Recenzja pewnej nielektury

Każda prawda ma na swojej drodze zaporę, w której zamiera w zapomnieniu – lub czasami przebija się i przechodzi przez nią jako fałsz. To jest właśnie przypadek recenzji, która – jakże to oczywiste – wymaga uprzedniego przeczytania omawianego dzieła. Choć może to zabrzmieć niewiarogodnie, pojawienie się zamieszczonej tu recenzji „Naszej racji” zmusiło redakcję naszego pisma do całkowitego zaniechania czytania tej książki.

Została ona wydana przed rokiem i zgodnie z odletnimi obyczajami naszych przeglądów poprosiliśmy paru znanych literatów i poetów o zrecenzowanie jej. Po pewnym czasie zaczęło nas niepokoić, że nie tylko żaden z nich w naszych kontaktach nie wspominał o przysłaniu recenzji, ale także wszystkie krajowe pisma i literackie dodatki gazet milczały jak zaklęte na temat „Naszej racji”.

Cała seria SMS-ów, emaili oraz kontaktów przez komunikatory powtarzała ten sam przekaz: „nie pamiętam, nie mogę teraz, może kiedyś jeszcze spróbuję”. Ta powtarzalność skłoniła nas do zorganizowania wraz z Wydziałem Psychologii miejscowego uniwersytetu kontrolowanych sesji lektur. Kandydaci na recenzentów byli dyskretnie obserwowani w odizolowanych salach – i wynik był zawsze ten sam: po przeczytaniu pewnej liczby stron zasypiali i po obudzeniu nie pamiętali ani jednego przeczytanego zdania, czy choćby imienia autora.

Postawiono więc hipotezę, że dzieło było strasznie nudne, ale prawda okazała się groźniejsza. Nowa seria badań z doświadczonymi recenzentami nieomal zakończyła się tragedią, bowiem kto docierał do przedostatnich stron, zapadał w głęboką śpiączkę. Książka była śmiertelnie nudna.

Podjęto próby kontaktu z wydawnictwem (o nazwie „Zawsze Racja”) ale to innymi drogami dotarliśmy do wyjaśnienia jaki był cel wydania rzeczonej książki. Otóż pan Emilian L., amerykański miliarder polskiego pochodzenia, przed paru laty ustanowił nagrodę dla krajowego dzieła, które nikogo nie będzie raniło ani raziło. Pojawienie się choć jednego niechętnego zdania w recenzji dyskwalifikowało książkę-kandydata. Najwyraźniej była to sztuczka prawna, by wysoka nagroda po paru latach mogła wrócić do jej patrona unikając podatków. Lecz warunki nie wymagały, by pojawiła się też jakaś pozytywna recenzja. A taka natychmiast doprowadziła by do wydrukownia jej zaprzeczenia, zgodnie z obyczajami krajowego życia literackiego.

Jak widać, nasza recenzja nie stoi okoniem w planie „Zawsze Racji” zdobycia owej nagrody, bowiem dziś w lituraturze nudzenie jest raczej normą niż odchyleniem, a kto zaprzeczy temu, że książka nudzi (czy też śmiertelnie nudzi) odda jej pozytywny ukłon.

Jednakże pewne działania powinny zostać podjęte, bowiem zdołaliśmy ustalić, że w przypadku zdobycia nagrody powiązany z wydawnictwem Instytut Filmowy „Racja Krajowa” natychmiast przystąpi do filmowania dzieła, a to może prowadzić do poważnych problemów, na które nie jest przygotowane krajowe Ministerstwo Zdrowia i Chorób.

3 myśli na temat “Recenzja pewnej nielektury

  1. Nie wiem według jakiej szkoły pracuje „Racja Krajowa” ale zwykle czyta się filmowane dzieło przed przystąpieniem do kręcenia filmu czy pisania scenariusza. To może być problem, może jakoś w odcinkach da się zrobić, tak żeby żadna z zaangażowanych osób nie musiała znać więcej niż jednej-dwóch stron tego dzieła.

  2. Tekst o charakterze uniwersalnym Ci wyszedł. Szapoba.
    Doczytałem do końca (nawiasem mówiąc).
    „Mówienie nawiasem” bardzo się rozpowszechniło ostatnio. Nawiasem mówiąc.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s