Czytelnik wyzwolony

Gdy zaczynam lekturę opowiadania czy powieści, czuję pewną potrzebę lojalności, jak gdybym był widziany przez autora i nie chciał go rozczarować. Dlatego zazwyczaj czytam do końca, choć niekiedy zawieszając czytanie na dni czy nawet miesiące.

Ale nawet gdyby Saul Bellow siedział tuż przy mnie i wyczuwałbym jego niepokój, przez grzeczność nic bym nie powiedział – i dopiero będąc sam wyrzuciłbym „Hendersona, króla deszczu” do kosza. Może Bellow nie miał szczerego przyjaciela, który by mu doradził, by zrobił to samo.

5 myśli na temat “Czytelnik wyzwolony

  1. No to mamy kłopot.
    Bo teraz, aby sensownie skomentować należałoby nabyć minmium kompetencji do tego koniecznej. Czyli przeczytać. Ale jakże tu czytać skoro już wiadomo, że nie warto?
    Jak w starym rosyjskim przysłowiu. Jak się nie obrócisz, prawda.

  2. Ale w miejsce zacytowanej książki można podstawić inną, z którą się miało podobną przygodę – i to by pogłębiło poczucie, że jesteśmy z tego samego gatunku. Nieazaliż?

  3. Ja akurat szybko odpadłem kiedyś od Herzoga, czyli jak właśnie sprawdziłem następnej powieści Bellowa. Ale to było dawno temu i też na ha, żeby się upewnić zacząłem czytać Hendersona. I tak mnie wciągnęło że nawet wydałem 38 zł w Google Play. Nie wiem czy doczytam do końca, przestaję gdy tylko zaczynam się męczyć. Więc nawet jeśli się podzielisz szczegółami swej męki to też nie gwarantuję. Zapewne miałeś mocno wygórowane oczekiwania, pytanie tylko na jakiej podstawie.

  4. @kwik: pamiętam, że „wszyscy czytali Herzoga” ale nie potrafiłem sobie przypomnieć dlaczego i o co tam szło. Wikipedia pomogła: ach, to ten człowiek, który pisał do papieża jak prowadzić sprawy, ale nie wysłał listu… Czyli winny bałaganu na świecie.

    Czy wrócę do czytania Herzoga, żeby sprawdzić co były warte dawne fascynacje? Chyba nie, bo obowiązuje prawo FIFO (choć w praktyce w stercie jest wręcz odwrotnie). No i jest tyle pozycji nie-beletrystycznych… Odchodzi się od całych poletek; na przykład, od lat nie czytam s-f, a kiedyś pochłaniałem.

    Nie opowiem Ci o mojej męce, bo to nie zmęczenie, a zdegustowanie, a to trudniej wyjaśnić czy uzasadnić. Po prawdzie, żywię nadzieję, że doczytasz Hendersona z przyjemnością, bo po pierwsze taka inwestycja powinna przynieść zysk, a po drugie dobrze jest gdy ktoś mi przypomina, że tu nie chodzi o konkurs pierwszości i największej piękności (wzruszając ramionami nad wszelkimi Nike i Noblami), a o gust, a ten jest bardzo skomplikowaną sprawą i na szczęście bez standardów.

  5. Doczytałem Hendersona, dopiero sam koniec mnie znudził. Byłbym się pewno zdegustował wcześniej, gdyby Henderson zastrzelił kota pod stołem, ale autor na szczęście chyba wiedział co robi.

    Gust owszem jest trochę skomplikowaną sprawą, ale zawsze można zbadać lokalną opinię publiczną i nawet nie wnikając w przyczyny zadbać o siebie. Np. sam jako dziecko nie znosiłem kotów, ale dorastając zorientowałem się, że większość atrakcyjnych dziewcząt ma do nich słabość, więc z łatwością zrewidowałem swój marny gust.

    Natomiast jeśli o (czytane dla siebie) książki chodzi, to oprócz gustu ważne jest to, czy książka mnie w ogóle dotyczy. Jest mnóstwo książek, na pewno nie wszystkie są dla mnie. Henderson akurat jakoś tam mnie trochę dotyczy, jestem może do niego bardziej podobny niż mniej. Bez trudu mogę czytać o kimś, kto tak jak ja cierpi przez swoją głupotę, niby próbuje coś z tym zrobić i jednocześnie bagatelizuje swoje zmagania. Bo tyle to i ja potrafię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s