Przenosiny do Gdańska

Miał uroczą siostrę. Niestety była nieco od nas starsza i mogłem tylko z rozmarzeniem myśleć o jej opowieści jak wyjechała z kolegą na autostop, zatrzymali się w jakieś wiosce, dostali od gospodarza nocleg w stodole i dla przyzwoitości położyli między śpiworami słomkę. I z rana nie zdołali jej odszukać.

Niestety nie był to dla mnie jeszcze czas na szukanie słomek i nasza grupka bawiła się tak, jak to chłopcy bawią się czekając na czas lepszych uciech: pięć kamyków, gry ze scyzorykiem, a czasami intelektualnie w państwo-miasto. Było nas pięciu, a pewnego dnia zrobiło się czterech, bo on wyjechał.

Bez zapowiedzi, w środku szkolnego roku, ot tak. Tyle tylko zdołaliśmy wywiedzieć się, że do Gdańska. I wiele lat minęło nim dowiedziałem się czegoś więcej: rodzice go tam wysłali, bo odkryli, że on nie interesuje się dziewczynkami, a wręcz odwrotnie.

Z Gdańskiem nie chodziło o kurujący klimat ani o wpływ zaufanego księdza, a o to, że tam miał ciotkę, i to było tak daleko od Zielonej Góry, że nawet gdyby ciotka nie zdołała go utrzymać w szafie, to do nas już wieści nie docierały.

Nie wiem czy do kogoś ze znajomych czynił awanse. Do mnie na pewno nie, może wolał ładnych chłopców. Ale w ciągu wielu późniejszych lat jakieś propozycje dostawałem i zawsze w stylu tak łagodnym i przyjaznym, że gdyby wszyscy zainteresowani kobietami mieli tyle taktu, nie istniała by potrzeba ruchu #metoo. Owszem, pedofili nienawidzę i gdybym mógł dorwać tego bydlaka, który w zatłoczonym szczecińskim tramwaju złapał mnie za jądra, to jeszcze dzisiaj hiszpańska inkwizycja mogłaby brać u mnie lekcje. Ale z homoseksualistami nie miałem nigdy żadnych kłopotów. Ani oni ze mną. Czasami na początku znajomości jakiś ton wyzwania, sprawdzanie jak reaguję. Da się zrozumieć. Kto co tydzień znajduje włos w zupie, z podejrzliwością patrzy na pomidorową.

Nie wiem czemu tyle osób myli te zjawiska. Zapewne to ta pomidorowa podawana przez lata na lekcjach religii i na kazaniach. Nie moja hala, nie moje owieczki.

Czy moi rodzice też by mnie wysłali do Gańska? Chyba nie, bo tam nie mieliśmy krewnych. Może do poprawczaka. W ich pokoleniu uważano, że to miejsce do naprawiania młodych ludzi. I że homoseksualność należy naprawiać. No i udało mi się, że w tej sferze zainteresowania miałem bardziej typowe. A ilu jest nietypowych?

Nikt nie wie, bo nawet teraz nie jest łatwo uzyskać prawdziwe odpowiedzi od ludzi. Często sami sobie szczerze nie odpowiadają. Na pewno nie mniej niż 7% populacji, może bliżej 14%. Więc moja szansa na życie w napięciu była może jak 1:14, a może jak 1:7, ale w Gdańsku bywałem tylko przejazdem. Ale tę szansę ma każda, każda rodzina. Genetyka nie wie o poglądach religijnych, o zawodzie ojca czy wykształceniu matki. I każda rodzina powielająca banialuki o zboczeńcach szykuje na siebie okrutną pułapkę. Piekła nie ma, ale oni już je sobie gotuja.

