Okolice

Może blisko drogi jest jakaś woda i roślinka nie schnie tak szybko?

Pod niebem jest Atlantyk.

12 myśli na temat “Okolice

  1. Na pierwszym zdjęciu: cień słupa poprawia warunki wegetacji

  2. Na plocie w Lundzie widzialam kiedys haslo „wiecej slonca dla narodu”, jednak okazuje sie ze zarowno bez slonca jak i baz cienia to jak bez reki…

  3. Joasiu, przypomniałaś mi pewnego pana, który był słoneczkiem narodów i chciał być słonkiem całej ludzkości, ale wredni imperialiści mu przeszkadzali.

    Wojtku, a może to słup hydro-elektryczny?

  4. Widniejący na pierwszym zdjęciu budyneczek malowany na jasnoniebiesko przypomina mi swą barwą nasze co poniektóre chałupy malowane na niebiesko, np. w Zalipiu.

  5. Ormie, duża część kolonialnej Brazylii była (i jest) malowana na niebiesko. A pochodzenie rodzinnych tradycji w społecznościach żyjących w stanie Santa Catarina godne by było szerszych badań – kilkadziesiąt nacji ma tu swój wkład – ale być może jest już za późno. W moim miasteczku (rzędu 70 tys. mieszkańców) podobno 10% ma polskie korzenie, ale do tej chwili nie napotkałem jednej choćby osoby potrafiącej rozmawiać po polsku.

    Wydaje się, że nie jest inaczej i z potomkami Niemców czy Włochów – znam paru takich, co przyznali się do swej włoskości (pokazany poniżej billboard pokazuje, że nie jest to trudne); różne firmy intensywnie poszukują takich ludzi i wysyła ich do Włoch, skąd po paru miesiącach już jako Włosi gonią do Niemiec. No i żaden z nich przed wybraniem się do Europy nie mówił po włosku.

  6. To chyba szersze zjawisko, w mojej ukochanej Danii było (jest) sporo osób o polskich korzeniach ale nikt z tych bardziej mi znanych nie mówił po polsku. Mówię o kolejnym pokoleniu urodzonych poza Polską. Z kilkoma rozmawiałem, delikatnie dawali do zrozumienia że ich polscy przodkowie nie byłi dla nich specjalnym powodem do dumy. Wielu pochodziło z emigracji zarobkowej rolniczej często kobiet z końca wieku XIX – jest pomnik „Roepiger” – dziewcząt buraczanych) i stąd kolejne generacje asmilowały się na ile się dało pozostawiając tylko polskobrzmiące nazwiska – projektant m.inn. dla George’a Jensena Arne Malinowski, czy współcześnie aktywna artystka złotniczka Kasia Gasparski.

  7. Ormie, po tym wywołaniu Danii nie oprę się pokusie powtórzenia historyjki usłyszanej w Kraju baaardzo dawno temu, ale dla mnie mającej nadal urok. Znajoma opowiadała jak na jej krótki pobyt w Danii zaproszono ją do mieszkania w komunie, gdzie miała kogoś znajomego – propozycja nie do odrzucenia, zważywszy relacje między dolarami a złotymi. Była pewna niedogodność, większa część ludzi z komuny w domu paradowała nago, ale przybywający nie byli zobowiązani do przejęcia obyczaju. Opowiadała, że można było się do tego przyzwyczaić.

    Pewnego wieczoru wdała sie w długą i ciekawą nocną rozmowę z jednym z nagich współmieszkańców, który zawistował pytanie ‚what do you think of Polish way of life?’ Sprawnie i rzetelnie przeanalizowała swoje odczucia na temat Kraju i odpowiedziała, że ‚yes, I like it’. A wtedy Duńczyk przysiadł się bliziutko i zaczął coś, co gdyby nie jej zdecydowany protest, było by grą wstępną.

    I zupełnie nie rozumiała jego zachowania się dopóki później nie wyjaśniono jej, że w czasach wspomnianej przez Ciebie emigracji zarobkowej małżeństwa z Duńczykami przybywających Polek nie wchodziły w rachubę, choćby i z powodu odmienności religii, więc obcowanie bez ślubu weszło tam do języka jako „polski sposób życia”.

