Rocznica

Covid nadszarpnął zdrowie wielu moim bliskim i znajomym, ale w moich najbliższych kręgach nie było (jak dotychczas) śmiertelnych przypadków. A może powinienem wliczyć do nich człowieka, którego bezpośrednio nigdy nie znałem (to znaczy: on nie miał pojęcia o moim istnieniu), ale który dla mnie zawsze wiele znaczył. Jeden z najbardziej zdumiewających matematyków, którego odkrycia rozbłyskiwały co parę lat, w nabardziej różnorodnych dziedzinach tej nauki. Gdy John Conway odchodził dokładnie rok temu miał 82 lata ale wiek, zazwyczaj uznawany za „podeszły”, nie musiał być barierą dla jego geniuszu.

O jego życiu osobistym trochę można dowiedzieć się z książki pani Siobhan Roberts „Genius at Play”. Nie wiem czy było łatwo rozmawiać z nim, wnosząc z jego reakcji gdy jego żona urodziła dziecko:

– Had the baby?

– Yes.

– Boy or girl?

– Yes.

Ale bardzo poruszająca jest historia jego odwiedzin w roku 2007 w szpitalu psychiatrycznym. George Odom był o parę lat młodszy, nic o Conwayu nie wiedział i nie znosił liczb. Jednak jego zdumiewające intuicje geometryczne sprawiły, że odwiedzenie go nie było dla Conwaya stratą czasu.

Nie wiem czy są przypadki gdy śmierć ma sens. Ale ta śmierć w moim odczuciu była bardzo bezsensowna. Nierówne starcie, wirusa i geniusza…

7 myśli na temat “Rocznica

  1. To, że głupi wirus może wygrać z geniuszem, uważam za niesłuszne i niesprawiedliwe. Ale tak dość często bywa. W naturze i w polityce.

  2. W ogóle jesteśmy dziwnie wymyśleni.
    Nie dość, że leniwi, bo tak wielu zmarnowało tak wiele dni, to do tego jeszcze o 100 lat za krótko tu jesteśmy. A widać to dopiero, jak ktoś jest pracowity ponad zwyczajność. Do czego mogłaby taka istota dojść, gdyby podwoić jej czas. Jak tu nie wierzyć w reikarnacje i stare dusze w małych ciałach niemowlaków.
    Takie z nas tytany, tyle potrafimy znieść, a taka pićka ciupinka nas potrafi zlikwidować – i to w tysiącach, tysiącach…
    Po co komu armia, kiedy broń biologiczną taka skuteczna…
    Dla mnie smutny czas. Mam nadzieję, że nikomu mój nastrój się nie udzieli.

  3. Być może zmarły wcale nie uważał że należy mu się współczucie albo że to takie smutne wydarzenie. Może na przykład zauważył że miał dany wyjątkowy talent i wykorzystał go dobrze, a na zgłębianie swojej dziedziny nie poskąpiono mu czasu. Ja bym pochopnie tu nie szukał niesprawiedliwości Natury.

  4. Mój przypływ smutku nie był rzecz jasna filozoficzny czy metafizyczny, a egoistyczny. Parę rzeczy, o których Conway pisał, byłem w stanie zrozumieć; bardzo możliwe, że mogłem je zrozumieć dzięki temu jak on to pisał. Gdy odszedł, zmniejszyły się moje szanse zrozumienia.

    Nawiasem, jego ‚Game of Life’ powinna być przedstawiana w pierwszych klasach podstawówki. Bez komputerów, kiedyś bawiliśmy się nią pokratkowanym papierem i monetami (orzeł – reszka). Zdumiewające, że model z tak niewielu tak prostymi zasadami może tak mądrze naśladować naturalne zjawiska.

    Innym nawiasem, właśnie oglądałem ‚Inside Job’ i chodzi mi po głowie, że jest prawie międzynarodowa zgoda jak solidarnie radzić sobie z covidem, ale światowa katastrofa rozprzestrzeniona nie z jakiegoś targu w Wuhan, ale z Wall Street w Nowym Jorku nie przyniosła podobnego oddźwięku. Wepchnęła w ubóstwo i nieszczęścia miliony ludzi na całym świecie, ale twórcy wirusa zachowali swoje majątki i pozycje przy poparciu prezydenta (wykształconego u Harvarda) rzekomo bardzo postępowego i humanitarnego.

  5. Game of life – zgodzę się, dzieciom się powinna podobać, ale nie jestem pewien co do tej pierwszej klasy.
    W swojej podstawówce odkryłem game of life gdy miałem dostęp do komputera, no co prawda jakiegoś 8-bitowca ale jakieś eksperymenty z rysowaniem kropek można było robić. Ale byłem wtedy zdecydowanie bliżej końca niż początku tej podstawówki.
    Dziś próbuję coś tam dzieciom od czasu do czasu pokazać w podobnym duchu ale brakuje mi tego prostego komputera, z jego absolutnym brakiem czegokolwiek – nawet klikać nie było czym i po co. Był tylko BASIC, niebieski ekran, biały kursor i nic więcej. Ale jakie to stwarzało nieskończone możliwości – zrobić coś gdzie nie ma nic, właściwie nie masz innego wyjścia.
    Dziś dzieciaki mają świetne gry, filmy, kolorowe strony, ciągle coś fantastycznego się dzieje. A wizja pustego okienka z samym kursorem, gdzie w najlepszym razie uda się postawić kropkę albo kreskę po godzinie koncentracji i wpisywania mozolnie jakichś znaczków jakoś ani nie zachęca ani nie przemawia. Jak ktoś wie jak to naprawić to poproszę o sugestie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s