Sprawdzam

Netflix nastaje, że wszyscy oglądają „Nie patrz w górę”, więc na wszelki wypadek sprawdzam w paru źródłach, których opinie filmowe na ogół brzmią dla mnie sensownie – no i jak spodziewałem się, mogę sobie to spokojnie odpuścić. Będą wszyscy minus paru takich jak ja.

I sprawa w zasadzie załatwiona, ale w ciągu paru dni czytam na fb sugestie kilku osób, które zasadnie kojarzę z uprawianiem czy popularyzowaniem nauki i są dość jednobrzmiące: zobacz jak nauka jest traktowana w zdominowanym przez politykę świecie.

Co robić. A no trzeba samemu zobaczyć. Żona zawsze przypomina, że naoczny świadek często widzi to, czego nie ma, ale nie mam lepszych narzędzi. I oglądam. Ekran mały, ale gdy film wielki, coś z tej wielkości się zachowa.

I jak zdać relację z oglądu bez urażenia tych, co mają film za świetną komedię? Może przekazując parę refleksji o instytucjach grających tam.

Nauka. Lud jej nie traktuje dobrze. Już od czasu Platona (może i na szczęście). Żeby to zmienić trzeba przewrócić do góry nogami system edukacyjny. Uczenie o cyklu Krebsa i o teorii strun będzie marnowaniem czasu i szans jeśli nauczyciel nie przekaże podstawowej zasady: wątp. Jaka jest szansa na to, że miliony nauczycieli będzie stale podkreślało: „słuchaj mnie, ale wątp w to, co mówię i sprawdzaj tak wiele jak potrafisz”? A bez tej zmiany nastawienia nieunikniony jest klops, czyli ładowanie danych o liczbie spółgłosek czy o dacie wniebowstąpienia Jezusa.

Idiotyzm rządzących. Możemy niezbyt radośnie rechotać myśląc o Kaińskim, Bolsonaro a przede wszystkim o Trumpie, ale nieszczególnie go broniąc chcę przypomnieć, że nieco ponad sto lat temu dwóch panów cesarzy i jeden pan car postanowili wywołać wojnę, nie pytali o zdanie uczonych, zdewastowali świat i do dziś mamy tego skutki. Więc Trump to naprawdę małe piwo, szczególnie, że parę razy posłuchał jakichś w miarę sensownych doradców.

Koszmarna głupota roześmianej telewizji, w której grzechem jest pół minuty bez dowcipu? No, prawda, prawda (wiem o tym z przeszłości, gdy miałem tv), ale jest nieco perwersyjne przekazywanie tej wizji w filmowej komedii, czyli w takim użytkowaniu czasu ludzi, by jak najlepiej się bawili.

Pojawiające się w migawkach media społecznościowe, jak z domu wariatów. Zastanawiający okres na kpienie z nich. Spróbuj sobie wyobrazić świat w pandemii a bez nich, czyli bez jedynego w zasadzie bezpiecznego kanału osobistych kontaktów. Brak by było miejsc nie tylko w szpitalach ale i w aresztach, tak masowo by ludzie by się mordowali w rodzinach i wśród sąsiadów.

Aha, ogólnie o filmie. Komedia. Człowiek, któremu śmianie się przychodzi łatwo, nie pożałuje. I taki szlachetny koniec, odchodzenie w niebyt z podanymi sobie rączkami i po modlitwie.

17 myśli na temat “Sprawdzam

  1. A więc jednak obejrzałeś. Czyżbym została sama jedna świadomie i dobrowolnie rezygnująca z tej przyjemności?

  2. @Juli: ktoś musi czuwać, by ktoś inny mógł spokojnie spać.

    @Michał: Monty Python mnie nauczył, że wstaje się dopiero gdy obsługa kina zaczyna wyganiać ludzi.

  3. Dziękuję, po raz kolejny dwie godziny uratowane od niechybnego zmarnowania. Żeby zrekompensować utraconą przyjemność obejrzę film o gościu co odrdzewia starą wiertarkę.

