Weneckie spotkania

Wydany w tym roku Bez strachu. Dziennik współczesny Józefa Hena nie mówi o sprawach zabawnych, ale pojawiła się refleksja, która mnie rozśmieszyła. (Refleksja nie z książki, a z mojej głowy).

W pewnym miejscu autor zatrzymuje kronikę zdarzeń zupełnie aktualnych, by wrócić do zapisków (nieużytych w jego innych książkach) z podróży do Izraela z roku 1963. Wprowadza do nich celna anegdota o reakcji celnika, który zauważa, że książka w otworzonej walizce ma na okładce to samo nazwisko, które widnieje w paszporcie (nie, tego rodzynka nię będę wydziobywał, zachęcam, by przed czytaniem owego urywka książki zgadywać co mogło nastąpić – nie zgadniesz, ale to może być dobrą rozrywką).

Po paru stronach Hen jest w Wenecji i na ulicy spotyka parę znajomych rodaków. I gdy rozmawiają, widzą w oddaleniu innego Polaka, Mrożka. Tak, to mnie rozśmieszyło. Nie, nie chodzi o samo spotkanie. Wyobraziłem sobie, że to się przydarza nie naszemu, a rosyjskiemu pisarzowi.

Dostrzegasz urodę tej sceny? Pisarz spanikowany. Czy przyjechali mnie śledzić? Oni to samo myślą o nim. We wszystkich głowach ten sam temat błyskawicznie obracany w różnych wariantach: iść już do konsulatu i zameldować? Zrobić notatkę, którą za powrotem przedstawi się czekistom? A może ucieszyć się nieszczerze ze spotkania i przy dwóch półlitrówkach próbować odkryć co się w tej niespodziance kryje. Podlewając wódkę głodną gadką, że tu nie ma nic do oglądania i że już się tęskni za Leningradem. Ale co znaczy tamten rodak widziany w tłumie, czy on szpieguje jego, ich czy wszystkich?

Paranoiczna wizja? Oczywiście. Ale wierzę, że bardzo realistyczna. Dziś Polakom może być trudno przedstawić sobie, że ZSRR był krajem wspaniale rozwiniętej paranoi.

Na szczęście to daleka przeszłość. Dziś ów kraj to prawdziwa azjatycka demokracja. A i Polska nic już nie ma w sobie z peerelu, jeśli nie liczyć życiorysów i mentalności górnych dziesięciu tysięcy. A może sześćdziesięciu, bo oni mówią, że sześćdziesiąt im się należy.

3 myśli na temat “Weneckie spotkania

  1. Statystyki wyborcze wskazują na jeszcze większy procent… 😦

  2. „Na szczęście to daleka przeszłość”
    Tak i nie.
    Jeśli mowa o przeszłości absolutnej (w sensie bachtinowskim, czyli tej, której nigdy nie było, bo nigdy nie była teraźniejszością), to raczej wątpię.
    No chyba że uznamy się (Ty i ja i jeszcze parę znanych nam osób) za stwory mityczne w sensie, że byliśmy częścią mitu. Wtedy tak.
    .

  3. Telemachu, formalnie było to pisane w trybie oznajmującym, ale łatwo dostrzec pod powierzchnią tryb ironicznie wątpiący.

    A co do mitów i mitycznych tworów, przypomniałeś mi Cannery Row Steinbecka, I tę uroczą panią, która miała odkurzacz ale nie miała prądu, więc buczała.

    Nie wiem, może i my…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s