33 myśli na temat “Przenosiny do Gdańska

  1. Udowodnienie nieistnienia piekła może napotkać na spore trudności. Bo po pierwsze, jak mawiał Jean-Paul S. „piekło to inni”, a po drugie postęp cywilizacyjny jest trudno wyobrażalny bez personifikacji zła (szatan) – a ten, skoro istnieje . to musi przecież gdzieś przebywać.
    „Owszem, pedofili nienawidzę”
    Pedofilia jest przypadłością nader problematyczną dla ofiary, czyli pedofila. Nie zasługuje ani na potępienie, ani na nienawiść. Równie dobrze można potępiać gruźlicę lub strach przed lataniem. Albo nienawidzieć lęku wysokości.
    Pedofil (bądź pedofilka) , ze względów od siebie niezależnych odczuwa pociąg płciowy do dzieci. Nie jest to przestępstwem, chociaż odbiega od normy.
    Przestępstwem jest urzeczywistnianie tej smutnej skłonności kosztem integralności zależnych i bezbronnych.

  2. telemachu, jak nie urzeczywistnia to nikt nawet nie wyobrazi sobie, że ma do czynienia z pedofilem. No, chyba że jak Carter, publicznie wyzna, że miewał grzeszne idee.

  3. Będę się upierał.
    Bo drobiazgowy jestem, a również w tym przypadku rozróżnienie wydaje mi się istotne. Pedofilia znaczy (pedo i filia, prawda) że kogoś do dziatek ciągnie w celu jednoznacznym. Nie jest ona zła ani dobra, po prostu jest. Natomiast jak ktoś się da przyciągnąć – to jest już molestowanie nieletniego lub nieletniej „z pobudek”. I słusznie karalne. Prawodawca słusznie nie karze myślozbrodni.

  4. Natura każe nam się odżywiać, nie ograniczając nas jednak w tym co i jak jemy i pijemy.
    Dziełem kultury jest jednak sposób w jaki to wykonujemy i co podajemy do stołu. Nie wyrażamy jednak zgody na kanibalizm, kultura w tym przypadku może być zła.
    Od niejedzenia pedofil umiera, a nie umiera, gdy popędu seksualnego nie zaspokoi. I tym razem to chyba natura może być zła…

    @andsol
    dzięki.

  5. No ale jeśli w przypadku skłonności homoseksualnych ‚coming out’ jest czymś w rodzaju oczyszczenia,aktem odwagi, i można liczyć na przynajmniej częściową akceptację i zrozumienie wśród bliźnich, to nie bardzo widzę akceptację społeczną dla osoby która otwarcie przyznaje że ma skłonności pedofilskie i bardzo duży wysiłek wkłada w to żeby powstrzymać się od zaspokajania tego popędu.
    A co do natury – nie bardzo wierzę w niemożność powstrzymania się od krzywdzenia innych z uwagi na rozmaite żądze i skłonności – raczej chodzi o kalkulację ryzyka że zostanie się złapanym.

  6. Jak mówi jedno z praw Murphyego: od wszystkich uznanych wyjątków istnieją wyjątki, nie znam jednak wśród otaczających mnie osób nikogo zdolnego do zabicia i pożywienia się tymże. Choć może siedzi jeszcze w szafie, kto wie?

    Myślę, że to właśnie dzięki kulturze naturę potrafimy/a przynajmniej staramy się okiełznąć.
    Nie zabijamy, szanujemy starszych, nie uprawiamy seksu publicznie, nie wystawiamy homoseksualizmu na widok publiczny itp… To kultura wyznacza nam granice dobra i zła. I piękna.

  7. @nightwatch:

    A co do natury – nie bardzo wierzę w niemożność powstrzymania się od krzywdzenia innych z uwagi na rozmaite żądze i skłonności