  8. ha, w sumie spędziłem w Danii ca. 12 lat – od 1969 wyjeżdźałem tam co roku uzupełńiając wiedzę, potem długa przerwa a od jakoś 1985 do 1999 jako nauczyciel spędzając w Danii corocznie ok. pół roku. I się nigdy z takim czymś nie spotkałem; jeśli o komuny chodzi to bywałem dla uczenia się ichniejszego modelu roweru wymyślonego i wykonywanego w Krystianii
    https://en.wikipedia.org/wiki/Freetown_Christiania
    a także znałem jakąś inną komunę w dawnym majątku ziemskim istniejącą/działającą na zasadzie spółdzielni rolnej produkcyjnej. Nigdy nie słyszałem o komunach gdzie by chodzono nago ale wszystko jest oczywiście możliwe, różnie się flower power realizowała.

    Na mojego „nosa” powodem niechęci do mieszanych małżeństw z tymi emigrantkami rolnymi najpewniej niepiśmiennymi była znacząca różnica mentalności w sensie oświecenia, umiejętności gospodarowania (managementu gospodarstwem) i pojmowania rzetelności: w Danii uczciwość była przysłowiowa jak to w krajach post protestanckich, od XIX wieku był powszechny masowy ruch oświaty społecznej i ubogi duński XIX wieczny wieśniak był wedle mojej wiedzy na zupełnie innym poziomie niż owe emigrantki – „dziewczyny buraczane`’. A było to bardzo ważne gdyż od czasów wikingów w Skandynawii w tym w Danii było bardzo serio realizowane równouprawnienie kobiet – żon – jako pełno prawnych partnerów w małżeństwie. A to wymagało charakteru, zdolności gospodarskich, oświecenia etc (wikingowie byli dwuzawodowcami, kiedy wypływali na wyprawy gospodarstwem rządziła żona czy matka i to pozostało jeszcze stulecia po wikingach)

    No i jeszcze coś 🙂

    Chłop żywemu nie przepuści…
    nawiązuję do starannie skrywanego poczucia wyźszości Dunów nad wszystkim innym; znane mi mesjanizmy innych nacji także tych znanych z mesjanizmu to tzw małe piwo. Tyle że Dania jest na pierwszy, drugi i trzeci rzut oka kochana miła przyjazna i nawet będąc tam mile widzianym i potrzebnym trudno się dokopać do tego co pięknie opisane jest w tzw. Prawie Jante
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Jante
    Nie sądź, że jesteś kimś wyjątkowym.
    Nie sądź, że nam dorównujesz.
    Nie sądź, że jesteś mądrzejszy od nas.
    Nie sądź, że jesteś lepszy od nas.
    Nie sądź, że wiesz więcej niż my.
    Nie sądź, że jesteś czymś więcej niż my.
    Nie sądź, że jesteś w czymś dobry.
    Nie masz prawa śmiać się z nas.
    Nie sądź, że komukolwiek będzie na tobie zależało.
    Nie sądź, że możesz nas czegoś nauczyć.

    Zajęło mi sporo czasu zanim znalazłem określenie znanego duńskiego myśliciela: – Duńczycy – maleńcy ukochani Pana Boga. No naród wybrany.

    a do tego przypadku wracając – przecież ta pani to Słowianka – co poniektórzy uważają że Słowianie to Slaves – niewolnicy…to se pozniewolujemy bo jest okazja, myśmy są lepsi a zawsze można dorobić legendę. Może się uda…no stremitsa nada 🙂

  9. Bardzo ciekawe refleksje o Danii, dziękuję za nie.

    Moje duńskie impresje ograniczają się do kilkudziesięciu godzin spędzonych w Kopenhadze i ów świat wydał mi się bardzo ciekawy, ale że jest tam wiele poziomów pokrytych wykształceniem i dobrym wychowaniem pokazał mi Bronisław Świderski w „Asystencie śmierci”.

    A ta moja znajoma (urocza dziewczyna, mam nadzieję, że taką została do dzisiaj) to jak najbardziej Polka, ale zupełnie nie Słowianka.

