wszystko, co było na jego koncie. Domagał się pomocy od swojego przyjaciela prezydenta, ale ten nie zamierza wyłożyć odpowiedniej sumy, co jest zrozumiałe, bo ma synów i żony (byłe i obecną) w polityce – wprawdzie przynosi to pieniądze, ale czasami też kosztuje. Więc stąd oskarżenia filozofa de Carvalho o zdradę i niewdzięczność.

  19. @ telemach – dzięki, fachowo opakowane, można się najwyżej przyczepić, że opakowanie niezbyt przyjazne dla środowiska. Ciekawe czy przeterminowane cukrowe kuleczki można spuszczać do kanalizacji czy trzeba oddawać do apteki (a może nie mają terminu przydatności). Albo czy wypada dzwonić na pogotowie w przypadku przedawkowania. Oraz czy były próby samobójstwa przez przedawkowanie jakiegoś homeopatyka. Ale to już chyba od dawno mało śmieszne.

    Przy okazji dowiedziałem się, że Oscillococcinum to produkt uboczny grypy hiszpanki. Ciekawe co zostanie po tegorocznej zarazie. Może powinni zrobić homeopatyk na bazie węgla z Zofiówki.

  20. Och, a ja się jeszcze dowiedziałem, że ta kaczka, z której to wszystko wyrabiają (albo i nie: „В нём ничего нет”), to po angielsku Muscovy duck – „kaczka moskiewska” (po polsku piżmówka) – choć pochodzi przecież z Nowego Świata, a nie z Rosji. Oczywiście jest precedens (rzekoma tureckość indyka).

    A inna kaczka (podgorzałka) to po czesku Polak mały. Strasznie ta ornitologia upolityczniona.

  21. @kwik
    @mbabilas
    Ciierpliwości, historia jest jeszcze barwniejsza niż się z pozoru wydaje.Napisana, ale jakoś skończyć nie mogę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s