    Kwestie wiary nie podlegają dyskusji. Gdybyś jednak chciał zaryzykować wymianę poglądów posiadających oparcie w twardych faktach – to muszę Cię rozczarować. Niezliczone są dowody na to, że zło, sadyzm, okrucieństwo, skłonność do przemocy i/lub patologiczne kłamstwo mogą mieć ( i bardzo często mają) wykrywalną przyczynę organiczną – podobnie jak jąkanie, drgawki lub padaczka.
    Całły szereg przykładów tutaj:
    https://neurocritic.blogspot.com/2009/10/unusual-changes-in-sexuality-case.html
    m.in. ten:
    „In 2003, the Archives of Neurology carried a startling clinical report [Burns & Swerdlow, 2003]. A middle-aged Virginian man with no history of any misdemeanour began to stash child pornography and sexually molest his 8-year-old stepdaughter. Placed in the court system, his sexual behaviour became increasingly compulsive. Eventually, after repeatedly complaining of headaches and vertigo, he was sent for a brain scan. It showed a large but benign tumour in the frontal area of his brain, invading the septum and hypothalmus – regions known to regulate sexual behaviour.
    After removal of the tumour, his sexual interests returned to normal. Months later, his sexual focus on young girls rekindled, and a new scan revealed that bits of tissue missed in the surgery had grown into a sizeable tumour. Surgery once again restored his behavioural profile to „normal”.
    Znane i opisane są również przykłady okrucieństwa wobbec najbliższej rodziny po zatruciu metalami ciężkimi.

  8. @nowa:

    <

    blockquote>Nie zabijamy, szanujemy starszych, nie uprawiamy seksu publicznie, nie wystawiamy homoseksualizmu na widok publiczny itp…<//blockquote>

    Podziwiam Szanowną Panią. Widzi Pani świat takim, jakim chcielibyśmy aby był. Też bym tak chciał.

    Z moich przygnębiających obserwacji wynika, że właśnie (jako gatunek) wszystko to robimy. Zabijamy w imię czegokolwiek nazywając jednocześnie eufemistycznie to co robimy albo konfliktem zbrojnym, albo wymierzeniem sprawiedliwości albo też przestępstwem. W tym ostatnim przypadku próbujemy się dystansować i zdobyć na nutę potępienia, co nie znaczy, że tego (znów jako ludzka wspólnota) nie robimy.
    Skłonność do voyeryzmu i ekshibicjonizmu mamy wpisane w nasze DNA, kierunek, w jakim rozwinął się internet jest tego najlepszym dowodem (homemade porn kills porn industry), Każda CSD Parade jest dowodem, że wystawiamy i w dodatku wystawiający uważają wystawianie za powód do dumy. (chociaż w tym przypadku nie widzę akurat żadnego istotnego problemu).

    Poszanowanie starszych za to, że są starsi powszechne było w prymitywnych społecznościach i zapewne dlatego praktykowane. Taki starszy lub starsza byli nośnikami informacji i doświadczenia. Brak wikipedii wymuszał szacunek, bo wiedza i doświadczenie były zasobami decydującymi i przetrwaniu grupy. Poza tym, w przypadku klęski głodu seniora zawsze można było wypędzić na pustynię w celu zaoszczędzenia tego i owego.
    Człowiek nowoczesny wynalazł tysiąc sposobów aby pozbyć się staruszków i zamknąć w gettcie: rzeczywistym, finansowym bądź egzystencjalnym.
    Nie wydaje mi się być to dowodem powszechnego szacunku.

    Z góry przepraszam, ale chyba w nastroju polemicznym dzisiaj jestem.

  9. @telemach myślę że z tą wiarą to się zagalopowałem, psychologiem też żadnym nie jestem, ale uważam że ludzie nawet mocno umysłowo pokiereszowani cały czas działają jednak racjonalnie, tyle że często w warunkach mocno wykrzywionej (przez własny mózg) rzeczywistości. I jeśli weźmiesz np człowieka który znęca się nad własną rodziną to jego zachowania prawdopodobnie wpisują się w schemat ‚przemocowy’, a jednym z elementów takiego schematu jest dbanie (za pomocą całego wachlarza działań) żeby czasem nikt się nie dowiedział o tym co dzieje się w domu – bo wie dobrze jak by się to skończyło. I zdecydowanie jest w stanie powstrzymać się od przemocy wobec osób nad którymi nie ma takiej kontroli jak nad domownikami.
    Nie wiem jak to było w przypadku opisanego przez Ciebie pana z guzem mózgu, ale uważam że pedofile również nie ‚atakują’ gdy nie mają wystarczającej kontroli nad sytuacją, stąd też często ich ofiary są z bliskiej rodziny, gdzie sprawcy cieszą się zaufaniem, mają dużą kontrolę nad ofiarą i jej relacjami z innymi i są w stanie skutecznie mydlić oczy całemu towarzystwu.