  10. O Danii można by długo, jestem wdzięczny losowi za swą „duńską przygodę”. Ukazała mi ona możność zupełnie innego a mającego wielkie pozytywy spojrzenia na kilka spraw. Jestem jak wielu z nas produktem systemu autorytetów – mam być twórczy jak Mickiewicz z Szopenem, odważny jak Pułaski z Kościuszką, piękny jak (nie nie Emilia Plater chyba żę w wizjach Mickiewicza) etc., bo jak nie – to wstyd się odezwać. Znaczy – mam równać do najlepszych, do autorytetów. Natomiast w Danii nauczyłem się że oni zaczęli od równania do przysłowiowego wiejskiego Jasia nieustannie i nieuchronnie windując wszystkich z Jasiami których jest oczywiście większość na coraz wyższy poziom oświecenia powszechnym systemem oświaty społecznej (ludowej). Po ca siedmiu generacjach takich zabiegów czy raczej praktyki rezultaty mnie zaskoczyły.

    Na początku mojej kariery nauczycielskiej byłem zaproszony na grilla w weekend do domku letniego pani kierowniczki sieci szkół gdzie uczyłem. Był jej mąż, pan jak i ona w średnim wieku, szczupła sylwetka, dobra fryzura, wystarczająco płynna angielszczyzna, sądziłem że tak jak żona jest on osobą z wyższym wykształceniem. Przez kilka godzin rozmowy nie byłem w stanie się zorientować co też ten pan robi i jakie ma wykształcenie – mowa była o wydarzeniach ze świata kultury i sztuki. Finalnie okazało się że pan jest glazurnikiem dumnym z mistrzostwa w swoim rzemiośle; pisze o tym bo to dla mnie metafora – ilustracja pozytywów tego systemu windowania od pokoleń w górę poczynając od najsłabszych. A to działa gdyż oni są od zawsze (jak mnie uczono) w trybie kształcenia ustawicznego. Ci mający inny stosunek do uczenia sięi sprowadzają się na margines.

    Inną ważną dla mnie lekcją Danii było porównanie historii i reakcji społecznych obu krajów na co poniektóre sytuacje. I Polska i Dania jakoś do +- XVII wieku były potęgami. I jak to potęgi stopniowo traciły moc i znaczenie., bo się wdały w niefortunną politykę wojen/mocarstwową. Finalnie Dania w XIX wieku przegrała wojnę z Prusami ,utraciła wielki obszar terytorium i poniosła znaczne straty w ludziach.

    Kiedy myśmy końcem XVIII wieku tracili moc i znaczenie i finalnie utraciliśmy niepodległość – reakcją był ciąg nieudanych powstań zbrojnych. Natomiast Dania będąc „w dołku” zareagowała powołując do życia w połowie XIX wieku masowy ruch oświaty ludowej choć dla mnie to raczej oświata społeczna. I tak po latach glazurnik modnie ostrzyżony o sylwetce tenisisty rozmawiał dobrą angielszczyzną ze znawstwem i zainteresowaniem o ostatnim koncercie Pavarottiego…

    A ta Pani Polka nie Słowianka to dla prawego potomka Wikingów po prostu Polka i tyle, inne sprawy to mało dla nich istotne subtelności…

  11. W ramach swoich dwóch groszy mogę tylko przytaknąć Orm-owi, głownie dlatego że pewne spostrzeżenia zgadzają sie z moimi (ale mam tylko nikłą znajomość Skandynawii i tamtejszego życia). Rzeczywiście bycie glazurnikiem czy hydraulikiem w np Norwegii nie jest oznaką przynależności do niższej kasty społecznej albo świadectwem jakichś braków w talencie, zaradności życiowej czy genetyce. A już na pewno nie oznacza że robotnik ma z definicji zajmować najniższą pozycję w społecznej hierarchii (której nota bene aż tak nie widać jak w Polsce), czy zadowalać się prymitywnym życiem od pierwszego do pierwszego.

  12. Skoro wątek się kontynuuje – jeszcze jedna historia.

    Otóż był sobie duński naukowiec z zakresu nauk medycznych, pracownik prestiżowego Panum Institute w Kopenhadze. I onże nie dał rady czasowo być “pod krawatem” w dorocznym balu pracowników porządku i czystości – po naszemu sprzątaczy. Niewiele brakowało aby musiał pożegnać się z zatrudnieniem w Panum mimo poważnych sukcesów naukowych, ale udało mu się utrzymać pozycję w instytucie.

    To ilustracja wspominanego Prawa Jante.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s