  4. Znajomy dziwił się czemu oglądam ten film na raty. Obejrzeć, , obejrzałem. Nie jest to coś co skłania do refleksji ale też nie żałuje straconego czasu. Niestety ten rodzaj absurdu jest dla mnie nie jest za bardzo zabawny. Jednocześnie mało prawdziwy i zbyt rzeczywisty. Zwłaszcza gdy ktoś inny w realu „budzi” i otwory na „włanczniki” w mózgu wstawia.

  5. Nie.
    Jest jednak pewien problem. Film wraca jako echo w najrozmaitszych dyskusjach i komentarzach do rzeczywistości autorstwa tzw. publicystów. Pół biedy, gdyby byli to osobnicy i osobniczki o jednolitym, monolitycznym zestawie poglądów. Tak nie jest. Komentarze dobiegają ze wszystkich stron i są niejednolite w swoim przekazie emocjonalnym i (hm) poznawczym.
    Mnie taka sytuacja zaciekawia bo jeśli rezonans jest takim szerokim wachlarzem, to ignorowanie jest może z punktu widzenia ekonomii zasobów własnych racjonalne, ale poznawczo zubożające.
    Więc obejrzę, choćby aby móc zrozumieć komentarz Babilasa, którego obecnie nie ogarniam. Jak na tym stracę, to jego grzech będzie.

  6. Ja na ten film spoglądam jednak łaskawym okiem. Bo chciałbym, żeby było jednak więcej produkcji kiepskich, średnich i dobrych na ważne tematy. Czy rzeczywiście filmy na ważkie tematy muszą być wyłącznie świetne? Może już czas, by filmy o dupie Mariana były o czymkolwiek ważnym.
    I wtedy mamy filmy klasy C o katastrofie klimatycznej, a nie o obcych zaglądających ludziom w odbyt. I reżyseria może być kiepska, aktorzy słabo grający, a scenariusz niech się nie lepi. Zawsze mogą powstawać gnioty. To już niech powstają o czymś sensownym. Nawet jeśli same filmy są bez sensu.

  7. Prawie mnie przekonaliście żeby choć początek obejrzeć.
    Ale nie do końca przekonuje mnie junoxe Twoje stwierdzenie że film musi być ‚o czymś sensownym’, no chyba że dokumentalny… W końcu film to takie oszustwo na które się zgadzamy i chcemy być porządnie oszukani – tak żeby nie widzieć tych rozmaitych zapadni, zasłon, ukrytych schowków, akcesoriów nieudolnie schowanych w rękawie czy marketingowych wytycznych zaprutych w scenariusz.

  8. No jednak moja teza jest ciut inna. Nie twierdzę, że filmy muszą być o czymś sensownym. Raczej, że fajnie bym się czuł, gdyby nawet mierne filmy były o czymś. 🙂 Bywa, że za często zadaję sobie pytanie, po co jakieś dzieło w ogóle powstało. Fajnie byłoby nie zadawać sobie tego pytania.

  9. Po władowaniu w bubla 75 milionów dolarów producenci nie mieli wyboru i musieli wpierać wszystkim, że coś tam jest. Albo popełnić samobójstwo.

  10. Obejrzałem. Nie żałuję ani sekundy. Trywializacja kultury i życia społecznego jest poważnym problemem. Film trywializujący postępującą trywializację pod pozorem krytyki udającej ponurą komedię – to trzeba umieć wymyśleć.
    Mękę oglądania wynagrodził mi happy end.
    Nawiasem: Idiocracy z 2006 roku to jednak było (w porównianiu z) arcydzieło.

  11. Mam wrażenie że to było dzieło typu ‚too big to fail’ – nie szczędzono grosza na obsadę, temat z rozmachem, tyle że wymyślanie jak to wszystko skleić w sensowną całość powierzono algorytmowi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s