  10. @telemach

    Ok, ale mimo amazonów, wielkich korporacji, panademii itp… zawsze
    potrzebna jest nam wiara, że zło i dobro są realnymi jakościami świata ludzi, a nie naszym wymysłem, który wolno nam w zależności od upodobań zmieniać i unieważniać. Intuicję dobra i zła nosimy w sobie… I dopóki
    jesteśmy zdolni do odczuwania poczucia winy i doświadczamy poczucia winy, gdy gwałcimy reguły, o których wiemy, że są prawomocne – dopóty są one prawomocne.

  11. „Intuicję dobra i zła nosimy w sobie” – przecież to (definicja dobra i zła) się zmienia z epoki na epokę, nawet w obrębie tej samej kultury i cywilizacji (a co dopiero pomiędzy).

  12. @mbabilas:
    100% racji panie redaktorze, ale etyka i moralność mają jakąkolwiek szansę jedynie wówczas,, gdy wierzymy w istnienie jakiegoś wyimaginowanego, wyższego porządku – wbrew wiedzy i niezliczonym dowodom, że jest inaczej.
    Innymi słowy, powtórzmy za Pascalem, który mądrym człowiekiem był. Zapytany o to czy wierzy, czy nie wierzy w Boga odparł, że po gruntownym zastanowieniu postanowił wierzyć, bo jeśli Boga nie ma,, to nic na tym interesie nie straci, a jeśli jest, to może nawet ewentualnie dostąpić łaski zbawienia. .
    Podobnie jest, jak sądzę, z głoszonym przez naszą przedmówczynię poglądem, że „zło i dobro są realnymi jakościami świata ludzi, a nie naszym wymysłem”. Co prawda jestem przeświadczony, że są naszym (ludzkim) konstruktem, ale z dwojga złego przychylam się do poglądu, że są realnymi wartościami, bo życie w świecie, w którym one takimi nie są, nie stanowi zbyt atrakcyjnej alternatywy, jak się pomyśli co poniektórzy sobie wówczas pomyślą, a zapewne i pozwolą.
    Pragmatyzm, o ile nie prowadzi do zwykłego, moralnego skurwienia, ma kolosalną przyszłość.

  13. @telemach: jeśli umiem czytać, to Michał nie mówi o szansach na etykę i moralność, a o ich zależności od czasu i warunków życia ludów.

    Więc na przykład zabijanie dzieci u brazylijskich Indian. Zaświadczone u kilkudziesięciu ich ludów („plemion”). Gdy matka już miała trójkę dzieci, albo urodziła bliźniaki albo dziecko z widocznym kalectwem. Czasami ona musiała zabijać, w innych grupach – inni.

    Nie wiemy jaki był proces decyzyjny i jak kształtowały się normy tego dotyczące, bo pierwsze kontakty z Indianami mieli misjonarze (o ile nie kolonizatorzy, którzy mordowali zmuszając do pracy na plantacjach), a ci mieli wszystkie odpowiedzi, więc nie mogli nawet przez swe ukształtowanie umysłu zadawać pytań.

    Dlatego opisy i oceny przyszły od tych, którzy zawładnęli ziemią i życiem Indian. I wiele jest publikacji o obyczajach dzikich. Mniej o tym, że prawie współcześnie, w pierwszej połowie XX wieku, w wielu grupach przeżyło inwazję „białego człowieka” tylko 20% ludzi. Dorosłych, nie niemowląt. Zbrodnie powtórzały się jeszcze w latach 80-tych (wydobywanie minerałów, szczególnie złota). Nawiasem, przekazana w 1967 roku dokumentacja o zbrodniach Serviço de Proteção ao Índio (w żadnym wypadku nie wiązać tej organizacji z FUNAI) była przez rządy ukrywana przez 40 lat!

    To nie jest argumentacja w stylu „tu biją Żydów, a tam murzynów”. Chodzi mi o coś innego. Indianie nie mieli Pascala ani metafizyki sławiącej świętość życia. Kultura, która wydała Pascala ocenia ich naszymi dzisiejszymi zasadami. Wyrok, jak sądzę, zapada przed początkiem procesu.

  14. @babilas

    Ulegają zmianom: kultura, religia, wychowanie. Uegają zmianom reguły moralne, które przestają przystawać do świata realnego. Istnieje jednak pewna część natury ludzkiej, która pozostaje niezmienna. Historycznie niezmienna. Sumienie, którego nie oszukamy.

  15. „na przykład zabijanie dzieci u brazylijskich Indian. Zaświadczone u kilkudziesięciu ich ludów („plemion”). Gdy matka już miała trójkę dzieci, albo urodziła bliźniaki albo dziecko z widocznym kalectwem. Czasami ona musiała zabijać, w innych grupach – inni.”

  16. @andsol

    jeśli umiem czytać, to Michał nie mówi o szansach na etykę i moralność, a o ich zależności od czasu i warunków życia ludów.

    Daleki jestem od twierdzenia, że nie umiesz czytać. Myślę, że nie wyraziłem się jasno, więc rozszerzę.
    Uwaga Michała (z którą się bez zastrzeżeń zgadzam) była reakcją na pokrótce przedstawioną przez przedmówczynię koncepcję w myśl której dobro i zło wyczuwalne są intuicyjnie bo ” zło i dobro są realnymi jakościami świata ludzi, a nie naszym wymysłem, który wolno nam w zależności od upodobań zmieniać i unieważniać.”
    Michał zwrócił uwagę, że przecież tak nie jest bo, patrz wyżej (który to pogląd również w pełni podzielam).
    Innymi słowy – coś, co jest zmiennym i zależnym od okoliczności konstruktem nie może mieć jednocześnie niezmiennego i uniwersalnego charakteru.
    W związku z tym mój komentarz nie był polemiką lecz raczej uzupełnieniem. Dobro i zło są – będąc konstruktami – względne. Niestety. Jednakże, moim skromnym zdaniem sensowne, choć karkołomne wydaje się przyjęcie założenia, że mają dla tzw. ludzkości charakter uniwersalny, bo jeśli tego nie uczynimy będziemy być może zmuszeni dziełami etyków się podetrzeć. Co jest mało pociągającą perspektywą.
    Przywołanie Pascala miało zatem charakter czysto ilustracyjny. Jego założenie, że Bóg istnieje było wobec braku wewnętrznego przekonania i sensownych dowodów intelektualnym łamańcem, jednakże miało ono również aspekt racjonalny. Szczególnie jeśli się uwzględni w jakich czasach przyszło mu się z tym problemem zmagać.

  17. @nowa, piszesz: Istnieje jednak pewna część natury ludzkiej, która pozostaje niezmienna. Historycznie niezmienna. Sumienie, którego nie oszukamy..

    To brzmi jak teza religijna, czyli niedyskutowalna – ale w takim wypadku czemu wplątywać w to ludzką naturę? Ponadto, znane wszystkim (którzy znać je chcą) zjawiska z historii pokazują, że bardzo łatwo tym, którzy uważają, że istnieje „sumienie” i że je mają, oszukać je – czy przesterować, za pomocą presji możnych i tzw. autorytetów moralnych. Vide księża różnych nacji błogosławiących „swoich” wiernych, by dzielnie zwyciężali – i tylko kompletny bałwan otrzymując takie błogosławieństwo mógł myśleć, że dostaje przyzwolenie na zabijanie tylko złych i tylko we własnej obronie.

  18. @andsol

    Chodzi mi o to, że właśnie z religią nie ma to nic wspólnego, bo ksiądz i tak rozgrzeszy, a mimo tego wyrzuty sumienia do końca życia pozostaną. Przykładem są choćby amerykańscy żołnierze mordujący niewinnych w Wietnamie. Ilu z nich nigdy tego koszmaru nie zapomni. Albo przykład z własnego podwórka: mąż, który mieszkając w internacie wykradał kanapki dzieciom, którym mamy przygotowywały je do szkoły. Nawet jeżeli próbuje wytłumaczyć to sobie głodem, bo przecież dzieci z internatów żadnych drugich śniadań nie znały, to wyrzuty sumienia i tak dają znać o sobie. Taka chyba nasza ludzka natura.

  19. @ nowa – lepiej być zaradnym i mieć wyrzuty sumienia niż być głodnym i mieć żałosne pretensje do losu/rodziców itp. Popieram wykradanie kanapek uprzywilejowanym dzieciom.

    Ten rodzaj radykalnej zmiany optyki (jak kradłem to było ok, ale teraz się wstydzę) trąci hipokryzją, wypada zachować ciągłość epistemologiczną i umieć sobie wytłumaczyć, dlaczego wtedy kradłem, a dziś już nie potrzebuję więc nie kradnę.

  20. @kwik
    Odwracając kota ogonem, gdyż mówię o sumieniu, myślę, że to, że kradł@m nie zmieni faktu, że postąpić mogł@m inaczej. Albo co najmniej, wierzę, że tak mogło być.

    <>

  21. O, jakie twórcze rozwiązanie problemu gender w czasownikach!

    Łatwo przetransponować do przymiotników, pogodn@, mał@…

    Twój wynalazek, now@? Na wszelki wypadek, gratulacje.

  22. @andsol

    @ – odpowiednik o (rodzaj męski)
    a (żeński) –
    to hiszpańskie, niepisane, ale „obowiązujące” w korespondencji standardy.
    Nie wiem czy możnaby implementować „@” w języku polskim.

  23. @nowa:

    Albo co najmniej, wierzę, że tak mogło być.<<<

    Bardzo ładne i intelektualnie ponętne uzupełnienie. Dobrodziejstwo wątpliwości jest cnotą. Albo przynajmniej wierzę, że jest.

  24. @kwik:
    ” wypada zachować ciągłość epistemologiczną”

    Jestem zachwycony pięknem i prostotą tej rady, ale mógłbyś może wyjaśnić dlaczego niby właściwie? W kilku prostych słowach, tak po żołniersku?

    Nadajesz hipokryzji jednoznacznie pejoratywną konotację. Ona jednak jest – jak się wydaje – potrzebna, to przecież spoiwo cywilizacji, że o kulturze już nie wspomnę. Zgoda, bez hipokryzji kulty religijne by się rozsypały jak domki z kart, przynajmniej ich instytucjonalna nadbudowa, z drugiej strony padła by na pysk kultura wyższa, że o dyplomacji lub dobroczynności już nie wspomnę.

  25. A czy jakaś większa grupa rozsądnych, doświadczonych ludzi spróbowała czy można bez hipokryzji? Fizjologicznie nie jest nam do niczego potrzebna, inne zwierzęta jakoś sobie radzą bez. Zresztą może są dwa rodzaje hipokryzji i ta aspirująca dałaby się jeszcze obronić. Nie wiem tylko czy istnieje realnie.

    Co do ciągłości – jest takie powiedzonko: zapomniał wół jak cielęciem był. W demencję wierzę, ale zwykle objawia się później. Natomiast nie wierzę w iluminację (nie doświadczyłem), uważam, że postęp moralny (jeśli zachodzi) odbywa się drobnymi kroczkami, przez nużącą repetycję (jak w komedii romantycznej Dzień świstaka).

  26. „po żołniersku” znaczy:
    1 – krótko, na rozkaz panie generale
    czy
    2 – strategicznie wyprowawadzić przeciwnika w pole
    ?

  27. Uwaga! Komentarz z 15/08/2020 O 10:02 PM (@nightwatch) dopiero teraz został wyłowiony ze spamu, więc może nie być zauważony przez PT komentatorów.

  28. Twierdzenie Pascala nie jest do końca logiczne. Zakłada że istnieje maksymalnie jeden Bóg i chce aby w niego wierzyć. Po zniesieniu tych ograniczeń nie mamy tak jednoznacznego wyniku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s